0

70 mld złotych – taki majątek otwiera drzwi do pierwszej dziesiątki krezusów IT

Ranking krezusów Forbesa lub inne zestawienia tego typu zawsze przyciągają uwagę i trudno się temu dziwić - ludzie chcą się dowiedzieć kto ma fortunę, jak się jej dorobił, ile czasu mu to zajęło. Po co? Pewnie z różnych powodów, dla niektórych to nowa forma mitów i bajek. Bo i w taki sposób można przecież odbierać doniesienia o majątkach liczonych w dziesiątkach miliardach dolarów. W branży tech takich "mitów" nie brakuje.

Pisałem niedawno, że wejście do branży nowych technologii, szukanie tu swojego szczęścia, nie oznacza z automatu, że się je znajdzie i w kilka lat zrobi się fortunę. Artykuły o młodych milionerach i aplikacjach, które uczyniły ludzi majętnymi, to jedna strona medalu. Drugą są ciężka praca, czasem bez wyraźnych efektów lub nawet długi. Próbuje wielu, odsetek tych, którym się udaje jest naprawdę nieduży. Ale dzisiaj słów kilka o bajecznych fortunach.

W serwisie Tech Insider pojawiło się zestawienie The 10 wealthiest tech billionaires in the world. Znane nazwiska? Część nawet bardzo, w innych przypadkach kojarzymy raczej firmy. Ale są też osoby, które u nas mogą być znane przede wszystkim ekspertom czy osobom śledzącym temat. Tak jest z np. z Ma Huateng – człowiekiem związanym z chińskim gigantem technologicznym Tencent. Jego majątek wyceniany jest na ponad 18 mld dolarów, a po przeliczeniu na naszą walutę robi się z tego wspomniane w tytule 70 mld złotych. Jednak, jak już wspominałem, to kasa potrzebna, by trafić do zestawienia – podium to już zupełnie inna liga…

Pierwszą dziesiątkę stanowią sami mężczyźni, a dominują wśród nich Amerykanie. Niespodzianka? Raczej nie. Wystarczy spojrzeć na zestawienie najbogatszych ludzi świata (nie tylko z tech) – też sami faceci i też 8 Amerykanów. O ile jednak w IT prócz ludzi z USA jest 2 Chińczyków, o tyle w „zwyczajnej” pierwszej dziesiątce, tej szerszej, mamy Meksykanina i Hiszpana. Gdybyśmy jednak zaczęli rozszerzać te zestawienia o kolejne dziesiątki, to w tej ogólnej pojawią się kobiety, będą przedstawiciele różnych państw. Bogate rodziny z Europy, szejkowie z Bliskiego Wschodu, finansjera z Azji, oligarchowie z Rosji. A w IT o panie nadal będzie trudno. O ludzi spoza USA również.

Ciekawym przypadkiem w dziesiątce tech jest Steve Ballmer, były CEO Microsoftu. To człowiek, który nie jest założycielem firmy czy jej spadkobiercą, a i tak dorobił się grubych miliardów dolarów. Przejście do Microsoftu we wczesnym etapie istnienia firmy oraz późniejsze pełnienie funkcji szefa wiązało się z wynagradzaniem w pakietach akcji, które dzisiaj są warte fortunę. Nie trzeba być właścicielem, by wdrapać się naprawdę wysoko. Albo skoczyć wysoko, bo tym zajmuje się teraz były CEO.

Omawiając tę listę, warto podkreślić, że nie mamy tu do czynienia z miliarderami, którzy są bardzo „umowni”. To nie są 20-letni studenci, o których zrobiło się głośno relatywnie niedawno. A ich majątek nie opiera się wyłącznie na wycenach firmy poczynionych przez inwestorów i ekspertów. Tu mamy już mocarzy, ich korporacje są olbrzymie, a czas poświęcony na budowę imperium liczony jest czasem w dekadach. Jasne, w rankingu znajdziemy trzydziestolatka Zuckerberga, ale jest i Larry Ellison, który przekroczył próg 70 lat. Gates czy Ballmer również nie są młodzieniaszkami.

O tym, jak silna jest dzisiaj branża technologiczna niech świadczy fakt, że w pierwszej „ogólnej” dziesiątce multimiliarderów znajdziemy aż 4 osoby z sektora nowych technologii. Blisko połowa to ludzie związani z cyfrowym światem. Jasne, ich majątki również są wirtualne, bo oparte głównie o papiery wartościowe, które mogą szybko stracić na wartości – zdaję sobie z tego sprawę, sam niejednokrotnie to podkreślałem. Ale czasem można popatrzeć na te szalone liczby przy nazwiskach i pokiwać z uznaniem głową nad współczesnym mitem o wielkim bogactwie.