26

Dramat blogerów na targach IFA w Berlinie: zabrakło darmowych bidonów, musieli walczyć o kiełbaski [AntySens]

Jeśli myślicie, że Wasza praca jest wymagająca, trudna i męcząca, to znak, że nie wiecie zbyt wiele o wyzwaniach, z jakimi musi się mierzyć bloger. Zwłaszcza bloger technologiczny - reszta to jacyś przebierańcy. Kiedy Wy siedzicie spokojnie w biurach, urzędach, szkołach i domach, moi koledzy z redakcji oraz konkurencja walczą, by dostarczyć świeży i wypasiony kątęt (czyli treści). Nie ma mnie z nimi tylko dlatego, że... nikt nie chciał mnie zabrać. Ale nie żałuję, bo wiem, że na miejscu jest piekło - praca na takiej imprezie to nie zdjęcia z hostessami, drinki z palemkami, a dla chętnych zabawa elektroniką. Nie, to rzeczywistość, w której trzeba toczyć bój o przetrwanie...

Część wyzwań i trudów takich wyjazdów miałem okazję sprawdzić na własnej skórze, część mroziła mi krew w żyłach, gdy słuchałem sprawozdań. Tym razem nie będzie wspominkowo, przywołam świeże doniesienia z Berlina. Doniesienia, w których nie brakuje dramatów i chwil zwątpienia. Oto historia pierwsza z brzegu:

Po premierze smartfona czekałem w kolejce do niego 23 minuty. Wszystko dlatego, że pierwszeństwo mieli jutuberzy, a po nich blogerki w ciąży, blogerzy-kombatanci i blogerzy-dawcy narządów. Gdy już się dopchałem do stanowiska, narobiłem zdjęć i nakręciłem film, w którym skrytykowałem tylną kapkę oraz szerokość ramki, gdy opuściłem kolejkę, by inni mogli nacieszyć się nowym urządzeniem, okazało się, że… to model sprzed roku! Dlaczego nikt mi nie powiedział, że stoję w złym miejscu? Dlaczego producent nie wprowadził innowacji typu toster albo suszarka do włosów, które mogłyby odróżnić sprzęt od poprzednika?

Swoje dokłada przedstawiciel konkurencji:

– Chociaż nie mogę tego powiedzieć wprost, to zgadzam się z przedmówcą. Najgorsze jest jednak to, że na tych targach mało jest darmowych gadżetów. Wziąłem torbę z IKEA, by zbierać gifty, a tu nic! nie ma bidonów, kubeczków, smyczy i pamięci o pojemności przynajmniej 128 MB. Same gazetki. Nawet, gdybym chciał je zbierać, to nie mam komu tego dawać do niesienia! Gdzie jest obsługa, gdzie są ludzie w wózkach golfowych do wożenia nas i naszych rzeczy?! Przecież w Azji na targach wozili nas rikszami…

Z relacji z Facebooka dowiedziałem się także, że jeden z blogerów poparzył się darmową kiełbaską na stoisku jakiejś chińskiej firmy. Podobno udało mu się zdobyć ostatnią sztukę i ukrył ją w jamie ustnej, by nie wpadła w ręce blogerów z Austrii, którzy od samych drzwi krzyczeli wurst, wurst! Najgorsze jest jednak to, że bloger na koniec wlał do gardła saszetkę musztardy i nie wziął na nią rachunku – firma, która go zaprosiła, nie zwróci jednego euro. Plotka głosi, że potem postanowił to sobie odbić i zjadł nie jeden, ale dwa talerzyki bigosu, na które miał już kwit.

Hostessy? W tym roku w ramach walki z dyskryminacją płci pięknej oraz szerzenia równouprawnienia, tańce i wygibasy przy telefonach realizują panowie w wieku 55+. Ubrani jak poprzedniczki. Nadal nie jest jasne, jak ma to wpłynąć na zwiedzających. Blogerzy prześcigają się w zapełnianiu kart fotkami tych dziwnych pokazów, opisami sytuacji w mediach społecznościowych i tekstami, w których zastanawiają się, jaki wpływ na sprzedaż będzie miał ten pokaz.

– Tak w ogóle, to ja nie przepadam za Berlinem i mam już trochę dość targów w tym mieście. Barcelona nad wodą, Las Vegas to… Las Vegas, a Berlin? Nie mogliby tego zrobić na jakiejś egzotycznej wysepce? Albo przynajmniej nad Morzem Czarnym? Człowiek by sobie i pooglądał smartfony i odpoczął. A tak…

To lekcja życia, egzamin dla każdego, kto aspiruje do miana blogera tech. Trzeba powalczyć o zdjęcia z dziewczynami w negliżu żonglującymi tabletami, trzeba zebrać darmowe długopisy, opić się kawy za friko i zdobyć masę wizytówek, z których nigdy się nie skorzysta. Nie ma lekko. Cholera, dlaczego nikt mnie nie zabrał do Berlina…?

Niniejszy wpis ma charakter satyryczny, a informacje i cytaty w nim zawarte nie są prawdziwe. Oznaczyliśmy to w tytule [AntySens], podobnie zamierzamy robić w przyszłości.