10

Jest popyt, jest podaż. 3 najdziwniejsze krzesła do komputera

Czasami dziwi mnie, na jakie rzeczy może być tak duży popyt, by opłacało się je seryjnie produkować. Wariacje na temat zwykłego krzesła komputerowego są jedną z tych rzeczy.

Krzesło czy fotel wydają się przedmiotami dosyć nieskomplikowanymi. Wiecie, 4 nogi, siedzisko, oparcie – nie ma tu wielkiej filozofii. Jeżeli jednak mówimy o krzesłach czy fotelach do komputera – sprawa robi się nieco bardziej skomplikowana. Z jednej strony mamy eksplodujący wręcz w ostatnim czasie rynek foteli „gamingowych” (m.in. takich wartych 150 tys. zł) . a z drugiej – coraz więcej mówi się, że tradycyjne fotele do komputera nie są zbyt zdrowe dla naszego organizmu. Dlatego też powstało (i powstaje) multum różnych wariacji fotela biurowego, które rzekomo mają poprawić ergonomię siedzenia i pozytywnie wpłynąć na nasze zdrowie. Niektóre pomysły są jednak… dosyć osobliwe. Dziś zebrałem dla was trzy, które moim zdaniem najbardziej wpisują się w kategorię „Jakim cudem jest na to zapotrzebowanie?”

Fotel do siedzenia po turecku

Każdy zna osobę (bądź sam jest taką osobą), która nie siedzi na krześle w „normalny”, przewidziany przez producenta sposób. Sam często zastanawiam się, jak to możliwe, że niektórzy siedzą na normalnych fotelach z podwiniętą jedną, bądź obiema nogami, albo też siedzą po turecku. Cóż, jak się okazuje, takich osób jest więcej, niż bym się spodziewał. Na tyle dużo, że opłacało się zaprojektować krzesło specjalnie dla nich. Poznajcie DragonflyChair.

Jak widać, na tym krześle można siedzieć (zakładam, że wygodnie) w wielu różnych pozycjach. Wada? Po zakupie na pewno nie będzie wam za ciężko w portfelu, ponieważ na taki wynalazek trzeba wydać około dwa tysiące złotych.

Klękosiad. Tak, dobrze przeczytaliście, klękosiad

Praca w redakcji wiąże się z tym, że na porządku dziennym jest spotykanie się z wieloma nazwami produktów. Niektóre są lepsze, niektóre gorsze, ale nazwa klękosiad jest jedną z tych, które zostaną ze mną pewnie na zawsze, jako przykład, jak nie powinno się nazywać produktu. Klękosiad jednak spełnia dokładnie taką funkcję, jaką możecie się spodziewać po jego nazwie – służy do siedzenia klęcząc.

Co więcej, jak się okazuje, klękosiadów jest cały wybór. Stojące, z kółeczkami, bujane, w różnych kolorach. Według producentów taka pozycja jest bardziej ergonomiczna i lepsza dla naszego kręgosłupa niż normalne siedzenie. Ciężko mi to zweryfikować, ale mam uzasadnione podejrzenia, że ciężko byłoby mi w niej wytrzymać przez dłuższy czas.

Krzesłopiłka

Spokojnie, tym razem nazwę wymyśliłem sam, chociaż oficjalna (EGG-CHAIR) nie jest wcale dużo lepsza. Jego konstrukcję możecie kojarzyć, jeżeli kiedyś, tak jak ja, pracowaliście w firmie z „młodym, dynamicznym zespołem”. Firmy z „młodymi, dynamicznymi zespołami” mają bowiem tendencję do pomysłów takich jak dawanie pracownikom do siedzenia duże piłki zamiast foteli, prawdopodobnie, żeby ci byli jeszcze bardziej dynamiczni. Próbowałem pracować siedząc na takiej piłce i byłem bardzo dynamiczny, próbując z niej nie spaść.

Egg chair jest rozwinięciem tego pomysłu, pozwalając zachować nieco więcej równowagi. I o ile nie widzę siebie, korzystającego z takiego urządzenia, to jako, że takie piłki są szeroko wykorzystywane w rehabilitacji, to takie krzesło może mieć najwięcej sensu.

Jestem pewien, że nie są to najdziwniejsze krzesła komputerowa, jakie istnieją. Jeżeli macie swoje typy, dawajcie znać w komentarzach.