Ciekawostki

Zara zamontuje w przymierzalniach iPady. Zadowolony będzie klient, może też haker

MS
Maciej Sikorski
2

Za nami chiński dzień singla, amerykańskie Black Friday i Cyber Monday, można przyjąć, że zakupowe szaleństwo osłabnie. Ludzie może i nie będą czatować nocami przed sklepami i klikać na potęgę w sklepach online o określonym czasie, ale to nie oznacza, że w handlu zaczyna się sezon ogórkowy - walka o...

Za nami chiński dzień singla, amerykańskie Black Friday i Cyber Monday, można przyjąć, że zakupowe szaleństwo osłabnie. Ludzie może i nie będą czatować nocami przed sklepami i klikać na potęgę w sklepach online o określonym czasie, ale to nie oznacza, że w handlu zaczyna się sezon ogórkowy - walka o klienta trwa. Na dobrą sprawę można to odnieść nie tylko do okresu przedświątecznego: walka o klienta staje się zjawiskiem wielopłaszczyznowym i będą w niej stosowane coraz to nowe narzędzia, taktyki i strategie. Przykładem iPady w przymierzalniach. A nawet inteligentne przymierzalnie.

Niedawno czytałem o firmie Oak Labs, która zamierza wnieść powiew świeżości do "tradycyjnych", stacjonarnych sklepów. Opisywano to na przykładzie nowojorskiego sklepu znanej marki Ralph Lauren. Pojawia się w nim przymierzalnia, która przenosi klienta w XXI wiek. Rozpoznaje, jakie rzeczy wniesiono i wyświetla je na ekranie, klient może domówić inne rozmiary czy kolory, dostarczy je pracownik sklepu. Przymierzalnia działa w kilku językach, umożliwia zmianę oświetlenia. Upraszcza zakup i przede wszystkim zachęca do niego - klient szybko otrzymuje to, czego chce (przynajmniej w teorii), więc rośnie szansa, że wyjdzie ze sklepu zadowolony i obciążony towarem. W tym przypadku ubraniem.

Oak Labs nie jest pierwszą firmą, która bada ten temat, przewija się on w handlu już od kilku lat w różnych odsłonach. Czy potrzebna tu jest inteligentna przymierzalnia, produkt konstruowany od podstaw i prawdopodobnie dość drogi? Niekoniecznie - ZARA będzie sprawdzać prostsze rozwiązanie. Popularna sieć sklepów umieści w swoich przymierzalniach iPady. Z ich pomocą klient będzie mógł domówić towar. Na razie testy zostaną przeprowadzone w Hiszpanii, jeśli pomysł się sprawdzi, wyjdzie pewnie poza granice tego kraju.

Zastosowanie takiego modelu może poprawić wydajność: pracownika nie trzeba wołać do przymierzalni i tłumaczyć mu czego się potrzebuje - klient składa zamówienie i towar za chwilę powinien się u niego pojawić. Jednocześnie zbierane są cenne informacje. Niejako "przy okazji". Wybiegając dalej w przyszłość, można się zastanowić, jak wpłynie to na zapotrzebowanie na pracowników? Zwłaszcza, gdy do takiego rozwiązania dorzucimy roboty. Przecież maszyna będzie w stanie przywieźć zamówiony sweter czy parę spodni. W centrach logistycznych Amazona roboty odgrywają już sporą rolę, w ramach oszczędności zaczną z nich skorzystać kolejne firmy. To jednak wątek poboczny.

Wątkiem pobocznym jest też opcja hackowania wspomnianych iPadów (lub innych tabletów - przecież konkurencja może się zdecydować na sprzęt z Androidem). Zastanawiam się czy kamera zostanie z nich usunięta? Jeśli nie, to podejrzewam, że za jakiś czas będzie afera, okaże się, że do Sieci trafiły zdjęcia i nagrania wykonane przez tego "pomocnika". A potem skradzione przez hakerów. Mam nadzieję, że firmy decydujące się na takie rozwiązania zdają sobie sprawę z zagrożenia. Jeśli nie, to czeka nas nieciekawy spektakl. Zwłaszcza z punktu widzenia nagranych osób.

Wracam do samego pomysłu unowocześniania przymierzalni, szerzej stacjonarnych sklepów. Czy to jest potrzebne? W niektórych aspektach zdecydowanie tak. Przykładem płacenie za wybrany towar. Czasem stanie w kolejce do kasy trwa dłużej niż same zakupy. Nawet te duże. Nowe rozwiązania są tu potrzebne, jeśli sklepy chcą do siebie przyciągać klientów. Przywołany iPad powinien zawierać opcję płacenia: człowiek decyduje się na jakiś towar, szybko uiszcza opłatę i wychodzi ze sklepu. To rozwiązanie musiałoby oczywiście być odpowiednio zabezpieczone.

Sklepy muszą eksperymentować, by nie poddać się rosnącej pozycji handlu online, ale trzeba też podkreślić, że stacjonarne sklepy nie znikną z naszej przestrzeni. One mogą ewoluować, pojawią się jakieś rozwiązania hybrydowe, lecz wieszczenie końca tradycyjnego handlu jest przedwczesne, jeśli nie całkowicie pozbawione sensu. Zawsze znajdzie się grupa ludzi, która będzie chciała obejrzeć, dotknąć, powąchać, przymierzyć i przed wyprawą do sklepu nie powstrzyma ich nawet najlepsza usługa online. Sklepy nie mogą jednak siedzieć z założonymi rękami i powtarzać, że klient i tak przyjdzie - trzeba działać, by te wizyty miały coraz lepsze efekty, by zadowolony był i klient i sprzedawca.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

handelTabletsklep