1

Crash test z asteroidą – NASA wybrała imię dla obiektu, w który uderzy

Od czasu premier hollywódzkich blockbasterów „Armageddon” i „Dzień zagłady” temat zagrożenia naszej cywilizacji przez uderzenie asteroidy stał się stałym gościem mediów. Dość regularnie słyszymy informacje o groźnych kosmicznych kamykach, mijających ziemię w niezbyt dużej odległości. Dla naukowców wydarzeniem które można by nazwać „pobudką” było jeszcze wcześniejsze uderzenie komety Shoemaker-Levy 9 w powierzchnie Jowisza. Skala tego zdarzenia uświadomiła wszystkim, że katastrofa, która dotknęła dinozaury, może się wydarzyć ponownie.

Dziś w wielu ośrodkach naukowych trwają zaawansowane prace nad tym, jak stworzyć system obrony planetarnej zdolny zapobiec katastrofie kosmicznej o tak dewastującej skali. Naukowcy rozbudowują bazę niebezpiecznych dla naszej planety obiektów, na asteroidy wysyłane są kolejne sondy badające ich budowę i charakterystykę.

Rozpatrywane są także różne wersje tego, w jaki sposób potraktować takiego nieproszonego gościa. Koncepcje są bardzo różne, od oczywistych takich jak bombardowanie asteroidy ładunkami jądrowymi, po tak skomplikowane, jak montaż na ich powierzchni silników, które mogłyby zepchnąć groźny obiekt z kolizyjnej orbity.

NASA i Crashtest

Obecnie NASA finalizuje przygotowania do misji o nazwie DART – Double Asteroid Redirection Test, która ma na celu sprawdzić, czy uderzenie statkiem kosmicznym bezpośrednio w asteroidę jest w stanie zmienić jej orbitę. Start rakiet przewidziany jest na 2021, a samo zderzenie ma nastąpić w październiku 2022 r. Obiekt, który został wyselekcjonowany do uderzenia, to mniejsza z planetoid z podwójnego układu o nazwie Didymos. Głównym obiektem układu jest Didymos A o średnicy 800 m, ale za cel obrano jego satelitę Didymos B o średnicy szacowanej na około 150 m.

Naukowcy liczą, że obserwacja efektów uderzenia pozwoli przygotować scenariusz działania w przypadku wystąpienia prawdziwego zagrożenia. Wyzwaniem może być już samo trafienie w ten obiekt, a niestety, jeśli statek nie trafi w cel przy pierwszym podejściu, cała praca pójdzie na marne, sonda nie będzie miała drugiej szansy. To pokazuje, jaką skalę trudności, choćby ze względu na czas przygotowań i odległości mają tego typu badania. Każde porażka to opóźnienia liczone w latach.

Naukowcy „personalizują” asteroidę

Pracownicy NASA zajmujący się przygotowaniami uznali, że asteroida w którą zamierzają uderzyć, zasługuje na własną, niepowtarzalną nazwę. Zdecydowano się na „Dimorphos”, co oznacza posiadający dwie formy. Według nich ma to nawiązać do charakteru obiektu po udanym teście, który stanie się pierwszym dużym, obiektem naturalnym, którego orbita zostanie zmieniona „ręką” człowieka.

Układ Didymos będzie badany nie tylko przez misję NASA. Planetoidy są też celem europejskiej misji Hera, która ma zbadać między innymi efekty uderzenia DART-a. Sondy będąca głównymi elementem tej misji powinny dotrzeć w okolice układu dwa lata po tym, miejmy nadzieję spektakularnym, wydarzeniu i przesłać nam szczegółowe wyniki tego, co ich poprzednikowi udało się osiągnąć w swojej samobójczej misji.

Kluczowe trio

Badany obecnie układ Dydomos, wraz z asteroidami Beenu i Itokawa, są obecnie kluczem do tego, żeby zrozumieć, co ludzkość jest w stanie zrobić z tego typu zagrożeniami. Pomimo znacznie większej świadomości związanej z obiektami kosmicznymi, której nabraliśmy choćby po wydarzeniach z Czelabińska, dla większości ludzi to zagrożenie jest ciągle w dużej mierze abstrakcyjne. Niestety, jedyne czego możemy być na dziś pewni, to, że takie zagrożenie prędzej czy później wystąpi. Dlatego warto trzymać kciuki za te niełatwe badania i kibicować prowadzącym je naukowcom.