Gry

EA ciężko pracuje na kolejną nagrodę dla najgorszej firmy w USA

Kamil Ostrowski
16

Lata mijają, reputacja Electronic Arts leci na łeb na szyję, a w firmie zdają się z tego nic sobie nie robić. Ktoś „na górze” musi mieć pewność, że jego wizja w końcu zostanie zrozumiana, albo EA stało się po prostu korporacją z piekła rodem. Tak czy siak, Elektronicy kontynuują swój tryumfalny poch...

Lata mijają, reputacja Electronic Arts leci na łeb na szyję, a w firmie zdają się z tego nic sobie nie robić. Ktoś „na górze” musi mieć pewność, że jego wizja w końcu zostanie zrozumiana, albo EA stało się po prostu korporacją z piekła rodem. Tak czy siak, Elektronicy kontynuują swój tryumfalny pochód i zmierzają pewnym krokiem po kolejną złotą kupę. Jeżeli nie zmienią swojego postępowania, to mają ją gwarantowaną.

Zaczęło się od problemów z Sim City. Przez wiele miesięcy z grą były problemy. Electronic Arts posypało głowę i obiecało poprawę.

Później przyszedł Battlefield 4 i po raz kolejny premiera odbyła się w atmosferze kłopotów z serwerami, bugów, glitchy, itd. Jakby tego było mało, do teraz problemy występują.

Tymczasem, przedstawiciel Electronic Arts udziela wywiadu dziennikarzowi Rock Paper Shotgun i utrzymuje, że wszystko jest okej. Winą za problemy obarczana jest popularność gier EA. Mało tego, w Electronic Arts wcale nie panuje przekonanie, że trzeba cokolwiek zmieniać, jeżeli chodzi o podejście do premier.

Nie akceptuję, nie sądzę, żeby większość klientów była skłonna stwierdzić „to zła gra, żałuję, że ją kupiłem”. Nie o tym mowa. Sądzę, że klienci starają nam się zakomunikować coś innego. „Zrobiliście grę, która naprawdę mi się spodobała. Podobałaby mi się nawet bardziej, gdyby nie te problemy”

Nie wydaje mi się, żeby robienie dobrej miny do złej gry, było odpowiednim ruchem.

Teraz nieszczęsna afera z Dungeon Keeperem, który jest wielką maszynką do wyłudzania pieniędzy. Zdaje się, że tym razem przesadzono, a gra znajduje się na równi pochyłej. O ile tuż po premierze negatywnych recenzji było niewiele, tak negatywny szum wokół tej produkcji robi swoje. Zresztą, nie chciałbym rzucać oskarżeń nie podpartych dowodami, ale... rzućcie okiem na podejrzaną recenzję z Google Play:

Jakby tego było mało, dziennikarz Gamasutry zauważył, że wystawienie grze niskiej oceny jest w pewien sposób utrudnione. Kiedy gra prosi nas o ocenienie Dungeon Keepera na stronie sklepu, a chcemy wystawić inną ocenę niż pięć gwiazdek, jesteśmy przenoszeni do formularza, który możemy wypełnić i wysłać EA – ot, taka księga skarg i zażaleń.

Mimo ułatwienia w wystawianiu dobrych ocen, a utrudnieniu w pastwieniu się nad grą (trzeba robić to bezpośrednio przez sklep Google Play), liczba negatywnych recenzji rośnie w dramatycznym tempie, a średnia ocen maleje. Na Google Play wynosi w tej chwili 4.1, a na AppStore już 3,5.

Nawet bezduszne korporacje obowiązują jakieś standardy. Nawet one muszą dbać o swój wizerunek i pilnować, żeby gracze mieli do nich przynajmniej minimalną dozę zaufania. Przykładem jest Activision, do którego ciężko pałać sympatią, ale z drugiej strony – przynajmniej nie mamy wrażenia, że nas oszukują. Electronic Arts to natomaist socjotechnika, brudne sztuczki i gry nie działające w dniu premiery. Jak tutaj nie spodziewać się kolejnej niechlubnej nagrody?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Electronic ArtseaBattlefield