33

Chyba i ja zrezygnuję już z gier w pudełkach

Mam wrażenie, że w redakcji Antyweba jestem ostatnim bastionem gier w wersjach pudełkowych. Wychowany na fizycznych nośnikach ze smutkiem przyznaję - chyba z nich zrezygnuję.

Dlaczego kupuję gry w pudełkach?

Znacie zapach nowej, właśnie rozfoliowanej gry? Brzmi to niedorzecznie, ale ten zapach unosi się tylko przez kilka chwil.  Niestety dzisiejsze pudełka z grami w niczym nie przypominają tego, co dostawaliśmy kiedyś. Gdzie się podziały książeczki, instrukcje, opisy? Faktycznie, wylatują tam czasem jakieś reklamówki dodatków, ale nie jest to nic, na co warto zwrócić uwagę. O PC-towych wersjach nawet nie mówię – nie kupuję, a z tego co mówią znajomi, są tam już tylko kody na Steam. Co jeszcze można znaleźć w pudełkach z konsolowymi grami? Poza płytą, nic.

Problemy z dostępnością

Jeśli wciąż kupujecie gry w pudełkach, doskonale wiecie, że polowanie na najlepszą ofertę ma swój urok. Wow – kupiłem ją 50 zł taniej niż znajomi. Czasem faktycznie warto poszukać promocji, często zdarzają się takie przy zamówieniach przedpremierowych. Nie raz i nie dwa udało mi się nabyć grę na premierze w naprawdę atrakcyjnej cenie – i nie mówię tu o Amazonie czy jakimś „sklepie krzaku”. Wszystko w ramach rodzimych wydawców i dystrybutorów.

Problem w tym, że cały proces przedpremierowego zakupu gry na fizycznym nośniku może pójść źle na naprawdę wielu etapach. Bywało, że gra do mnie nie dotarła – sklep się pogubił, coś namieszał, a potem nie potrafił wyjaśnić co poszło nie tak. Sprawę może też pokpić kurier, który akurat tego jednego dnia w miesiącu będzie miał obsuwę. Ja wiem, że zagranie w wyczekiwany tytuł dzień czy dwa dni po premierze to nie koniec świata – ale skoro umawiamy się, że powiedzmy gra będzie u mnie 2 września, to ma być 2 września. Gdybym chciał ją dostać 4, kupiłbym gdzie indziej i nie w zamówieniu przedpremierowym.

Korzyści płynące z cyfrowej dystrybucji

Jednym z najlepszych pomysłów jeśli chodzi o sprzedawanie cyfrowych gier był bez wątpienia mechanizm preloadów. Polega on na tym, że jeszcze przed premierą klient ma możliwość pobrania wszystkich plików gry. Ta do konkretnej daty i godziny będzie nieaktywna, ale pozwoli w pełni cieszyć się zakupionym produktem w dzień premiery. Odpadają więc problemy z dostępnością  w klasycznym sklepie – nie ma opcji żeby dystrybutor nie dowiózł na czas pudełek, nie ma szans na pomyłkę kuriera, który przełoży doręczenie przesyłki na następny dzień.

Zamawialiście kiedyś gry z USA? W przypadku pudełkowych wersji to po pierwsze koszty, po drugie czekanie na przesyłkę. Kiedy natomiast chcę kupić jakąś produkcję w amerykańskim PSN, po prostu przełączam konto, kupuję, pobieram i mam. Nie zawsze jest to takie proste i czasem trzeba trochę pokombinować – daje to jednak relatywnie bezproblemowy dostęp do gier, których u nas nigdy nie było i pewnie nie będzie.

Jedynym problemem z cyfrową dystrybucją jest tak naprawdę prędkość łącza i ewentualne problemy, które mogą spotkać cyfrowe sklepy. Dla wielu osób to pierwsze jest główną przeszkodą jeśli chodzi o całkowite przeniesienie się na tak zwaną „cyfrę”. To nie są już niestety czasy gdy gry zajmowały kilka dyskietek – 40 GB i więcej jest standardem a przy kiepskim łączu, na granie zaraz po zakupie raczej opcji nie ma. No i tak naprawdę tylko Steam jest w stanie wykorzystać w pełni przepustowość posiadanego łącza. Swego czasu straszne fochy robiła usługa PlayStation Network, dziś już na szczęście działa to na tyle dobrze, że z cyfrowych zakupów korzysta się bardzo przyjemnie.

Nigdy nie ukrywałem, że lubię pudełka. Mam sporo płyt na CD, z których przynajmniej raz w tygodniu trzeba przecierać kurz. To samo z grami – taka biblioteka pokazuje, że interesuję się tym tematem, że lubię grać i jest to moje hobby. Cyfrowe półki to coś zupełnie innego, szczególnie na Steamie gdzie większość gier była kupiona w promocji i jest prawie pewne, że nigdy nie zostanie uruchomiona.

Czy jednak cyfrowa dystrybucja nie jest wygodniejsza? Oczywiście, że jest i właśnie ze względu na tę wygodę będę się powoli z pudełkami żegnał. Z kim ostatnio nie rozmawiam, ma do tego podobne podejście. Jestem natomiast bardzo ciekawy kiedy cyfrowa dystrybucja dotrze wreszcie do typowego casuala. Wiecie – tego, który na przykład w Empiku chwyta z półki grę, której reklamę widział ostatnio w telewizji. Bo kiedy ci klienci tłumnie i świadomie zaatakują cyfrowe sklepy, rodzimi dystrybutorzy będą musieli zwinąć interes. Tylko najpierw zaczną walczyć o klienta promocjami tak dobrymi, że może nikt nie będzie chciał zrezygnować z pudełek.