15

Czy startupy czeka wkrótce efekt bańki mydlanej? Eksperci odpowiadają

Pamiętacie, co działo się z internetem na początku tego wieku? Jak grzyby po wirtualnym deszczu rosły portale, vortale, serwisy i nowe wyszukiwarki. Każdy kto miał trochę grosza inwestował w rozwój własnej strony, chociaż nawet nie bardzo wiedziano, jak zarabiać na globalnej sieci. Skończyło się to tzw. efektem bańki mydlanej. Liczne portale błyskawicznie poznikały z internetu, […]

Pamiętacie, co działo się z internetem na początku tego wieku? Jak grzyby po wirtualnym deszczu rosły portale, vortale, serwisy i nowe wyszukiwarki. Każdy kto miał trochę grosza inwestował w rozwój własnej strony, chociaż nawet nie bardzo wiedziano, jak zarabiać na globalnej sieci. Skończyło się to tzw. efektem bańki mydlanej. Liczne portale błyskawicznie poznikały z internetu, gdy zabrakło inwestorów. Czy podobna historia może czekać powstające dziś startupy?

Moda na inwestowanie w internet około roku 2000 całkiem mocno odbiła się także i na polskim rynku. Pamiętam jak wówczas jeszcze jako uczeń liceum, dostałem ofertę od jednego z inwestorów na rozwój rozrywkowego portalu w internecie. Nic z tego nie wyszło, ale już sam fakt, że poważni ludzie gotowi byli oddać swoje pieniądze kilkorgu nastolatkom świadczy, jak duże było wówczas zaufanie w rozwój internetu. Niektórzy twierdzą, że podobnie jest dzisiaj ze startupami, o powstawaniu których co rusz słyszymy.

Sean Parker (Napster, Facebook) podczas konferencji Techonomy stwierdził, że obecnie w USA doszło już do przesady w inwestowaniu w małe startupy. Fundusze, które gromadzą często garażowe firmy zaczynające działalność są często niewspółmierne do możliwości, a nawet zakładanych celów. Powstawanie wielu startupów prowadzi również do rozproszenia najlepszych talentów w IT. Ludzie zamiast wspólnie tworzyć projekty, wolą rozpoczynać samodzielną działalność. Inwestor Jim Breyer dorzuca: „To się może źle skończyć”.


Sean Parker podczas Techonomy

Czy rzeczywiście inwestorzy i branża nie nauczyli się niczego? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Steve Poland, wkraczający właśnie na rynek startupów. Jego zdaniem Dolina Krzemowa dojrzała na tyle, aby nie dać się uwieść samym tylko zapewnieniom o rychłym sukcesie. Wiarygodność nowych startupów potwierdzają też wielkie nazwiska takie jak Google, Amazon czy PayPal, które przecież również zaczynały od niewielkiej działalności. Poza tym rozdrobnienie może też być atutem. Pozwala to na skupienie się na jednym zadaniu, doprowadzeniu go do perfekcji, a następnie odsprzedaniu większemu podmiotowi (patrz np. zakupy Google’a).

Według Polanda nie do przecenienia jest również wzrastająca liczba tzw. aniołów biznesu, czyli firm i osób „bezinteresownie” inwestujących w zaczynające działalność firmy. Nie wymagają oni natychmiastowych sukcesów, a zadowalają się możliwością wspierania ciekawych projektów. Jasne, wiele z takich startupów upadnie, ale dla inwestorów liczy się wypromowanie tych kilku, które zaczną zarabiać na siebie. Co w obecnych czasach zdaniem Polanda jest dużo łatwiejsze – dzięki realnej możliwości zarabiania w internecie (reklamy, sprzedaż usług itp.).