21

Drukowanie 3D owoców to już delikatna przesada

Od jakiś 2 lat o drukarkach i wydrukach 3D słyszymy regularnie. Wybudować można już niemal wszystko. Od elementów ubrania, takich jak damskie szpilki, przez domy, pizze, po samochody oraz owoce, które od niedawna możemy drukować. Wszystkie te sposoby wykorzystania drukarek 3D są dla mnie bardzo dobre i ciekawe, niestety z małym wyjątkiem. Drukowanie owoców budzi […]

Od jakiś 2 lat o drukarkach i wydrukach 3D słyszymy regularnie. Wybudować można już niemal wszystko. Od elementów ubrania, takich jak damskie szpilki, przez domy, pizze, po samochody oraz owoce, które od niedawna możemy drukować. Wszystkie te sposoby wykorzystania drukarek 3D są dla mnie bardzo dobre i ciekawe, niestety z małym wyjątkiem. Drukowanie owoców budzi na mojej twarzy konsternację.

Angielska firma Dovetailed zaprezentowała drukowanie owoców przy pomocy specjalnie przygotowanych drukarek 3D. Cały proces jest bardzo prosty i w zasadzie znany już od dawna. Składnikiem bazowym jest sok lub inna ciecz. Następnie wykorzystywana jest technika znana w kuchni molekularnej, stosowana od dawna, w tym w chyba najbardziej znanej restauracji tego typu – elBulli. Mowa jest o sferyfikacji, przy pomocy której płyn jest zamieniany w coś co najlepiej określić mianem żelu, który w łatwy sposób można dowolnie formować.

Dzięki drukarce 3D, odpowiednio do tego przystosowanej, możliwe jest tworzenie owoców o dowolnych kształtach i kolorach. Choć w tym przypadku używałbym raczej „owoców” do określenia tego, co otrzymamy finalnie. Twórca tego projektu Vaiva Kalnikaite wspomina w swojej wypowiedzi, że ich owocowa drukarka otwiera nowe możliwości dla zawodowych kucharzy – z czym się zgodzę, oraz że na nowo definiuje pojęcie świeżych owoców na żądanie – co brzmi dosyć komicznie.

W kuchni molekularnej taka drukarka może faktycznie dawać nowe możliwości, ale jak do tej pory mistrzowie sztuki kulinarnej dawali sobie bez niej radę. Jednak dla Kowalskiego, czy Nowaka takie urządzenie i wizja przyszłości, reprezentowana przez nie, wygląda raczej ponuro. Twórcy optymistycznie zakładają, że dzięki takiemu zabiegowi możemy stworzyć idealnie smakujące „pomarańcze” lub „grejfruta”. Jednak prawda jest taka, że przy nawet najlepszych intencjach takie owoce będzie się drukowało z czegoś, co dzisiaj sprzedaje się w sklepach pod nazwą soków owocowych. Wiadomym jest, że kupujemy namiastkę soku owocowego. Wizja owoców na żądanie może i brzmi fajnie, ale kto chciałby to jeść?

Pomysł wydaje się fajny i w gruncie rzeczy dobrze wpisującym się w trend modyfikowania żywności pod kątem tego, by jej termin zdatności do spożycia był jak najdłuższy. Firmy, transportujące i sprzedające produkty, zacierają zawsze ręce na takie zmiany. Wystarczy dokonać kolejnych zmian w genach danej rośliny, by uzyskać nie tylko piękny wygląd, ale też smak, który można będzie wykorzystać w kuchni. Nie chcę tutaj rozpętywać dyskusji na temat GMO i tego czemu służy, komu i dlaczego w małym stopniu wszelkie koncerny myślą o odbiorcach końcowych. Zmiany i wykorzystanie nowych możliwości nauki i techniki nie powinny przecież tylko i wyłącznie działać na korzyść firm, ale też konsumenta.

Drukowanie owoców w drukarkach 3D, obojętnie, czy w formie kulek pokazanych na materiale wideo, czy w jakiejś innej postaci, nie przypada mi do gustu. Chyba, że serwuje to szef kuchni w elBulli i traktuję to jako kulinarną ciekawostkę. Nie chcę w przyszłości jeść pomarańczy lub truskawek z drukarki 3D. Zdecydowanie nie!