11

Znowu zamiast do artykułu, Gizmodo.com odsyła mnie na Gizmodo.pl. Długo jeszcze?

Nie wiem ilu czytelników Antyweb przegląda też blogi Gawkera, ale ja od dawien dawna byłem czytelnikiem Gizmodo.com i Lifehackera. Na liście został tylko ten ostatni, ponieważ nieznany geniusz wpadł na realizowany konsekwentnie od ponad pół roku pomysł, aby niezależnie od życzeń polskiego czytelnika, który może woli czytać angielską wersję, automatycznie przekierowywać go na polską – Gizmodo.pl. Tak więc, […]

Nie wiem ilu czytelników Antyweb przegląda też blogi Gawkera, ale ja od dawien dawna byłem czytelnikiem Gizmodo.com i Lifehackera. Na liście został tylko ten ostatni, ponieważ nieznany geniusz wpadł na realizowany konsekwentnie od ponad pół roku pomysł, aby niezależnie od życzeń polskiego czytelnika, który może woli czytać angielską wersję, automatycznie przekierowywać go na polską – Gizmodo.pl. Tak więc, znajdując gdzieś w Google Readerze linka do artykułu na Gizmodo.com, który chciałem przeczytać, trafiam na stronę główną Gizmodo.pl. Co gorsza, Gizmodo nie oferuje żadnego sposobu by się wypisać z tego „ułatwienia”. 

Oczywiście tego automatycznego redirecta użytkowników z polskim IP na domenie można obejść za pomocą zagranicznego webproxy. Jednak przeglądając codziennie setki nagłówków i kilkadziesiąt artykułów dziennie z różnych źródeł, wychodzą z założenia, że jeśli traktuje się mnie – czytelnika – jak debila, który nie wie czego szuka w sieci i na dokładkę nie daje mu możliwości opt-out, to ja podziękuję. Wysiłek włożony w obchodzenie tego „ułatwienia” będzie nieproporcjonalny do efektów.

Rozumiem. Po odpaleniu polskiej wersji Gizmodo trzeba było poinformować polskich czytelników anglojęzycznej, że można już po poczytać polsku i przekierować trochę ruchu na serwis, aby uzasadnić jego istnienie. Jednak – jak się domyślam – większość polskich czytelników Gizmodo tak jak ja nie jest zachwycona tym, że odbiera im się w praktyce możliwość wyboru między Gizmodo.com (świat + newsy), a Gizmodo.pl (polska + opóźnione tłumaczenia z Gizmodo.com).

Nie wiem, jaki procent przekierowanych czytelników stwierdził „O! Fajnie! Nareszcie po polsku”, ale sam męczę anglojęzyczne serwisy przy porannej kawie, bo wolę oryginalny tekst niż spóźnione dzień lub dwa tłumaczenie w polskiej sieci. Dlatego redirect to zdecydowanie nie jest sposób, aby mnie przekonać do lektury polskiej wersji serwisu, ale skuteczny sposób, by odwieść od lektury „serwisu matki”.