0

Dobre zombie to martwe zombie. Grałem w Zombie Army 4: Dead War

Jak to mówią - gier o zombiakach nigdy dość. Wychodząc z tego założenia, niezbyt przyjaźnie nastawieni "bohaterowie" raczej nigdy nie opuszczą świata gier. I wszystko byłoby w porządku, gdyby każda kolejna gra z ich udziałem była satysfakcjonująca. W przypadku Zombie Army 4: Dead War natomiast...no cóż, już wyjaśniam.

Do tematu strzelania w zombiaki można podejść na dwa sposoby. Poświęcić mu całą grę, co jest o tyle ryzykownym zagraniem, że w dzisiejszych czasach trzeba naprawdę wymyślić wszystko na nowo – lub zrobić zombiakowe DLC. Ta druga opcja jest zdecydowanie bezpieczniejsza i zawsze można się zasłaniać tym, że to tylko dodatek, który ma umilić zabawę, a nie podstawowy element gry. Można też niejako połączyć te dwie kwestie i bazując na jakiejś normalnej strzelance stworzyć samodzielną grę, w której osadza się zombiaki. I tak tez ponownie zrobiło Rebellion wypuszczając kolejną odsłonę Zombie Army bazującą na całkiem ciekawej serii strzelanek Sniper Elite.

Na przedpremierowym pokazie grałem jedynie w tryby wieloosobowe, nie jestem więc w stanie napisać jak będzie to wyglądało kiedy przysiądziecie do gry sami. I to trochę sprytne podejście na tego typu pokazach, bo strzelanki praktycznie zawsze zyskują kiedy gra się w ekipie. W tym przypadku może nie w gronie najlepszych kumpli, może i komunikacja trochę zawodziła, ale jednak frajda ze wspólnego unicestwiania zombie choć trochę przykryła problemy i niedociągnięcia tej produkcji.

Zombie Army 4: Dead War nie odkrywa Ameryki na nowo. Fabularnie (przynajmniej w trybie wieloosobowym) nie ma nowości – alternatywna wizja rzeczywistości, w której Hitler postanowił ożywić trupy, a te pragną mordować. Ot standard, który jest bardzo dobrą wymówkę to opróżniania kolejnych magazynków z nadzieją, że za którymś strzałem gnijące zwłoki się nie podniosą. A historyczny arsenał jest bardzo spoko, choć trzeba też pamiętać, że nie daje tej samej siły ognia co dzisiejsze wyposażenie żołnierzy. Są więc karabiny, które można przeładować dopiero po opróżnieniu całego magazynka czy dość powolne strzelby. Mamy tu też oczywiście snajperki, które zgodnie z moimi przewidywaniami sprawdzały się najlepiej. Przyczyna jest prosta, gra bazuje na Sniper Elite, headshoty wchodzą więc „soczyście”, co jakiś czas pojawiają się rentgeny (pocisk wchodzący w ciało) – niestety dużo gorzej jest kiedy przyjdzie posiłkować się inną bronią.

A takich sytuacji jest zdecydowanie więcej i ewidentnie czuć, że model strzelania nie został dopracowany do perfekcji. Niektóre bronie sprawiają wrażenie plastikowych, nie czuć siły ognia, ciężaru oręża. W którymś momencie przestaje się na to zwracać uwagę, szczególnie kiedy naokoło jest tyle zombiaków, że amunicji i tak nie wystarcza więc trzeba uciekać – ale nie, system strzelania nie jest najlepszym elementem Zombie Army 4.

Poza standardowymi broniami dostajemy też umiejętności specjalne. Czasem bardziej, czasem mniej przydatne – mi najbardziej przypadło do gustu autouzdrawianie przy powaleniu, nie zawsze jednak udawało się zabić w ten sposób przeciwnika by magicznym sposobem powstać. Nie jest to oczywiście nic nowego i niedawno korzystałem z tego w Borderlands. Jest też ulepszanie broni, choć zupełnie zapominałem o tym fakcie i jedyne co robiłem to ciągle szukałem amunicji.

Ogrywany przeze mnie tryb multiplayer przeznaczony był dla czterech graczy, którym gra wyznaczała konkretne misje. Szczerze? Od pokazu minęło kilka tygodni i nie pamiętam ani jednej, a to nie jest raczej zbyt dobra rekomendacja. Pamiętam natomiast, że bardziej od umiarkowanego  poziomu trudności denerwowała mnie ilość odnawiających się zombiaków, które wydawały się atakować zupełnie bez sensu – takie być tylko po to żeby być i uprzykrzyć życie graczom. Sami przeciwnicy do zbyt inteligentnych i groźnych nie należą, jednak w grupie, szczególnie kiedy mamy słabszą bron i kończy się ammo, bywa trudno. A jeszcze trudniej gdy przy okazji trzeba ostrzeliwać jakiś pojazd lub stawić czoła większym „prawie bossom”. Nie żeby byli jacyś skomplikowani do powalenia, po prostu przyjmują na siebie zdecydowanie zbyt dużo amunicji, nawet podczas ostrzału z czterech stron.

Grałem też w tryb hordy, który też nie jest niczym nowym, ale pamiętam że bawiłem się przy nim lepiej. Choć i tu denerwowały dziwnie rozkładane skrzynki z amunicjami – bo sam pomysł jest standardowy. Zombiaki atakują falami, graczom odblokowują się kolejne rejony mapy i tak to strzelanie mija.

Z tego co widzę po sklepowych ofertach, Zombie Army 4: Dead War jest wyceniane taniej niż standardowe gry. I to bardzo dobre podejście, bo tytuł nie ma szans konkurować z topowymi strzelankami, nawet w tym trochę ogórkowym okresie. Niestety bardzo często czuć, że to shooter klasy B, pozbawiony szlifu, wypuszczany by trzymać jakiś ciąg wydawniczy. Czy mógł być gorszy? Na pewno. Czy mógł być lepszy? Tak, tylko myślę, że w temacie wieloosobowych strzelanek z zombiakami leciwe już Left for Dead odkryło wszystkie karty. Po tym, co widziałem raczej nie namawiam do polowania na ten tytuł na premierę. Ale później w jakiejś fajnej promocji, Game Passie czy innym PS Plusie, warto dać mu szansę, bo w czteroosobowej, zgranej ekipie znajomych to może (choć nie musi) być fajny pomysł na spędzenie wolnego wieczoru.