41

Co przeżyły wasze notebooki? Ja swojego trzy razy zalałem. Nadal działa.

Nie bez powodu gwarancje na komputery mobilne są droższe niż te na stacjonarki.

Właściciele telefonów zgodnych z normą IP67, muszą uważać przede wszystkim na to, by przy przypadkowym upuszczeniu smartfona nie pękł im ekran. Na posiadaczy większych urządzeń mobilnych czyha zdecydowanie więcej zagrożeń. Ilu bowiem jest chętnych, by wydać krocie na zakup mającego aparycję walizki Getaca? Urządzenia klasy fully rugged z wielu powodów nie są dostępne w każdym markecie.

Możemy wprawdzie spróbować minimalizować ryzyko kupując sprzęt solidnie wykonany, certyfikowany zgodnie z amerykańskimi normami wojskowymi, ale nie oszukujmy się. Klawiatura odporna na „zachlapanie” to nie to samo co odporność na „zalanie”. A gdy już zahaczymy nogą o kabel i obserwujemy jak laptop lotem koszącym sfruwa ze stołu, możemy się tylko modlić, by upadł pod odpowiednim kątem. Czyli takim, który zapobiegnie uszkodzeniom, lub sprawi że będą one stosunkowo niewielkie.

Upadek

Swoją wyższość w tym momencie mogliby próbować zaznaczyć użytkownicy MacBooków i MagSafe. Problem w tym, że współcześnie ostatnim Mohikaninem z tym rozwiązaniem jest nie najnowszy już MacBook Air. Magnetyczny adapter na USB-C swoje kosztuje i chyba nie o kolejną przejściówkę chodziło. Ale zawsze z pomocą może nam przyjść przypadek. Dla przykładu, na początku utyskiwałem na to, że mój poprzedni laptop miał luźne gniazdo zasilania. Jednak okazało się, że to nie niedoskonałość, a przemyślany projekt. Doszedłem do tego wniosku, gdy drugi raz pociągnięty kabel wyskakiwał z gniazda, a notebook dalej leżał na biurku. Normalnie jak wspomniany wyżej MagSafe.

Przyznam też, że sam nie doświadczyłem przykrego zdarzenia utraty danych z dysku twardego, na skutek poddania go zbyt dużym wstrząsom. Widziałem jednak w swoim życiu zbyt wiele spektakularnych upadków komputerów z HDD, kończących się tym smutnym aktem. W tym kontekście przesiadka z dysku talerzowego na SSD jawi się jako wybawienie przynajmniej z jednego z potencjalnych kłopotów.

Gdy upadek kończy się wymianą dysku, to jeszcze pół biedy. Może się przecież zdarzyć, że pęknie obudowa lub rozleje matryca. Do tego wystarczy zresztą wciśnięcie laptopa do napakowanego plecaka czy chwila nieuwagi. Solidny laptop przetrwa, gdy właściciel zapomniał, że ma go w aucie i przygniecie go fotelem (to moje doświadczenie sprzed paru dni). Przy mniejszym szczęściu, jeżeli stan obudowy jest wystarczający, konieczna będzie przynajmniej wymiana wyświetlacza.

Zalanie

Wróćmy jednak do zalań. Mój poprzedni laptop przeżył to trzy razy. Za pierwszym musiałem rozkręcić go na trzy dni i dać spokojnie wyschnąć. Za drugim cieczy było jakby mniej i znów się udało. Za trzecim piwo wywołało korozję i konieczna była wymiana klawiatury. Mogę więc powiedzieć, że jestem weteranem. Jeżeli chcecie zminimalizować straty po zalaniu, pamiętajcie o następujących radach. Trzeba działać szybko, wyłączyć komputer i obrócić go ,by płyn nie dostał się do płyty głównej. Pod żadnym pozorem nie włączamy, by sprawdzić „czy działa”. Zwarcie, które może to wywołać, oznaczać będzie dla naszego lapka natychmiastowe przenosiny do elektronicznej Valhalli. Odłączamy od zasilacza, jeżeli możemy, wyciągamy baterię i wycieramy z cieczy. Następnie najtrudniejsze – czekamy, aż wyschnie. Jeżeli to możliwe, odkręcamy klawiaturę, w żadnym wypadku nie przyspieszamy procesu suszarką. Trwa to zazwyczaj minimum 24-48 h, ale jak pokazuje mój przypadek, było warto.

Nie wiem, może to te wszystkie doświadczenia, a może specjalne kanaliki odpływowe w ThinkPadzie sprawiają, że ostatnie zachlapanie pulpitu nawet nie podniosło mi ciśnienia :) .

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Jestem ciekaw, na ile moje przygody są normalne. Przecież przypadki chodzą po ludziach, a osobiście uważam się za osobę dbającą o sprzęt. Jak już wspominałem, opisywany komputer nadal działa, choć nie używam go osobiście. Z drugiej strony, to pewnie m.in. przez takich ludzi, którym te cholerne notebooki nie chcą się popsuć, sprzedaż ciągle spada.