36

Była już Partia Piratów, teraz przyszła pora na… religię piratów!

Pamiętacie technologię Plug and Play w Windows 95? Złośliwi żartowali, że powinna ona zostać przemianowana na Plug and Pray, czyli Podłącz i Módl się (żeby zadziałało). Bez praktyk religijnych nie damy sobie rady nawet z obsługą komputera. Problem w tym, że wiarę można wykorzystywać do różnych celów, nie tylko zacnych, ale również na potrzeby własnych interesów. Przykład […]

Pamiętacie technologię Plug and Play w Windows 95? Złośliwi żartowali, że powinna ona zostać przemianowana na Plug and Pray, czyli Podłącz i Módl się (żeby zadziałało). Bez praktyk religijnych nie damy sobie rady nawet z obsługą komputera.

Problem w tym, że wiarę można wykorzystywać do różnych celów, nie tylko zacnych, ale również na potrzeby własnych interesów. Przykład pierwszy z brzegu – szwedzka religia internetowych piratów.

O co można modlić się do Boga? Na przykład o dużą liczbę seedów podczas ściągania pliku torrent. Miłośnicy nielegalnego pobierania materiałów założyli Kościół Kopizmu (może lepiej: Kościół Kopistów?). Religia powstała dzięki szwedzkiemu studentowi filozofii, Isakowi Gersonowi, który w 2010 roku wpadł na pomysł założenia własnego Kościoła.

Na początku Kościół Kopizmu był jedynie żartem, wkrótce jednak liczba jego członków zaczęła wzrastać i obecnie wynosi – uwaga – kilka tysięcy wiernych. Szwedzkie władze nie miały innego wyjścia jak zgodnie z prawem zalegalizować nowy ruch religijny. Tak więc religia piratów jest oficjalnym Kościołem, który według prawa stoi na równi z wyznawcami protestantyzmu czy katolikami.

Absurd? Szwedzkie władze też tak początkowo sądziły (dwukrotnie odmawiając rejestracji), jednak w końcu uznały Kościół Kopizmu, kiedy Gerson i jego koledzy sformułowali własny dekalog i praktyki medytacyjne dla wiernych (np. Ctrl+C to ich święty symbol). Podstawowe zagadnienia wiary kopistów można ściągnąć z internetu – oczywiście za pośrednictwem sieci BitTorrent. Podejrzewam, że w dekalogu kopistów nie ma ani słowa o kradzieży…

Ideę partii piratów jestem jeszcze w stanie przełknąć, chociaż nie uważam, aby dowolne kopiowanie plików powinno być niezbywalnym prawem każdego człowieka. Abstrahując od kwestii prawnych, dostęp do gier komputerowych czy filmów to raczej forma szeroko rozumianego luksusu, niż podstawowych dóbr takich jak woda czy pożywienie.

O ile jednak na temat otwartości sieci i dostępu do materiałów można kruszyć kopie, o tyle robienie z piractwa religii, nawet w formie żartobliwej, jest już grubą przesadą. Podejrzewam, że zwolennikom swobodnego dostępu do plików w sieci przyniesie więcej szkód niż pożytku. Pokazuje bowiem, do czego może doprowadzić zbyt posunięta wolność w ramach demokratycznych struktur. Do solidnych głupot.