23

Wzrosną ceny gier – prawdopodobnie aż o 17%

Ceny gier to od lat temat wzbudzający ogromne emocje. Każdy wolałby przecież płacić mniej - tymczasem spodziewajcie się, że zapłacimy więcej. Nowa generacja konsol to moment, w którym ceny pójdą w górę.

W świecie gier nie istnieje coś takiego jak ogólna informacja o tym, że ceny gier pójdą do góry. Nie jest też oczywiście tak, że gdzieś w tajemnym bunkrze siedzą szefowie największych wydawnictw i w tajemnicy przed całym światem zawierają porozumienie na bazie którego wszystkie nowe gry są wyceniane wyżej. Ktoś zawsze jest pierwszy, ktoś zawsze powtarza ten ryzykowny krok aż wreszcie nowe ceny się stabilizują i stają standardem. Dużo ma w tym temacie do powiedzenia wydawca, który jest jednocześnie właścicielem sklepu i sam tak naprawdę ustala dla niego pewnego rodzaju standard.

Ceny 17% w górę, 70 dolarów za grę nowym standardem

Wiele wskazuje na to, że w przypadku aktualnej podwyżki szlaki przetrze 2K Games wraz z grą NBA 2K21 na PlayStation 5. Tytuł ma zostać wyceniony na 70 dolarów (dokładnie 69,99 dolara), co stanowi 17% podwyżkę względem aktualnie standardowej ceny dla gier na konsole obecnej generacji – ta przy nowościach to, dla przypomnienia, 60 dolarów.

Zaskoczeni? Ja nie

Warto przypomnieć, że ostatnia tego typu podwyżka, dokładnie z 49,99 dolara na 59,99 dolara miała miejsce jeszcze w generacji PlayStation 3 i Xboksa 360 w okolicach 2005-2006 roku kiedy to koszty produkcji gier, według developerów, wzrosły aż o 200%. I jestem w stanie w to uwierzyć, bo na PS4 NBA 2K21 wyceniono na 299 złotych, a cen gier na PS5 podejrzeć nigdzie jeszcze nie możemy. Jak to się przełoży na polski rynek? Można na razie jedynie spekulować, ale jeśli gra na zachodzie wskoczy z 60 na 70 dolarów, 329 albo nawet 349 złotych jest jak najbardziej w zasięgu.

Przeczytaj też: Wszystko, co musisz wiedzieć o PlayStation 5

Czy tak wysoka cena będzie dotyczyć wszystkich gier? Podobno nie – i przynajmniej na początku, tak mają być wyceniane jedynie najgłośniejsze, największe gry AAA.

Czy warto kupować nowe gry w pełnej cenie?

To pytanie, na które sam próbuję sobie odpowiedzieć od wielu lat. Zdarzało się, że sam biegłem do sklepu (wciąż wolę fizyczne wersje gier – ale pudełka bardzo często bywają nieco tańsze niż cyfrowe wersje) po swoją kopię. Później przechodziłem grę dopiero miesiąc lub dwa po premierze kiedy doczekała się już pierwszych małych obniżek. Sami przyznacie, że to kompletnie bez sensu. Nie namawiam oczywiście do nie kupowania gier na premierę, bo to tylko i wyłącznie Wasza decyzja. Ale z drugiej strony – świat się nie zawali jeśli zagracie po trzech miesiącach. Niektóre nowe gry bardzo lubią szybko tanieć (no chyba, że to produkcje Nintendo) a po roku na przykład wpadać do abonamentów sieciowych. Można też przypolować na pudełkową wersję w przedsprzedaży, zdarza się, że cena też jest wtedy niższa.

350 złotych za grę to bardzo dużo. Szczególnie w erze karnetów i przepustek sezonowych czy płatnych rozszerzeń. Tym bardziej rozumiem model dystrybucji spopularyzowanej przez Fortnite. Tam gra jest darmowa, płacimy jedynie kilkadziesiąt złotych za karnet sezonowy i ewentualnie dokupujemy skórki. Finalnie zbiera się niemała sumka, ale tylko jeśli gracie bardzo długo. Ale to też produkcja nie na 30-40, a przynajmniej 300-400 godzin, więc wydatek wydaje się finalnie zdecydowanie mniejszy. A tak trochę głupio wydać na singlową grę 350 złotych, przejść ją w kilka dni i odłożyć na półkę.

grafika

źródło