Felietony

E-mail - skrzynka elektroniczna podzieli los tradycyjnej?

Tomasz Szwast
60

E-mail, czyli poczta elektroniczna, to coś, z czego korzystamy praktycznie codziennie. Do czego obecnie używamy poczty elektronicznej? Okazuje się, że do zupełnie innych zastosowań, niż jeszcze kilka lat wcześniej. Czy to oznacza, że nadchodzi zmierzch e-maila? To możliwe.

Jeszcze kilka lat temu, ze skrzynki e-mail korzystałem zauważalnie częściej, niż obecnie. To właśnie na nią otrzymywałem wiele istotnych wiadomości, z bardzo różnych źródeł. Poczta elektroniczna służyła mi za sposób, w jaki komunikowałem się, między innymi, z rodziną. To właśnie na adres e-mail trafiały, między innymi, wspólne zdjęcia, notatki, dokumenty, czy chociażby linki do stron internetowych, które miałem odwiedzić.

Zakładka poczty elektronicznej była jedną z tych, od których zaczynała się ich lista w przeglądarce internetowej. Zaglądałem tam kilka razy dziennie, by przekonać się, czy aby nie czeka na mnie nowa, mniej lub bardziej istotna wiadomość. Z biegiem czasu ten nawyk zniknął i to nawet nie za sprawą powiadomień - te również wyłączyłem. Okazało się, że na skrzynkę e-mail nie trafia nic istotnego, a przynajmniej nic, co miałbym ochotę przeczytać. Czyżby skrzynkę e-mail czekał bardzo podobny los do tego, który spotkał tradycyjną pocztę? Mam takie przypuszczenie. Dlaczego powstało w mojej głowie. Spójrzmy na to, co stało się z pocztą na przestrzeni ostatnich lat.

E-mail skończy jak poczta tradycyjna. Już to obserwujemy

Przypomnijcie sobie, jak wyglądała poczta tradycyjna jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Z utęsknieniem czekaliśmy na nadejście listonosza, który mógł przynieść dla nas naprawdę miłą wiadomość. Kartka pocztowa od znajomych? List od kogoś bliskiego? Zawiadomienie o uroczystości rodzinnej? Wszystkie te dokumenty były przesyłane pocztą tradycyjną. Niestety, listonosz przynosił również mniej pożądaną korespondencję, na czele z rachunkami.

Z biegiem czasu, w miarę jak ludzkie relacje przenosiły się do internetu, a komunikacja za pośrednictwem sieci wypierała tą standardową, rola listonosza zmieniła się diametralnie. To, co trafiało do naszej skrzynki na listy praktycznie nie było czymś miłym. Nie było już kartek czy listów, jednak rachunki, korespondencja z banków i urzędów, czy korespondencja reklamowa, trafiały do nas w nadmiarze. To wszystko sprawiło, że do poczty tradycyjnej wręcz zapałaliśmy niechęcią. Obecnie, na widok doręczyciela, zastanawiamy się, jak bardzo złe wiadomości przynosi. Kolejna podwyżka rat kredytu hipotecznego? Oby tylko...

Jeśli przyjrzymy się temu, jak obecnie wygląda korespondencja, jaka trafia na pocztę e-mail, zauważymy dokładnie ten sam trend. Zdjęcia i inne wiadomości od znajomych docierają do nas za pośrednictwem komunikatorów internetowych i mediów społecznościowych, czyniąc z poczty elektronicznej miejsce, w którym śmieci mieszają się z korespondencją, której lwią część stanowią rachunki, zawiadomienia i powiadomienia.

Poczta elektroniczna - miejsce odbierania powiadomień

Jak zdecydowana większość internautów, korzystam z poczty elektronicznej na platformie Google. Przez ostatnie kilka dni uważnie przyglądałem się temu, co na nią trafia. Prawdę powiedziawszy, wcale nie byłem tym zaskoczony, jednak pojawiło się również uczucie zawodu. Zdecydowanie najszybciej pęczniała skrzynka z ofertami, gdzie trafiały informacje od sklepów internetowych, w których kiedyś coś kupiłem. Wiadomości adresowane do mnie, jak to w przypadku poczty Google, przeplatane są reklamami bazującymi na moich preferencjach. Czy z własnej, nieprzymuszonej woli, zajrzałbym do skrzynki Oferty, która jest niczym innym, jak tylko miejscem, do którego trafiają reklamowe śmieci? Przyznam szczerze, gdyby nie ten materiał, z pewnością nawet nie zwróciłbym uwagi na to, co się w niej znajduje.

Nieco mniej intensywnie, jednak wciąż w imponującym tempie, rosła zakładka Powiadomienia. Co tam trafia? Równie nieciekawe wiadomości, co do folderu Oferty. Niestety, w gąszczu potwierdzeń płatności, powiadomień o realizacji zamówienia czy maili z kodami jednorazowymi, można tam znaleźć coś naprawdę istotnego, a konkretnie rachunki, które co miesiąc musimy płacić. Owszem, ten problem można rozwiązać przy pomocy zleceń stałych, jednak dla mnie wciąż najwygodniejszą opcją pozostaje pay by link, zwłaszcza, że w smartfonie mam zainstalowaną aplikację banku z dostępem do kodów BLIK.

Co, w ciągu ostatnich kilku dni, trafiło do głównej zakładki mojego Gmaila? Muszę szczerze przyznać, że nic konkretnego. Był to tylko jeden mail, którego nadawcą była administracja mojego osiedla, zawierający w swojej treści przypomnienie o konieczności przestrzegania regulaminu porządku domowego przez wszystkich mieszkańców osiedla. Cóż, to nawet nie była korespondencja adresowana indywidualnie do mnie, a do wszystkich tych, którzy posiadają mieszkania na tym samym osiedlu. Smutno? Może trochę.

Nie każda korespondencja jest bezpieczna

Gdyby tego było mało, poczta elektroniczna wcale nie jest najbezpieczniejszym miejscem kontaktu, a wręcz przeciwnie. Choć dostawcy poczty elektronicznej stosują coraz to lepsze filtry antyspamowe, złoczyńcy czyhający na pieniądze nieświadomych ludzi wydają się zawsze wyprzedzać ich przynajmniej o krok. Nasze skrzynki poczty elektronicznej są non stop atakowane przez fałszywe informacje z banku, wiadomości o konieczności dopłaty do przesyłki kurierskiej czy korespondencję do złudzenia przypominającą tą kierowaną przez gazownictwo czy zakłady energetyczne. Niestety, choć młodszym użytkownikom internetu może wydawać się to dziwne, niektórzy wciąż wpadają w te same sidła.

Jak działają takie wiadomości? To już doskonale znany schemat, dlatego nie trzeba omawiać go po raz kolejny. Wystarczy wspomnieć jedynie o tym, że w wiadomości podszywającej się pod jednego ze znanych usługodawców znajduje się link, który przekierowuje użytkownika do podstawionej strony internetowej. Ta z kolei do złudzenia przypomina serwis bankowości elektronicznej, tyle że wcale nim nie jest. Nasze dane do logowania, tuż po ich wprowadzeniu, trafiają bezpośrednio do złodzieja, który wchodzi na nasze konto bankowe i sieje spustoszenie. Po takim ataku można nie tylko stracić wszystkie oszczędności życia, ale również zadłużyć się na wiele tysięcy złotych. Dysponując dostępem do bankowości internetowej i narzędzia autoryzacyjnego, przebiegły złodziej może nie tylko wybrać całą jego zawartość, ale również zaciągnąć nowe zobowiązania finansowe.

Niestety, to kolejna z przyczyn, dla których korzystanie z poczty elektronicznej nie jest tak wygodne i przyjazne, jak być powinno. Czy fakt, że e-mail jest ciągłym celem ataków phishingowych również może przyspieszyć jego koniec? Istnieje taka możliwość, jednak nie tak szybko. Należy pamiętać o tym, że wciąż nie wymyśliliśmy lepszej alternatywy dla poczty elektronicznej. Kiedy jednak takie rozwiązanie powstanie, z pewnością zrobi z obecną pocztą elektroniczną to, co ta swego czasu zrobiła z pocztą tradycyjną. Problem w tym, że list tradycyjny wciąż ma w sobie coś niezwykłego. Ma duszę, a jego otrzymanie, zwłaszcza od ukochanej osoby, wciąż jest bardzo romantycznym, miłym gestem. Czy e-mail kiedykolwiek sprawdzi się w tej roli? Śmiem wątpić.

Do czego wciąż warto używać poczty e-mail? Dwuetapowa weryfikacja to dobry pomysł

Choć w niniejszym materiale zastanawiam się nad tym, co czeka pocztę elektroniczną, od razu wyjaśniam. Doskonale zdaję sobie sprawię z tego, że wszystko to, o czym piszę, czyli zmierzch e-maila, nie wydarzy się szybko. Zapewne nawet nie w ciągu najbliższych kilku lat. Te wszystkie powiadomienia, zawiadomienia, rachunki czy nawet oferty gdzieś odbierać musimy. Choć oczywiście nie lubimy tego robić. Ponadto sporadycznie, ale jednak, zdarza się wykorzystywać e-mail do ważniejszych wiadomości, chociażby do komunikacji z instytucjami państwowymi, bankiem, zakładem pracy itp.

Do czego jeszcze warto wykorzystywać e-mail? Z doświadczenia wiem, że świetnie sprawdza się jako narzędzie do dwuetapowej weryfikacji. W czasach, gdy kradzież internetowych kont jest powszechna, dobrze zadbać o ich właściwe zabezpieczenie. Wycieki haseł się zdarzają, a my wcale nie chcemy ustawiać innego hasła do każdego serwisu internetowego. W takiej sytuacji może nas uratować właśnie dwuetapowa weryfikacja. Jak działa? O tym chyba każdy doskonale wie. W momencie próby zalogowania do naszego konta, otrzymamy powiadomienie, a wraz z nim kod uwierzytelniający próbę logowania. Takie kody mogą być wysyłane jako wiadomość e-mail, wiadomość SMS bądź generowane przy pomocy aplikacji przeznaczonej właśnie do tego celu, takiej jak Google Authenticator.

Podsumowując, mam wrażenie, że poczta elektroniczna, prędzej czy później (ale raczej później), podzieli los poczty tradycyjnej. Przestaniemy z niej korzystać, ponieważ stanie się skrajnie nieprzyjaznym  miejscem, do którego trafia wyłącznie tona śmieci i w którym bardzo trudno jest się odnaleźć. Zanim jednak to się stanie, musimy wymyślić coś, co ją zastąpi, a do tej pory korzystać z jej atutów, których, jakby nie było, również nie brakuje. Jak myślicie, co mogłoby zastąpić e-mail?

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu