23

Chrome nie jest przeglądarką internetową. Już nie

W ciągu ostatnich kilku dni do tematów związanych z przeglądarką Chrome powracałem wielokrotnie. A to udostępniony został nowy typ aplikacji, tak zwane panele, a to swoją premierę miała rozbudowana aplikacja Pocket. Jak zapowiadałem był to jedynie początek nowego rozdziału aplikacji powstających dla Chrome'a. Kolejną bowiem pozycją jest aplikacja z prawdziwego zdarzenia od Wunderlist. Kto będzie następny?

Już wczoraj wieczorem do mojej skrzynki odbiorczej trafiła wiadomość z informacją o aktualizacji aplikacji Wunderlist w sklepie Chrome Web Store. Początkowo sądziłem, że były to nieznacznie zmiany, o których przeczytam i kilka dni później zapomnę. Po zapoznaniu się z treścią maila zorientowałem się jednak, że to co zostało zapowiedziane jakiś czas temu, a właściwie zostało nawet obiecane przez Google staje się faktem. Aplikacje, prawdziwe aplikacje dla przeglądarki Chrome powstają jedna po drugiej i nie są to byle jakie tytuły.

2

W przypadku Wunderlist mamy wszystko czego byśmy oczekiwali. Aplikacja działa w trybie offline, ponieważ nasze listy zadań przechowywane są lokalnie; otwierana jest w oddzielnym oknie, więc nie będzie mogła zostać pomylona z pozostałymi otwartymi strona internetowymi; a przede wszystkim działa bardzo płynnie i sprawnie oraz obsługuje system powiadomień w Chrome. Dotychczas korzystałem z dedykowanej dla systemu Windows typowej aplikacji, która mimo wszystko idealna nie jest. Najbardziej odczuwalne były błędy podczas synchronizacji i choć aplikacji dla Chrome używam dopiero od rana, to nie doświadczyłem żadnych problemów, oby tak dalej.

1

Oczywiście wiele osób może zapytać jaki jest cel istnienia właśnie takiej aplikacji, skoro usługę Wunderlist możemy otworzyć w jednej z kart przeglądarki, zainstalować aplikację dla Windows lub OS X, albo nawet zerkać na listę w aplikacji na smartfonie. Myślę, że najważniejszym argumentem przemawiającym za potrzebą i sensem istnienia tej aplikacji jest naturalnie Chrome OS i rozrastająca się rodzina Chromebooków. Te, potrzebują ich jak niczego innego i choć zabrzmi to nieco paradoksalnie to jednak system oparty o chmurę, musi posiadać pewien wachlarz funkcji działających bez połączenia z Siecią. Stało się to z Gmaile, Dokumentami Google, a teraz przyszedł czas na pozostałe najczęściej używane usługi.

Projekt Chrome (OS) rozwija się w bardzo fajnym kierunku i choć aktualnie Google nie może pochwalić się przywiązaniem do wszystkich wcześniejszych haseł reklamowych, jak brak tradycyjnego pulpitu, co miało wyróżniać ten system na tle pozostałych, to jednak podejmowane są decyzje sprzyjające użytkownikom. Jest bardzo wiele rzeczy, których mi po prostu brakuje i wiem, że choć część z nich wkrótce zawita do Chrome OS. Najciekawiej jednak robi się, gdy pojawia się nowość o której do tej pory nie pomyślałem, a z dnia na dzień doskonale wpisuje się ona w moje przyzwyczajenia. Jednakże Chrome OS to jedno, a Chrome to drugie – Google stara się jak najwięcej funkcjonalność przemycić z jednego projektu do drugiego, jak choćby launcher uaktywniany z paska zadań. Czy firma z Mountain View zdoła „zamknąć” we własnym podwórku większość użytkowników i to najczęściej na ich własne życzenie?