35

Odkąd mam tych wszystkich asystentów moje życie stało się takie proste…

Kiedyś należało mieć odpowiednie stanowisko, być kimś ważnym lub przynajmniej bogatym, by mieć asystenta. Dzisiaj, w dobie wyrównywania szans, możliwości i dostępu do dóbr wszelakich, asystent staje się powszechny. Nie oznacza to jednak, że każdy zyska żywego pomocnika - ich rolę przejmą programy, które będą nam pomagać. We wszystkim: od gotowania, przez jazdę samochodem, po zakupy. A i do sfery intymnej pewnie dojdziemy tą ścieżka rozwoju....

Asystent na asystencie asystentem pogania – taka myśl pojawiła się któregoś dnia w głowie, gdy w radio usłyszałem reklamę jednego z koncernów motoryzacyjnych. Iluż tam było asystentów! Nie pamiętam, którzy konkretnie pojawili się w materiale promującym auto, ale z ciekawości sprawdziłem, jakie wsparcie oferują dzisiaj producenci. Ja zatrzymałem się na asystencie parkowania czy po prostu jazdy i okazuje się, że jestem bardzo zacofanym człowiekiem, bo mamy jeszcze asystenta hamowania, jazdy w korku, martwego pola, podjazdu, manewrowania z przyczepą, zmiany pasa. A to pewnie dopiero początek, dalej nie szukałem.

Ta mnogość rozwiązań ułatwiających życie szybko przypomniała mi o aplikacjach – na tym polu też powstały już programy do wszystkiego. Ludzie pakowali je tuzinami do sprzętu mobilnego, by potem stwierdzić, że z nich nie korzystają i trzeba zwolnić miejsce. Na nowe aplikacje. Kiedyś doszedłem nawet do wniosku, że przeciętnemu człowiekowi niebawem ciężko będzie żyć bez aplikacji – skoro one służą do wszystkiego i wyręczą nas w każdej lub prawie każdej czynności. Po co się męczyć? Apka cię wyręczy!

Moda na aplikacje chyba minęła (czytaj: stały się czymś oczywistym), teraz pompowany i promowany jest asystent. Samochody to zaledwie wycinek rynku. Mamy przecież asystentów domowych od Google czy Amazona, mamy asystentów osobistych (inteligentnych) w postaci Siri czy Cortany. Do tego asystenci zakupowi, treningowi, kulinarni… Chociaż poprawna forma brzmi chyba „asytenty”. A zatem asystenty kulinarne. Najciekawsze jest to, że one/oni mają swoje podgrupy i to będzie się rozwijać. Skoro nie wystarczy asystent jazdy, to dlaczego mamy się ograniczać w przypadku pieczenia? Piekarnik czy smartfon dopieści nas zatem asystentem pieczenia mięsa/ciasta/ryby/warzyw. Oczyma wyobraźni śledzę już reklamy niektórych urządzeń…

Ta mnogość asystentów może prowadzić do zabawnych sytuacji. Wyobrażam sobie, że uczestnik Jednego z dziesięciu mówi „Mam na imię Piotr, jestem bezrobotny, ale mam trzydziestu asystentów”. W tym samym czasie do dziewczyny przysiada się w barze mlecznym młodzian z szelmowskim uśmiechem i zaczyna znajomość od „hej, ty tu tak sama siedzisz, a ja mam dwunastu asystentów”. Na co ona prycha nad ziemniaczotto i odpowiada, żeby spływał, bo ona ma pięćdziesięciu. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej padnie pytanie o liczbę asystentów, którzy obsługują potencjalnego pracownika, na pogrzebie usłyszymy, że Daniel miał niewielu znajomych, ale za to asystentów zostawił na pęczki.

Pewnie za dziesięć lat wielu czynności ludzie nie będą w stanie zrobić bez asystenta. Od porannej przebieżki, przez dojazd do pracy, zamówienie obiadu, zrobienie zakupów, po wieczorne mycie zębów. A kto wie, może i seks zostanie w to włączony: wybacz kochanie, dzisiaj odpada, bo jest jakiś problem z asystentem. Idę o zakłada, że amerykańscy naukowcy już nad tym pracują. Jeśli nie oni, to przynajmniej jakiś startup, który zbiera pieniądze an Kickstarterze. Bo czuć w tym piniondz.

W tym wszystkim najbardziej boję się tego, że którejś nocy obudzę się zlany potem i wykrztuszę „śniło mi się, że straciłem asystentów!” Aby się uspokoić i zasnąć, zacznę liczyć: jeden asystent, drugi asystent…