32

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara w rękach hakerów. Disney ma zapłacić okup

Hakerzy coraz częściej dają o sobie znać, rośnie skala ataków, ich zasięg, na cel brane są kolejne duże firmy. W gronie tych ostatnich nie brakuje koncernów medialnych, którym można ukraść świeże produkcje, najlepiej blockbustery. Celem jest ich udostępnienie w Sieci? Nie, teraz chodzi o to, by firma zapłaciła okup i nie dopuściła to wycieku. Z takim problemem zmaga się właśnie Disney. Gigant zapewnia, że nie zapłaci, ale różnie może z tym być.

Disney nie może narzekać na ostatnie kwartały: hitów przybywa, ludzie tłumnie odwiedzają kina, wpływy rosną. Na afiszu znaleźć można kilka blockbusterów amerykańskiego koncernu. Początek tygodnia przyniósł jednak niekorzystne dla firmy wieści: hakerzy zdobyli ponoć kopię kolejnego hitu. Początkowo nie było wiadomo, o który tytuł chodzi, pojawiały się spekulacje, ale ostatecznie wskazano na piątą część przygód kapitana Jacka Sparrowa. Film Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara ma niebawem wejść do kin – gdyby wcześniej wyciekł, straty mogłyby uderzyć po kieszeni firmę Disney.

Hakerzy domagają się ponoć od koncernu dużego okupu w bitcoinach. Jeśli go nie dostaną, będą udostępniać film w kawałkach – aż do Sieci trafi całość. Czy zagrożenie jest realne? Niedawno Netflix przekonał się, że tak. W tamtym przypadku ransomware dotyczył nowego sezonu Orange is the New Black. Serwis nie zapłacił, odcinki trafiły do Internetu przed premierą. Trudno stwierdzić, jakie straty firma poniesie z tego tytułu. W przypadku korporacji Disney mogą one być naprawdę duże – mowa o blockbusterze, filmie, który ma przynieść setki milionów dolarów zysków. Do tej pory seria zarobiła już kilka miliardów dolarów.

Na tych dwóch sprawach problem się pewnie nie skończy – zagrożenie będzie wzrastać. Disney czy Netflix mogą stosować świetne zabezpieczenia, lecz słabym punktem okażą się firmy, z którymi współpracują giganci. A całego łańcucha produkcyjnego i dystrybucyjnego nie da się upilnować. Ciężko będzie przy tym określić, skąd nastąpił atak, kto go dokonał, gdzie przetransferowano pieniądze w bitcoinach. Czarne dziury z przodu i z tyłu takiej wpadki. Hakerzy zdają sobie z tego sprawę, więc będą podejmować kolejne próby.

Szef korporacji Disney, Bob Iger, stwierdził, że firma nie zapłaci (dodam, że podjęto współpracę z FBI). Słusznie – to tylko zachęciłoby piratów. Zastanawiam się jednak, czy mamy do czynienia z realnym działaniem (jego brakiem) czy też z oficjalnym stanowiskiem, które nijak będzie się miało do czynów? Może Disney zapłaci, ale zrobi to po cichu? Stawka jest naprawdę wysoka, korporacja nie może sobie pozwolić na duże straty przy takim hicie. A jeśli nie złamie się ten gracz, może zrobi to inny? Sony pamięta, jakie szody wywołał atak sprzed kilku lat, firma pewnie zrobi wiele, by nie doszło do kolejnego wycieku danych.

Obserwujemy nowy trend – jeszcze niedawno zjawisko ransomware było ciekawostką, zjawiskiem marginalnym, teraz staje się czymś dużym, przykładem WannaCrypt. Ofiarami ataków będą padać wielkie firmy, małe przedsiębiorstwa, instytucje publiczne, celebryci, zwykli użytkownicy. Słowem: wszyscy. Część nie zapłaci okupu, część to zrobi, bo nie będzie miała wyjścia lub stwierdzi, że to mniejsze zło. Szykujmy się na falę doniesień o podobnych wyciekach i bitcoinowych żądaniach.