0

FlexClip to prosty i przyjemny edytor wideo dla każdego. Ale Adobe Premiere Pro nie zastąpi

Montaż wideo już od dawna nie jest zarezerwowany dla profesjonalistów. Chodzi przede wszystkim o narzędzia - zarówno w formie aplikacji webowych, jak i mobilnych możecie znaleźć całą masę lepiej lub gorzej działających edytorów. Innymi słowy - nie trzeba umieć montować, by zmontować wideo.

We FlexClip zmontujesz film z wakacji

Patrząc jak wiele osób robi zdjęcia i kręci krótkie filmy myślę, że nawet dziecko sobie z tym poradzi. Ale co, jeśli macie w pamięci smartfona kilkanaście krótkich klipów i chcielibyście zrobić z nich filmik z wakacji? Przy odrobinie chęci można bez problemu poznać podstawy obsługi programów do montażu – nawet na pierwszy rzut oka nieprzyjemne i trudne Adobe Premiere Pro przestanie być tajemnicze kiedy obejrzycie kilkanaście filmów instruktażowych na YouTube. Jest jednak inny problem – aplikacja swoje kosztuje i choć można ją kupić na przykład na miesiąc, to nie jest to wydatek, który chcą ponieść osoby potrzebujące programu do sklejenia jednego filmu. Tylko tu znów są alternatywy – choćby darmowy Davinci Resolve, który jest naprawdę bardzo dobrym programem do montażu i obróbki wideo. A jego porównanie z jakimkolwiek darmowym narzędziem webowym zwyczajnie mija się z celem.

Takim osobom wychodzą naprzeciw producenci prostych i przyjaznych aplikacji do montażu wideo – czy to w formie webowej, czy mobilnej. Jednym z takich programów, w dodatku darmowym, jest FlexClip. Czy działa? Sprawdźmy.

Szybka, darmowa rejestracja i uzyskujemy dostęp do edytora. Ten jest jasny i przejrzysty w zasadzie od pierwszej strony dając możliwość stworzenia projektu – albo od zera, albo wybierając któryś z tematów. W pierwszym przypadku wszystko będziecie musieli zrobić sami, w drugim program podsunie Wam tematyczne animacje do napisów i zasugeruje pasującą muzykę.
Opcji edycji nie ma zbyt wiele, choć znajdziecie tu podstawowe funkcje, które pozwolą Wam skleić prosty klip.

Podejrzewam, że większość będzie chciała korzystać z własnych plików (no bo po co montować filmik z materiałów stockowych) – wystarczy zaimportować go z dysku komputera, by po chwili pojawił się w programie. Tu FlexClip podrzuci od razu okno z przycinaniem (choć można to też zrobić później). Dolna część ekranu to natomiast „timeline”, czyli oś czasu reprezentująca nasz film. Na tym poziomie możemy dociąć poszczególne segmenty (pliki), a także ustawić je w odpowiedniej kolejności. Kiedy wszystko gotowe, wystarczy wyeksportować film do pliku. Proste, nawet bardzo.

Tylko czy nie za proste i nie za bardzo ograniczone?

No właśnie. Niby wszystko jest przejrzyste, banalnie proste, ale nie ma co liczyć na coś więcej niż tylko krótkie klipy. Poszczególny segment na timeline może mieć jedynie minutę – jeśli więc będziecie chcieli skorzystać z dłuższego pliku, trzeba będzie go wycinać samodzielnie by dopasować czas trwania do poszczególnego segmentu. Proste animacje napisów większości wystarczą, szczególnie że można zmienić czcionkę, jednak w zasadzie wszystkie pachną trochę stockiem. Fajnie natomiast, że można dodać znak wodny. To znaczy nie wiem kto chciałby to robić na materiale z wakacji, ale można.

FlexClip pozwala również na tworzenie prostych slideshow-ów, czyli animowanych pokazów zdjęć. Tu odzywa się jednak drobne, acz irytujące niedociągnięcie – podczas importu nie da się wrzucić do programu kilku czy kilkunastu fotek, trzeba to robić pojedynczo. Strasznie frustrujące. FlexClip nie daje też nic więcej niż jedna ścieżka, nie da się nawet wyciągnąć drugiej do audio by dodać jakiś efekt dźwiękowy. Nie ma też przejść między poszczególnymi klipami, trzeba się zadowolić czystymi cięciami. Ale to nie wszystko – nie ma też koloryzacji – nawet tej podstawowej. Nie zmienicie balansu bieli filmu, kontrastu czy nasycenia kolorów. Oznacza to, że „montażysta” nie ma żadnej kontroli nad wyglądem filmu i musi polecać na pliku źródłowym. A biorąc pod uwagę, że smartfonami kręci się w automacie, jeśli chodzi o sam balans bieli będziecie mieć w finalnym filmie poplątanie z pomieszaniem.

Czy polecam FlexClip?

W pierwszym momencie FlexClip skojarzył mi się z webową aplikacją Canva, której lubię używać do robienia prostych miniaturek filmów na YouTube. O ile jednak tam możliwości edycji jest naprawdę sporo, tak tu nie ma ich w ogóle. Nie korzystam zbyt często z tego typu programów, ale jestem zaskoczony jego prostotą – niestety negatywnie. To tylko proste, ograniczone narzędzie do sklejania klipów z dodatkiem w postaci doczepienia muzyczki i animowanych napisów. Tylko tyle i aż tyle – wszystko zależy od tego, czego po takim programie oczekujecie. Moim zdaniem można sprawdzić, a kiedy poczujecie potrzebę większej ingerencji w film, poszukacie czegoś innego. A mam wrażenie, że części osób wystarczy prosty edytor filmów stanowiący bezpłatne narzędzie w serwisie YouTube. A tych, którzy oczekują więcej – odesłałbym raczej do wspomnianego DaVinci Resolve.

Ale jeśli chcecie spróbować – oto FlexClip.