9

Druk 3D przepadł? Spokojnie, wprowadzają go nawet linie lotnicze

Zauważyliście, że ostatnio szum towarzyszący drukowi 3D jakby zelżał? Od kilku miesięcy odnoszę wrażenie, że nie mówi i nie pisze się o nim tak często, jak jeszcze dwa lata temu. A to wywołuje proste pytanie: co się stało? Czyżby branża okazała się przereklamowana, a rozwiązanie nie jest tak doskonałe, jak wcześniej je anonsowano? Przecież w naszych domach nie stanęły drukarki, uczniowie nie są zapoznawani z obsługą tego sprzętu, nie widzimy wysypu firm z tej działki. Cóż, może po fali zachwytu przyszedł po prostu czas na ciężką pracę?

Jakiś czas temu prowadziłem rozmowę na temat druku 3D. Przekonywałem sceptyka, że to ma sens, że druk 3D się rozpowszechni, że już teraz sporo można z jego pomocą zdziałać. To była dłuższa wymiana zdań, ale w końcu zostałem zastrzelony krótką kwestią: masz w domu drukarkę albo korzystasz z czyjegoś sprzętu? Prawda jest taka, że nie mam. I nie korzystam. Nawet nie miałem okazji pobawić się tym dłużej. Wiedza raczej teoretyczna, brałem udział w kilku prezentacjach. Może zatem kolega ma rację? Może niewiele z tego wyniknie?

Właśnie wtedy zacząłem się zastanawiać nad tym, że w roku 2014 częściej czytałem o druku 3D, jakoś większą uwagę przykładano do tego biznesu. Teraz jest tego mniej, jednocześnie nie widać wysypu drukarek. Świat nagle nie przerzucił się na produkowanie przedmiotów w domowym zaciszu. Kubki, zabawki czy biżuterię nadal kupujemy, a nie drukujemy. Od drukarek korzystających z wielu materiałów, takich, które byłyby stworzyć np. proste urządzenie elektroniczne, pewnie dzieli nas jeszcze sporo. Jeśli czegoś przybywa, to filmów, na których ktoś tworzy broń palną z pomocą drukarki 3D – o tym ciągle jest głośno. Klęska?

Nie odbierałbym tego w takich kategoriach. Może parę lat temu było głośniej, bo druk 3D stanowił dla milionów ludzi prawdziwe novum? Wszystko, co było związane z tą branżą, z możliwościami drukarek, stanowiło ciekawostkę. Wow, można tyle rzeczy zaprojektować i wydrukować! Ale ile razy można pisać o tym, że za sprawą tej technologii wiele rzeczy staje się łatwiejszych, tańszych albo w ogóle możliwych? Ile filmów z drukarkami można obejrzeć? Po jakimś czasie ludzie się przyzwyczaili. Mniejsze zainteresowanie odbiorców, mniejsze zainteresowanie mediów…

Tymczasem rośnie i rynek i liczba zastosowań drukarek, odsetek firm, czy nawet całych segmentów, które z tych drukarek korzystają. Dzisiaj trafiłem na doniesienia dotyczące Air New Zealand – linia lotnicza zamierza przetestować drukarki w produkcji komponentów do wyposażenia wnętrz samolotów. Zaczną od tacek przytwierdzonych do foteli. Czym spowodowana jest ta decyzja? Linia chce w ten sposób osiągnąć oszczędności. Wyeliminuje część dostawców, nie będzie musiała kupować zapasów jakichś części, może szybko i samodzielnie dokonać niektórych napraw czy wymiany elementów wyposażenia. O ile oczywiście okaże się, że z tackami idzie w miarę łatwo i ten kierunek ma sens.

Takich projektów, takich firm pewnie przybywa. Ale my tego nie widzimy, nie słyszymy o tych decyzjach. Bo to mało interesujące. Z pewnością nie przyciąga już uwagi tak, jak mogłoby 3 lata temu. Tacka do samolotu? Rynek dojrzewa i będzie dojrzewał nadal, firmy zaczną wdrażać takie rozwiązania, a my nawet nie będziemy wiedzieć, że korzystamy z rzeczy, które wyszły z drukarki. Jednocześnie powoli może przybywać punktów, w których każdy z nas będzie mógł skorzystać z dobrodziejstwa druku 3D. Czy ten sprzęt trafi też pod nasze strzechy? Na masową skalę pewnie nie – aż takimi eksperymentatorami nie jesteśmy.