47

O tym, jak automaty na A4 pokonały kierowców

Przyjdą roboty/boty/maszyny/automaty i wszyscy stracą pracę. Takie wizje coraz częściej pojawiają się w artykułach, na które trafiam. Wizja dość pesymistyczna, ale chyba nie do końca zgodna z rzeczywistością. Przynajmniej tą obecną i dającą się w miarę przewidzieć. Pisałem niedawno, że w niektórych miejscach odchodzi się od całkowitej automatyzacji, bo jest za bardzo ograniczona. W Polsce też zrezygnowano z automatycznych bramek, ale przykład z naszego podwórka to inna bajka - tu źle podjęto temat.

Automatyczne bramki były testowane na autostradzie A4 na odcinku Katowice-Kraków, który wielu kierowcom kojarzy się pewnie z wysokimi opłatami (a niedługo będzie się kojarzył z wysokimi opłatami i utrudnieniami w ruchu). Chociaż niejednokrotnie poruszałem się tą trasą, to przyznam, że o automatach do poboru opłat słyszę dopiero teraz, gdy są one likwidowane. Już ten element stanowi pewien problem – trudno przekonać do rozwiązania, o którym niewiele wiadomo…

Bo kierowcy stwarzali zagrożenie

Tam gdzie maszyna nie dała rady, pojawi się człowiek. A raczej wróci człowiek, bo manualny pobór opłat nie jest przecież niczym nowym – to automatyczne bramki miały być lekiem na całe zło, czyli na kolejki, jakie tworzyły się w opisywanych punktach. Skąd decyzja o zmianach?

– Przejazd przez stanowiska z obsługą inkasentów w praktyce okazał się jednak szybszy niż korzystanie z automatów do poboru opłat. Do koncesjonariusza regularnie docierały sygnały o problemach z odpowiednim użyciem karty płatniczej, wielu kierowców próbowało się z bramek samoobsługowych wycofywać, stwarzając tym samym zagrożenie dla użytkowników autostrady – tłumaczą. Stąd decyzja o rezygnacji z automatów na rzecz zwiększenia liczby kabin inkasentów.[źródło]

Jeżeli kierowcy rzeczywiście próbowali wycofać się z takich bramek i przemieścić na inne, to wierzę, że czasem robiło się zamieszanie i rosło napięcie. Można stwierdzić, że to wina kierowców, ale znowu pojawia się pytanie o informację (lub jej brak) oraz o funkcjonowanie tego rozwiązania: czy rzeczywiście mógł z niego skorzystać każdy? Wina w tym przypadku może leżeć po stronie człowieka, ale równie dobrze, problem mogły stanowić automatyczne bramki, które na dobrą sprawę… automatyczne nie były.

Gdy maszyna pracuje sama, czyli prawdziwie automatyczne bramki

Rozwiązanie moglibyśmy uznać za automatyczne, gdyby człowiek nie przykładał ręki do funkcjonowania systemu. Tymczasem bramka wymagała interakcji i pojawił się problem. I to nie jest wina maszyny – zawalił pomysłodawca. Czy kłopoty wystąpiłyby, gdyby kierowca przejeżdżał obok punktu poboru opłat, a system pobierałby pieniądze naprawdę automatycznie, czyli bez udziału człowieka? Nie sądzę. Ruch byłby płynny, spółka zarządzająca autostradą mogłaby osiągnąć istotny cel: wyeliminowałaby inkasentów, zmniejszyła koszty. Tyle, że to rozwiązanie jest w Polsce omawiane, ale jakoś ciągle nie funkcjonuje. Warto dodać, że problemem nie są tylko automatyczne bramki do poboru opłat – przecież przy dużym natężeniu ruchu na autostradzie A4 pojawiają się pracownicy, którzy wyręczają biletomaty i ręcznie wręczają bilety kierowcom. I znowu: rozwiązałaby to automatyzacja, ale taka z prawdziwego zdarzenia.

Jeżeli już ktoś decyduje się na wykorzystanie maszyn, dąży to automatyzacji, to po pierwsze, musi ograniczać udział człowieka do minimum, a po drugie, musi zaprojektować system od nowa – maszyny nie powinny naśladować człowieka, bo to nie zda egzaminu. Stało się to widoczne w chińskich restauracjach, w których kelnerów postanowiono zastąpić robotami. Nie, ten mechanizm nie zadziała. Pewnie upłynie jeszcze sporo czasu, nim wszyscy twórcy zdadzą sobie z tego sprawę i zaczną podchodzić do problemów bez czerpania ze starych rozwiązań.

Bo nie chodzi o to, by budkę z inkasentem zastąpić budką z automatem – celem jest wyeliminowanie budki, szlabanów i rozbudowanej infrastruktury. Kierowca nie musi nawet wiedzieć, że właśnie przejechał przez jakiś punkt – to jest automatyzacja i usprawnienie na miarę naszych czasów. Reszta pomysłów egzaminu nie zda i inkasenci nadal będą pobierać opłaty. Z punktu widzenia inkasentów nie jest to zła informacja. Ale czy to samo powiedzą kierowcy stojący w korku?