6

Duży serial szpiegowski na małym ekranie. „Deep State” – przedpremierowa recenzja

“Deep State” to nowy serial stacji FOX, który swoją premierę będzie mieć 9 kwietnia. Miałem już możliwość obejrzeć pierwszy, premierowy odcinek pełniący rolę wprowadzenia do całej historii. I choć muszę Wam się przyznać, że od tego typu serialu już odwykłem, tak dzięki “Deep State” mam ochotę na zdecydowanie więcej. Serial udowadnia, że szpiegowski thriller na małym ekranie może wypaść lepiej, niż tylko dobrze.

Konstrukcja pierwszego epizodu nie jest do końca chronologiczna – na początku mamy okazję poznać zwykłą codzienność byłego agenta. Żona, dwie córki i dom na uboczu we Francji mu służą, lecz stare instynkty, ciągłe podejrzenia wobec otoczenia i obawy co do bezpieczeństwa najbliższych co jakiś czas odżywają.

Dla kontrastu, na przemian oglądamy trwającą akcję kilkuosobowego zespołu sił specjalnych, którego zadaniam jest eliminacja kolejnych celów. Tam dochodzi jednak do poważnej komplikacji i operacja się sypie. Agencja nie może zgłosić się po pomoc do nikogo innego, aniżeli Maxa Eastona (Mark Strong), który decyduje się na ten krok tylko dlatego, że ewidentnie grożono jemu i jego rodzinie.

Max wyrusza więc do Bejrutu, w ślad za podejrzanymi – po wydarzeniach w Teheranie nic nie jest jednak jasne, bo co chwilę poznajmy kolejne fakty sprzeczne z dotychczas zebranymi informacjami. Po pewnym czasie podchodzimy do wszystkiego z dystansem, wyczekując kolejnych dawek, by być w stanie wykreować sobie jakąś teorię – to zachęca do dalszego oglądania, wsłuchiwania się w każde słowo i dopatrywania się zmian w zachowaniu i mimice twarzy, choćby minimalnego gestu świadczącego o dobrych lub złych zamiarach danej postaci.

W swoich rolach wypadają świetnie wszyscy zaangażowani, a prym wiedzie postać główna – Strong zdołał wyrazić swoją twarzą strach i  niepewność, ale i determinację oraz złość, gdy tylko była taka potrzeba. Wynika to w dużej mierze z doświadczenia w takich rolach, ale w tle wcale nie brakuje postaci, których los będzie nas interesować. Przyjaciel, do którego Max zwraca się na miejscu po wsparcie oraz były szef – Said – intrygują, mam nadzieję że nie zabraknie ich w kolejnych odcinkach.

Wspomniany przeze mnie montaż może wprowadzić nieco chaosu, ale w mojej ocenie dzięki temu pierwszy odcinek ogląda się jeszcze lepiej – jesteśmy nieco zdezorientowani tym, co się dzieje, zupełnie tak samo jak Max. Staramy się to wszystko poskładać w całość i niejako znależć dla siebie miejsce w tej opowieści. Wbrew pozorom nie oznacza to braku możliwości nawiązania więzi z bohaterami.

Pierwszy odcinek jedynie wprowadza nas w tę zakręconą historię i robi to naprawdę świetnie. Przypomina mi to inne udane seriale teog typu, jak chociażby Homeland, do którego planuję powrócić. Ale w pierwszej kolejności chcę poznać koniec misji Maxa.