Cyberpunk 2077
5

Ray tracing – czym jest i co tak naprawdę zmienia?

Ray tracing to w dosłownym tłumaczeniu śledzenie promieni światła. Na tym można byłoby wywód właściwie zakończyć. Zastanówmy się jednak, jak to naprawdę z nim jest.

Ray tracing zaczął niedawno nieśmiało wchodzić do świata gier, chcąc rozgościć się w nim na dłużej. Nie jest to jednak żadna wielka nowość. W hollywoodzkich filmach specjaliści wykorzystują ten efekt od lat. Niestety, ray tracing wymaga ogromnej mocy obliczeniowej. Nic dziwnego, że w grach, w których sceny renderowane są na bieżąco, mogliśmy o tym co najwyżej pomarzyć. Rozwój technologii pomaga nam jednak przybliżyć się do korzystania z tego efektu. Coraz mocniejsze GPU dają nam taką możliwość.

Jak działa ray tracing?

Mamy tu do czynienia z faktycznym śledzeniem promieni światła. Odpowiedni algorytm zajmuje się każdym promieniem z osobna. Bada jego zachowanie, sprawdzając między innymi, w jaki sposób się odbija i zachowuje wobec konkretnych przedmiotów. Dzieje się to dla wszystkich źródeł światła, również tych niewidocznych w danej scenie. Oświetlenie dobiegające zza pleców bohatera czy z zewnątrz pomieszczenia, w jakim się znajduje, nie będzie pomijane.

Czy różnica faktycznie jest zauważalna?

Jeśli technologia zostanie zaimplementowana do wyjątkowo dynamicznej gry, raczej nie napatrzymy się na efekty. Dziki pęd i ciągle zmieniajace się otoczenie, które stanowi dla gracza tylko tło, na które nie zwraca większej uwagi, nie pomagają w przyglądaniu się szczególikom. Co innego w tych nieco spokojniejszych tytułach. Cienie stają się dużo bardziej wyraziste i realistyczne, kolory stają się bardziej naturalne. Różnicę jak na dłoni widać szczególnie, gdy porównamy tę samą cenę z włączonym i wyłączonym ray tracingiem.

Problemem całości jest przede wszystkim wydajność. Obecnie wciąż uruchomienie tej technologii łączy się z mocnym spadkiem klatek. Z drugiej strony, wykorzystując ją twórcy nie muszą tworzyć dodatkowych, niewidzialnych źródeł światła. To usprawni tworzenie kolejnych produkcji i potencjalnie zmniejszy liczbę możliwych bugów. W tym momencie nie jesteśmy w stanie w pełni cieszyć się z możliwości, jakie daje ray tracing. Spadające wartości klatek zdecydowanie nie są warte ładniejszych widoczków i świateł, na które spora część graczy i tak w pędzie nie zwróci większej uwagi.

Czym są cross-play oraz cross-save i czy faktycznie warto wymuszać je na producentach gier?

Rozwój jednak trwa. Wciąż możemy obserwować karty chociażby od Nvidii, która stara się, aby ta technologia działała na ich sprzęcie jak najlepiej i jak najbardziej wydajnie. AMD oczywiście nie śpi i nie ma zamiaru pozostawać w tyle, również walcząc o jak najlepszą wydajność. Powolutku rośnie też lista gier, które mają zaimplementowaną opcję ray tracingu. Control, Metro Exodus czy Stay in the Light są już na rynku, a my możemy je sprawdzić. Twórcy Watch Dogs: Legion czy Cyberpunka 2077 twierdzą, że po premierze ich produkcji będziemy mogli zachwycać się w nich tą technologią. Czy faktycznie tak się stanie, przekonamy się za jakiś czas.

To najlepsze łóżko jakie wymyślił człowiek

Ray tracing jak najbardziej może być przyszłością gier komputerowych. Początki zawsze bywają trudne, rzadko jest perfekcyjnie. A od czegoś trzeba zacząć, prawda? Technologia nie zatrzymuje się w miejscu, daje nam coraz to nowe możliwości. Cała masa szczegółów, które teraz wydają nam się w grach oczywiste, swego czasu zaczynała kiepsko. Pamiętacie początku grafiki 3D? Trudno było ją wtedy nazywać śliczną i najlepszą, co graczy spotkało. A teraz? Jest co najmniej dobrze. Ray tracing potrzebuje po prostu trochę czasu. Dajmy mu się w spokoju rozwinąć, śledźmy jego poczynania z zaciekawieniem i nie przegapmy momentu, w którym faktycznie stanie się bardzo istotnym elementem największych tytułów na rynku.