61

7 lat później Chromebook nadal mnie zachwyca. Dlaczego ich się nie kupuje?

Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło, ale było zupełnie inaczej. Wiele nietrafionych pomysłów, kilka dobrych decyzji i 7 lat później Chromebook nadal w swojej kategorii rywala nie ma, ale Google wcale tego nie wykorzystuje.

Łatwość obsługi

Umiesz obsłużyć przeglądarkę internetową? To poradzisz sobie z obsługą Chromebooka. Tak w telegraficznym skrócie można podsumować pierwsze spotkanie z systemem Chrome OS. Platforma ewoluowała na przestrzeni ostatnich lat, pod wieloma względami w ogóle nie przypomina już początkowej wersji (pozbawionej pulpitu, docka, typowych ustawień i centrum powiadomień), ale to nadal najprostszy w obsłudze system operacyjny. Co mam przez to na myśli?

Polecamy: Tego laptopa nie ładowałem cały weekend. Chromebooki miały podbić rynek

Nie tylko samą nawigację po systemie, ale też i problem generowanie kłopotów przez użytkownika. Chrome OS aktualizuje się samoczynnie, podobnie jak przeglądarki podczas restartu, ale brak mnogości ustawień, opcji, narzędzi i funkcji ogranicza potencjał (mówiąc dosadnie) zepsucia czegokolwiek jest minimalny. Co więcej, odtworzenie stanu początkowego czy przywrócenie ustawień fabrycznych jest naprawdę łatwe i szybkie. Niemal żadne dane na Chromebooku nie są zapisywane w pamięci lokalnej – ewentualnie pobrane pliki, jak prezentacje, dokumenty czy klipy wideo. Tych jest jednak stosunkowo niewiele, a komputer służy głównie do pracy i rozrywki online. Oczywiście takie narzędzia jak Dokumenty Google czy Gmail mogą działać w trybie offline, więc nawet gdy stracimy połączenie bez problemu będzie można kontynuować pracę, a zmiany zsynchronizują się później. Do części zadań przeglądarka/Chrome jest wystarczająca.

Czas pracy na jednym ładowaniu

To jedna z kluczowych zalet Chromebooka i żadne inne komputery nie dały mi takiej swobody w pracy w terenie, jak laptopy z Chrome OS. Oczywiście wszystko zależy od modelu, jaki wybierzemy, a na rynku znajdziemy też inne rodzaje komputerów oferujące około 10 godzin pracy bez ładowania (MacBook Air, topowe laptopy z Windowsem, iPad), ale takie połączenie, jak to w Chromebooku, sprawdza się u mnie najlepiej. Klasyczna konstrukcja laptopa i pełnoprawna przeglądarka internetowa jest dla wielu osób najlepszym/wystarczającym środowiskiem.

Aplikacje na Androida

Ta część tekstu nie będzie wcale jedynie zachwalała możliwości Chrome OS, bo prawda jest taka, że… pomimo możliwości z aplikacji dla Androida na Chromebooku nie korzystam. Ani Messenger, ani Slack, ani Dokumenty Google, ani pakiet Office, ani wszystkie inne rozwiązania jak Spotify czy Netflix, nie działają tak, jak bym tego oczekiwał. Problemy ze skalowaniem okien, brak wsparcia dla poszczególnych funkcji, losowa stabilność to główne powody, dla których nadal polegam na zwykłych web-aplikacjach, które przypiąłem do docka w Chrome OS. Sytuacja zmienia się dość dynamicznie i bez wątpienia któregoś dnia dzięki obecności Google Play na Chrome OS platforma wiele zyska, ale dzisiaj przy moich zastosowaniach Chromebooka aplikacje z Androida w ogóle się nie sprawdzają.

Aplikacje na Linuksa

Zdaniem niektórych to właśnie wsparcie dla aplikacji dedykowanych Linuksowi bardziej przysłuży się rozwojowi i popularności Chrome OS. Nie jestem do tego do końca przekonany, ponieważ ich dystrybucja nie jest tak scenatralizowana i wygodna z perspektywy użytkownika, ale w niektórych scenariuszach użycia Chromebooka może okazać się bardzo istotna. Wśród działających aplikacji wskazuje się między innymi programy z pakieu LibreOffice, który pozwalałby na instalację darmowych i dość rozbudowanych programów do edycji dokumentów, prezentacji i arkuszy. Jeśli Chrome OS wspierałby i Sklep Google Play, i aplikacje dla Linuksa (być może powstałby im dedykowany sklep na systemie Google), to byłaby to ciekawa wizja rozwoju platformy.

Brak konsekwencji Google mnie poraża

Te kilka lat rozwoju Chrome OS nie sprawiło jednak, że platforma stała się tak atrakcyjna i tak popularna, jak mogłaby być. Wiele prób rozwinięcia ekosystemu aplikacji zakończyło się fiaskiem, a realizowana od dłuższego czasu wizja wspierania apek z Androida to nadal w większym stopniu pobożne życzenia, aniżeli faktyczna zaleta systemu. Dla mojego Chromebooka 11 od HP wielokrotnie obiecywana kompatybilność z aplikacjami do tej pory się nie pojawiła, a gdy już miałem opcję sprawdzenia ich działania gdzie indziej, to czułem się równie zawiedziony.

Najbardziej rozczarowany jestem jednak postawą Google w kontekście dystrybucji tychże komputerów. Niektóre sklepy lub producenci starają się na własną rękę wprowadzać je do sprzedaży, ale takie samodzielne działają nie odnoszą większych sukcesów. Wiele osób wciąż wprost obawia się Chromebooka, bo na wszelki wypadek woli mieć klasycznego laptopa, na którym i tak zainstaluje przeglądarkę i spędzi w niej 80% czasu. Potrzebne są akcja marketingowa i edukacja.

Zobacz też: 8 lat wsparcia od Google. Nawet Apple tyle nie zapewni

Tak wyglądał Chrome OS 7 lat temu.

7 lat później Chromebook nadal mnie zachwyca

Skoro więc aplikacji z Androida (na razie) nie uznaję za wartość dodaną, a Chrome OS nie zmienił się znacząco przez tyle lat, to dlaczego jestem jego tak dużym zwolennikiem? W przypadku Chromebooków jak najbardziej zastosowanie znajduje zasada opisująca sprzęty Apple: to po prostu działa. Po zalogowaniu na konto Google wszystkie moje zakładki, historia i skróty już na mnie czekają. Laptop uruchamia się w mgnieniu oka, a Acer Chromebook 714, którego testuję posiada czytnik odcisku palca i dotykowy ekran – dwie cechy, bez których już nigdy Chromebooka nie kupię. Chrome OS nie sprawia mi problemów i nie ma gigantycznych wymagań sprzętowych. Wiem, że w pełni naładowany wystarczy mi na cały dzień pracy i rozrywki.

Skąd takie pozytywne nastawienie z mojej strony? Kilka argumentów znaleźliście powyżej, a wszystko to piszę, bo mam nadzieję, że pewnego dnia Chromebooki będą jak Kindle – dla konkretnych zastosowań u większości użytkowników nie tylko będą nadawać się najlepiej, ale będą najczęściej wybierane.