9

BitTorrent po cichu wypuszcza oficjalną aplikację mobilną uTorrenta. Smartfony potrzebują P2P?

Bez większego szumu i rozgłosu BitTorrent wypuścił oficjalną mobilną aplikację uTorrent dla Androida. Nie jest to pierwszy tego typu projekt dedykowany tej platformie, choć bez wątpienia smaczku dodaje fakt, że tym razem nie stoją za nim niezależni deweloperzy tylko bezpośredni twórcy wersji desktopowej programu. Co ciekawe, nie zobaczymy wersji dla iOS. Premierze oficjalnej aplikacji mobilnej […]

Bez większego szumu i rozgłosu BitTorrent wypuścił oficjalną mobilną aplikację uTorrent dla Androida. Nie jest to pierwszy tego typu projekt dedykowany tej platformie, choć bez wątpienia smaczku dodaje fakt, że tym razem nie stoją za nim niezależni deweloperzy tylko bezpośredni twórcy wersji desktopowej programu. Co ciekawe, nie zobaczymy wersji dla iOS.

Premierze oficjalnej aplikacji mobilnej uTorrenta nie towarzyszyła publikacja informacji na blogu producenta, ani jakakolwiek dodatkowa promocja. Czyżby twórcy wstydzili się nowego projektu? A może nadmierny szum mógłby jej zwyczajnie zaszkodzić (jak to się dzieje ze znikającym i pojawiającym się z prędkością światła mobilnym Groovesharkiem)? Zapewne odpowiedź na to pytanie zna jedynie producent aplikacji, choć możemy się domyślać, że skoro z góry zapowiedział rezygnację z wersji na iOS (w AppStore tego typu programy raczej długo nie egzystują), coś w tym aspekcie musi być na rzeczy.

Spójrzmy jednak na samą aplikację. Jest to póki co wersja beta, choć działa dość stabilnie i wydajnie. Producent póki co nie narzuca żadnych limitów w prędkości ściągania czy rozmiarze pobieranego pliku, ale prawdopodobnie po zakończeniu testów ulegnie to zmianie, bo przewidziano też płatną wersję klienta. Aplikację wyposażono m.in. w wyszukiwarkę, obsługę kanałów RSS i, co jest największą niespodzianką, niemalże identyczny interfejs jak w przypadku innego programu – BitTorrent. Trochę rozczarowuje to pójście po linii najmniejszego oporu. Na szczęście oba programy tworzą różni programiści, więc prawdopodobnie w trakcie dalszego rozwoju ich drogi się rozejdą. Twórcy zapewniają, że mobilny uTorrent ma być mały, szybki i intuicyjny – tak jak jego desktopowy odpowiednik. Niewykluczone zatem jego kolejne wersje nie będą polegały na implementowaniu nowych funkcji, ale na usprawnianiu istniejących.

Rodzina mobilnych aplikacji BitTorrenta rozrasta się, ale jednocześnie wkrada się tutaj swoisty bałagan. Mamy bowiem oddzielne aplikacje do sterowania z poziomu smartfona programami na desktopie i oddzielne programy do pobierania. Brakuje tutaj jakby wspólnego mianownika, który by zunifikował część funkcji w jedno. Pierwsze informacje o mobilnym uTorrencie pojawiły się w lutym br. Do tego czasu powstało już trochę podobnych, konkurencyjnych programów, więc oficjalna aplikacja nie będzie miała łatwego życia.

Zapewne zastanawia Was jakie LEGALNE pliki mogą pobierać użytkownicy smartfonów? O ile w przypadku desktopów łatwiej dotrzeć do różnych serwisów dystrybuujących niechronione prawe autorskim dane (sam pobieram w ten sposób chociażby nowe wersje ROM-ów na moją Xperię czy dystrybucje Linuksa). Abstrahując jednak od tego, dość oczywistego faktu, warto zwrócić uwagę na bezpieczeństwo mobilnego uTorrenta. Liczba zagrożeń atakujących Androida rośnie w zastraszającym tempie. Sieć P2P będzie zatem kolejną furtką dla złośliwego oprogramowania. Jestem przekonany, że szybko ten sposób ataku zdobędzie dużą popularność, bo nie potrafimy jeszcze tak skutecznie chronić smartfonów jak desktopy (choć i tutaj miałbym pewne wątpliwości, bo zdrowy rozsądek tak samo odnosi się do jednych jak i drugich urządzeń).

Osobiście nie łudzę się, że kiedyś dystrybucja legalnych plików przez torrenty stanie się popularna. Nie ukrywam jednak, że byłoby to bardzo przyjemna perspektywa. Zapewne niejednokrotnie załamywaliście ręce, gdy kilkaset megabajtów pobieranych przez przeglądarkę przepadało bez słuchu. Tymczasem w przypadku P2P ten problem właściwie nie istnieje i nawet przy wolnych połączeniach pobieranie można swobodnie zatrzymywać i wznawiać. Niestety samo słowo torrent ma na tyle pejoratywne znaczenie, że odstrasza. Rzadko który producent chce mieć do czynienia z siecią będącą synonimem piractwa. Nie sądzę zatem, żebyśmy prędko zobaczyli tam wersje demonstracyjne gier i programów. A szkoda.