Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Moje przemyślenia

A może problem z always on został zbytnio rozdmuchany?

GM
Grzegorz Marczak
12

Zapraszam do felietonu z niezgrani.pl. Sprawa dotyczy plotek o tym jakoby nowy Xbox od Microsoftu wymagał stałego podłączenia do sieci. Wieść ta (choć nie sprawdzona) bardzo poruszyła graczy na całym świecie i zaczęła się na ten temat gorąca dyskusja w której głos zabrał również Arkadiusz Ogończyk,...

Zapraszam do felietonu z niezgrani.pl. Sprawa dotyczy plotek o tym jakoby nowy Xbox od Microsoftu wymagał stałego podłączenia do sieci. Wieść ta (choć nie sprawdzona) bardzo poruszyła graczy na całym świecie i zaczęła się na ten temat gorąca dyskusja w której głos zabrał również Arkadiusz Ogończyk, zapraszam:

Nasilające się plotki dotyczące tego, że nowa platforma Microsoftu będzie wymagać stałego podpięcia do Internetu (tzw. „always on”) wywołały burzę wśród konsumentów. Szybko znalazły się osoby dopatrujące się w tym fakcie upadku Microsoftu, zwycięstwa Sony i totalnego odrzucenia następcy Xboksa 360... Czy faktycznie tak się stanie?

Sytuacja może być dużo mniej dramatyczna niż chcielibyśmy to widzieć – zakładając oczywiście, że ostatnie doniesienia się potwierdzą. Najważniejszą sprawą i największym problemem graczy jest to, że jesteśmy niejednorodną grupą, niezdolną do wspólnych działań na masową skalę. Kupujemy gry nie czekając na recenzje, dokonujemy masy impulsywnych zakupów, na promocjach nabywamy stosy gier, w które potem nie gramy. Kiedy w podobnym czasie wychodzi Dishonored i Need for Speed wybieramy raczej to drugie, nie zwracamy uwagi na to, które tytuły mają przepustkę sieciową do grania w multi – po prostu „przełykamy” wszystkie pomysły korporacji. My, jako szara masa z różnych krańców świata, różnych kultur i religii (prawie jak zespół tworzący Assassin's Creed).

Wynika to z tego, że po prostu nie każdy musi sprawdzać branżowe portale, nie każdy musi znać się na historii grania, nie trzeba mieć żadnego stażu czy wymagań – wystarczą tylko pieniądze i już jest się zaliczonym do grupy nazywanej „gracze”. To trochę tak, jakby każdego kto chodzi do kina nazwać kinomanem. Ale tak po prostu jest i w obecnej sytuacji nie zanosi się na zmianę, więc nie widzę sensu, by się tu nad tym rozwodzić.

Microsoft wypuszcza więc Xboksa (tak będę tutaj nazywał ich nową platformę) wymagającego stałego dostępu do sieci i kupują go osoby, które już teraz mają Xboksy 360 bez przerwy połączone z Internetem, nie wyobrażając sobie życia bez swojego konta Live Gold. Grupa ta jest w znacznej przewadze względem „niepodłączonych”. Co firma z Redmond na tym zyskuje? Z pewnością wygraną walkę z piratami, którzy na potęgę zasiedlili X360. Co traci? Parę milionów graczy, którzy i tak nie płacili im haraczu za multiplayer online, na którym tak bardzo im zależy. Możliwe, że z ich tabelek wynika, że jest to rozwiązanie bardziej opłacalne.

Czy my coś na tym zyskamy? Prawdopodobnie wraz z wymuszeniem podpięcia do sieci uzyskamy bezpłatny tryb multiplayer (znając Microsoft, wersja Free będzie miała pewne ograniczenia, ale w jakiejś formie musi się pojawić), równie stabilny co teraz, pozwalający na tworzenie grup i szybkie dołączanie się do znajomych grających w inne gry. Czy jest to fajne? Tak. Czy ma to konkurencja? Na razie nie.

Kolejnym logicznym posunięciem, wynikającym z możliwości śledzenia czynności wykonywanych przez wszystkich użytkowników platformy (bo po to przede wszystkim będzie always on), byłoby stworzenie kilku rodzajów abonamentów. Kopia PlayStation Plus musi się pojawić, bo Sony zbyt wiele wygrywa dzięki tej usłudze. Kolejnym dodatkiem będzie pewnie abonament na telewizję i muzykę dostępną przez Xboksa. Rozdzielenie tych dwóch rzeczy: gier i multimediów, będzie kluczowe przy podboju rynków mniej rozwiniętych takich jak Polska. Przecież nikt nie będzie płacił jednego abonamentu za nowe tytuły i np. Netflixa, Sky Sports i Crunchyroll skoro w jego kraju będą dostępne tylko te pierwsze... A prawdziwym hitem byłoby zniesienie blokady regionalnej na usługi. Mało jest jednak aż takich optymistów, którzy byliby w stanie w to uwierzyć...

Tak naprawdę trudno znaleźć inny powód niż walka z piractwem, który uzasadniałby stałe połączenie z Internetem. Biorąc pod uwagę to ile osób i tak ma do niego stały dostęp (mi np. granie uniemożliwia tylko brak prądu, a to bardzo okazjonalna, krótka niedogodność), to może to nie być aż tak straszne jak chcielibyśmy to widzieć.

Prawdziwy problem pojawiłby się gdyby wymuszono jakąś wysoką prędkość łącza (na X360 wszystko śmiga bez przeszkód już od 2Mbit/s, to chyba niewielkie wymagania) i wpłynęłoby to na płynność samej gry, która miałaby lagi przez konieczność ciągłej weryfikacji z serwerami wydawcy. Znając jednak stabilność infrastruktury Xbox Live nie martwiłbym się o to, nawet jeśli na całym świecie naraz połączyłoby się 50 milionów konsol np. w celu wspólnego pozabijania się w najnowszej części Halo, to nie powinno to wpłynąć na komfort grania u nikogo.

Utrudnione mogą być za to wszelkie turnieje w takie gry jak FIFA (20 maszyn jednocześnie kradnących wi-fi z tego samego miejsca) i sporadyczne wypady do rodziny czy znajomych z konsolą pod pachą. Choć u każdego w domu znajduje się pewnie jakieś źródło Internetu to jednak ciągłe konfiguracje, wpisywanie haseł i okazjonalne przeciwności losu (bo przecież nie zawsze wszystko się ustawia automatycznie) mogą nieco popsuć szyki podróżników. Swoje nacierpią pewnie też osoby przeprowadzające się/zmieniające providera – jednak jak często to się robi? Raz na kilka lat. Najczęściej.

Nie chcę się bawić w adwokata diabła, ale możliwe, że problem z always on został zbytnio rozdmuchany – a przynajmniej jeśli faktycznie nie wpłynie na wrażenia z zabawy. Ciągła kontrola konsumentów jest jednak zła na tak wielu poziomach, że zaczynam się bać o to, czy gdy nie zaczniemy robić ustępstw w tak drobnych przypadkach (okej, Microsoft będzie wiedział w co gram – co z tego? Mi to nie przeszkadza, przynajmniej będą wiedzieć co dobre) to niebawem nie sprawimy, że wizja Orwella się spełni... To gruba przesada, ale gdzieś to się przecież zacznie. Właśnie w tym miejscu mam, czysto etyczny problem z Xboksem. Już teraz mam ochotę spalić wszystkie miejsca, które zbierają o mnie dane jak operatorzy telefonów, wyszukiwarki czy „miasta monitorowane”, czy dam więc wprowadzić sobie do domu kolejnego intruza, który będzie to robił?

Szczerze mówiąc nie wiem... bo i tak będzie to zależało od gier.

Źródło tytułowego zdjęcia : luckyshelp.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu