11

E-mail jest z nami już prawie pół wieku. I nie chce umrzeć

Bo i po co miałby, skoro jest w porządku? E-mail, czy też jak kto woli - poczta elektroniczna ogółem jest z nami już prawie pół wieku. Pod koniec 2021 roku stuknie mu "pięćdziesiątka" i umówmy się - za moment jego narodzin liczymy moment, w którym Raymond Tomlinson przesłał wiadomość testową między dwoma komputerami DIGITAL PDP10, które przypominały bardziej futurystyczny mebel, niż komputer (w obecnym rozumieniu), czy z całą pewnością smartfon lub tablet.

Pan Raymond w momencie, gdy prowadził własne testy nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie rozpoczął epokę w historii technologii, którą nazywać możemy „epoką e-maili”. Pewnie, zanim poczta elektroniczna na dobre zadomowiła się wśród użytkowników dobrodziejstw high-techowych – minęło jeszcze sporo lat. Do młodszych czytelników Antyweba: rzeczy, z których korzystamy dzisiaj nie były szczególnie oczywiste jeszcze nawet 20 lat temu. A co dopiero niemal pół wieku temu?!

Zdarza się, że mam możliwość rozmawiać z młodzieńcami, którzy w PESEL-u nie mają ani nawet ósemki, czy dziewiątki z przodu. Dla nich to, że jest internet, że są e-maile, że w smartfonie jest YouTube, a w telewizorze Netflix jest zupełnie normalne i czasami uważają nawet, że tak prawdopodobnie było zawsze. Gdy pokazuję im swoją pierwszą konsolę (Pegasus), to robią się im wielkie oczy. Że jak? Nie w 3D? Że takie to trywialne? A jak mówię im, że pierwszym multiplayerem w moim życiu było naparzanie kijami w pokrzywy z kumplami, to dostają zawału. Podwórko było czasami dla mnie czymś w rodzaju „battle royale” (kto nigdy sobie nic nie złamał na podwórku, lub przynajmniej się nie porozbijał na rowerze – niech pierwszy rzuci dyskietką!), ale to temat na zupełnie inny wpis.

Czytaj również: Tak będą wyglądać okulary AR od Samsunga? To ja podziękuję…

E-mail, Kochani. Jest z nami to pół wieku i co dalej? Nie zamierza umrzeć, bo i naprawdę nie musi. Popełniłem kiedyś tekst o tym, że w sumie, to mogłoby być tak, że e-mail po prostu uda się do lamusa i tam odczeka do momentu ostatecznej śmierci. Szybko przekonałem się, że się pomyliłem i nie doceniłem tego wynalazku. Dzisiaj jestem zdania, że końca życia maila nie widać, bo po prostu nie ma na to przestrzeni. Trudno jest wskazać rozwiązanie, które mogłoby go zastąpić – jest tak uniwersalny i tak szeroko wykorzystywany, że zwyczajnie nie wyobrażam sobie bez niego życia. I wielu innych ludzi także.

E-mail przeżył wiele boomów

Czasami ktoś się wychylał i twierdził, że teraz to e-mail musi skonać. Bo pojawiły się czaty. Bo za chwilę media społecznościowe. Komunikatory. Platformy do organizacji pracy i komunikacji wewnątrz organizacji. Obserwuję sobie to, co dzieje się na rynku technologicznym i co by się nie pojawiło, nie jest tak proste i uniwersalne jak e-mail właśnie. Przedstawię Wam cztery argumenty za tym, że e-mail jest „spoko”. Nie są to tylko moje obserwacje, zrobiłem „badanie” w swojej bańce informacyjnej, zasięgnąłem opinii osób, które z mailem się nie mogą rozstać. I w sumie, te właśnie osoby – mając do powiedzenia sporo na ten temat podają zazwyczaj najlepsze argumenty. I nie wynikają one z osobistych przekonań, lecz bardzo zdroworozsądkowego, użytecznościowego podejścia do rozwiązań z kręgu nowych technologii.

E-mail jako „podsumowanie”. Jeden z zabawniejszych argumentów, jaki mi podano – a właściwie ja robię podobnie. Dajmy na to, zakończyliśmy rozmowę z klientem lub pracownikiem tej samej organizacji. Niezależnie od tego, co omawialiśmy – czy założenia nowego projektu, brief, a może plan podbicia świata – warto spisać podsumowanie. Tak, żeby nic nie umknęło nam, żeby nic nie umknęło drugiej stronie. Że my się przyłożyliśmy do tego, by każdy wiedział, co zostało powiedziane, w jaki sposób, dlaczego. Dotyczy to również procesów w korporacjach. Jak dział HR zawali sprawę i skieruje wypłatę na rachunek bankowy, który zlikwidowaliście, a Wy przed wysłaniem pieniędzy zgłosiliście fakt zmiany numeru konta do wypłat za pomocą maila, macie spisany dowód. I to niech teraz dział HR się tłumaczy, dlaczego zawalił sprawę. W komunikatorach, w rozmowach poza „wirtualem”, nawet zgłaszając konieczność zmiany rachunku za pomocą oficjalnego pisemka dostarczanego do pokoju działu HR (ktoś tak jeszcze robi?!), narażacie się na to, że brak jednej wiadomości zdejmie odpowiedzialność za zaniedbanie z osób, które zawiniły. E-mail jest pod tym względem bezpieczny. Wysyłasz, masz w historii wysłanych wiadomości konkretną dyspozycję.

E-mail jako oficjalny kanał komunikacji. Komunikator służy do luźniejszych, szybkich rozmów na temat bieżących spraw. Nie wyobrażam sobie, by rozmawiać z klientem na Slacku o rzeczach oficjalnych takich jak kwestie rozliczeń, skrót ostatniego spotkania na Zoomie / Meecie i tak dalej. Nie dostaję informacji prasowych od PR-owców za pomocą Messengera (przynajmniej na co dzień, bo w wyjątkowych okolicznościach — np. podczas wyjazd — się zdarzyło). Wszystko w standardowych warunkach ląduje na mojej skrzynce i tak jest „okej”. Wiadomości przesyłane tym kanałem są traktowane bardziej „poważnie” i stanowi to standard w wielu firmach. Zdecydowanie ten argument jest jak najbardziej „na czasie”. Nie trzeba być obecnym, aby otrzymać maila i może on poczekać w skrzynce. Dodatkowo, łatwo załącza się w nich pliki wszelkiego rodzaju, jeżeli jest to potrzebne.

E-mail jako wymuszony standard. Rejestracja gdziekolwiek, chęć otrzymania faktury, komunikacja z firmami – tutaj e-mail jest zwyczajnie wymagany i stanowi to swego rodzaju standard w nowych technologiach. Ktoś, kto nie ma poczty elektronicznej, będzie musiał ją w końcu założyć, jeżeli chce komfortowo uczestniczyć w życiu cyfrowym w internecie. Każdy wykorzystuje e-maile, właściwie trudno jest znaleźć podmiot, który tego nie robi. A skoro z czegoś korzystają wszyscy i nie mogą od tego uciec, to dlaczego e-mail miałby umrzeć? Zasada działania poczty elektronicznej nie zmieniła się od niemal samego początku – zmienili się natomiast klienci pocztowi: zarówno ci w formie aplikacji, jak i ci webowi. Na Antywebie możecie dołączyć do newslettera, za pomocą którego dowiecie się o nowych, ciekawych artykułach do przeczytania. Nie inaczej jest w innych miejscach. Dodatkowo, w marketingu baza maili może być niezłym sposobem na wykręcenie fajnych wyników sprzedażowych, o ile oczywiście osoby w bazie mailingowej, subskrybenci, będą od Ciebie czegoś takiego oczekiwać i zbudujesz z nimi odpowiednią do tego więź.

E-mail ułatwia organizowanie zadań. Jeżeli Wasza praca jest mocno związana z internetem i komunikujecie się za pomocą wiadomości e-mail, to poszczególne zadania do wykonania lub „rzeczy do odhaczenia” mogą być reprezentowane przez maile, które do Was spływają. I to jest w sumie dobry sposób na uruchomienie własnego frameworku do zarządzania zadaniami, który może być wspierane przez inne narzędzia. Bo dlaczego nie? Zresztą, wiele klientów pocztowych pozwala na organizowanie maili w zadania do wykonania. Ponadto, jeżeli Wasza skrzynka mailowa składa się z rzeczy związanych głównie z pracą – w takim razie nieprzeczytana wiadomość może oznaczać zwyczajnie zadanie, którym jeszcze się dotychczas nie zajęliście. E-maile można swobodnie organizować wewnątrz klientów pocztowych nadając im różne etykiety i na podstawie tego ułatwiać sobie pracę. Ten aspekt ma niewiele wspólnego z komunikacją w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale wiele mówi o tym, jak wykorzystuje się w ogóle skrzynki mailowe.

A tak właściwie, to czy ktoś wymyślił coś lepszego? Czy da się zrobić coś prostszego, co mogłoby wyprzeć wiadomości e-mail? Właśnie nie bardzo. I to chyba jest podstawowy argument za tym, by jednoznacznie stwierdzić, dlaczego e-mail nie umarł przez lata. Po prostu nie może umrzeć, nie ma zastępcy, trudno sobie go nawet wyobrazić. Najprawdopodobniej go zwyczajnie nie potrzebujemy, bo e-mail jest po prostu dobry. I lepszy też być nie może – chyba, że z pomocą klientów pocztowych, którzy obrośli e-mail jak winorośl, tworząc zupełnie nowe zastosowania dla „prastarej” technologii.

Niech żyje e-mail

Serio, uważam, że e-mail wcale nie powinien się zmieniać. Mógłbym wskazać na jego wady – ale czy wynikałyby one z jego specyfiki? Bo pewnie, mógłbym wspomnieć o tym, że w dalszym ciągu to bardzo wektor zakażeń złośliwym oprogramowaniem, że nie jest to natychmiastowa metoda komunikacji, że nie każdy wie jak skonfigurować poprawnie maila w telefonie, czy innym urządzeniu poza webowym klientem i tak dalej. Tyle, że nic z tego nie mówi bezpośrednio o wadach e-maila samego w sobie. Nie jest to pewnie usługa idealna, ale potrzebna i taka, która jeszcze długo nas nie opuści.