doom: annihilation
15

Jeżeli czekacie na Doom: Annihilation to nie mam dobrych wieści. Pierwszy trailer… po prostu nudzi

Kolejna próba ekranizacji kultowej marki gier i... zapowiada się kolejna wpadka, albo — w najlepszym przypadku — średniak. Jedno jest pewne — pierwszy trailer Doom: Annihilation ani trochę nie zachęcił mnie do tego, by zainteresować się tą produkcją.

Przez lata zdążyliśmy już przywyknąć do tego, że kolejne firmy bazujące na popularnych seriach gier wideo wyglądają w najlepszym przypadku źle. Najczęściej jest to widok tragiczny, a wydany w 2005. roku Doom był tego doskonałym przykładem. Produkcja w dużym stopniu rozmijała się z pierwowzorem, trudno też mówić, a poza tym miał sporo innych grzeszków. Prawdopodobnie więc żaden fan kultowej serii strzelanin od id Software nie miał złudzeń że przy Doom: Annihilation sprawy będą wyglądały jakoś specjalnie lepiej. Owszem, najnowsza zajawka daje nadzieję na to, że będzie on bardziej wierny grze, ale poza tym… no cóż — nie mam za dużych nadziei.

Zobacz też: Gra o Tron. 6 odcinków niczym filmy kinowe i informacje o nowym serialu

Nowy Doom: Annihilation wygląda tak źle, jak się tego spodziewaliśmy

Doom: Annihilation w reżyserii Tony’ego Giglio ma być z założenia dużo bardziej wierny pierwowzorowi. To w końcu reboot (!), w którym obserwować będziemy zmagania ekipy marines udającej się do bazy na księżycu Marsa. Na miejscu czeka na nich niespodzianka w postaci demonicznych postaci — tych samych, z którymi od lat rozprawiamy się w kultowej produkcji id Software. Zapowiada się krwawa jatka, która ominie kinowe ekrany. Zamiast tego jesienią tego roku będziemy mogli go obejrzeć w domowym zaciszu — trafi od razu na nośniki Blu-Ray oraz DVD, a także do cyfrowej dystrybucji.

No cóż, jeżeli należycie do ogromnych fanów marki — prawdopodobnie i tak dacie mu szansę, chociażby z czystej ciekawości. Sam spasuję — kilkadziesiąt minut filmu sprzed kilkunastu lat zdecydowanie mi wystarczy. Może kiedyś doczekamy się ekranizacji marki z prawdziwego zdarzenia. Może.