Kosmos

W czasie pobierania próbki asteroidy, ta chciała „połknąć” statek kosmiczny

Krzysztof Kurdyła
0

Kosmos jest pełen niespodzianek, które nie raz jeszcze pokrzyżują plany w jego eksploracji. Porażki zawsze są przykre, ale i nieuniknione. Jak się właśnie okazało, o mały włos, a taką katastrofą zakończyłaby się próba pobrania fragmentów asteroidy Bennu przez sondę OSIRIS-Rex.

Ruchome piaski w kosmosie

Misja NASA, mająca za zadanie zbadanie asteroidy Bennu jest jedną z najbardziej skomplikowanych  jakie przeprowadził dotychczas człowiek. Sonda OSIRIS-Rex najpierw miesiącami badała z niewielkiego dystansu tę ciekawą i potencjalnie niebezpieczną dla Ziemi kosmiczną skałę (a raczej „skałę”), aby w kulminacyjnym momencie specjalną robotyczną łapą uderzyć w jej powierzchnię i w ten sposób pobrać próbki.

Opisywałem już na Antyweb problemy, z jakimi NASA borykała się tu po przeprowadzeniu tej operacji. Przypomnę, ssawkę odpowiedzialną za zebranie materiału dotknęła... klęska urodzaju. Skał było tak dużo, że przyblokowały membranę zamykającą głowicę i część zaczęła „uciekać” w przestrzeń kosmiczną. Ostatecznie statek zdołał zabezpieczyć cenny ładunek i obecnie wraca z nim na Ziemię.

Krok od katastrofy

Jak się jednak okazało, NASA po przeanalizowaniu danych z przebiegu tej skomplikowanej operacji doszła do wniosku, że była o włos od katastrofy. Powodem tego jest konsystencja materiału stanowiącego powierzchnię Bennu. Ta, czego wcześniej się niespodziewano, jest tak luźna, że OSIRIS-Rex mógł w niej po prostu... zatonąć.

Już kilka dni po przeprowadzeniu operacji podano, że chwytak sondy „zanurzył” się w powierzchnię asteroidy aż na 48 cm. Dziś wiemy, że bez szybkiego odpalenia silników wstecznych, sondy nie dałoby się uratować. Dość powiedzieć, że jeszcze chwilę po odpaleniu wspomnianych thrusterów statek ciągle zagłębiał się w Bennu.

Naukowcy z NASA po przeprowadzeniu dziesiątek symulacji określili, że zewnętrzna warstwa Bennu zachowuje się w zasadzie bardziej jak płyn, niż ciało stałe. Gdyby człowiek miał okazję postawić tam swoją nogę, to opór stawiany przez powierzchnię tej asteroidy byłby porównywalny do tego, jak zachowują się w basenie puste plastikowe kulki. W efekcie, statek kosmiczny po odpaleniu silników pozostawił po sobie krater o średnicy aż 8 metrów.

Cenna lekcja od kupy gruzu

Odkrycie z Bennu jest niezwykle ważne, i to z co najmniej kilku względów. Z pewnością jest to kolejny krok na drodze do poznania zasad jakie „rządzą”zachowaniem luźnych, niestabilnych asteroid, utrzymywanych w całości przez wypadkową słabej grawitacji i sił elektrostatycznych. Przypomnę tu, że Bennu jest na orbicie, która przecina się z orbitą naszej planety.

Dane z OSIRIS-Rex, razem z próbkami które na powierzchnię naszej planety dotrą 24 wrześniu 2024 r. być może kryją podpowiedzi do pytania , która z rozważanych technik neutralizacji asteroid może być w przypadku tego typu obiektów skuteczna. Misja taka, jak obecnie realizowany DART, w ramach którego będziemy próbować kinetycznym uderzeniem zmieniać orbitę Dimorphosa, tutaj byłaby bezsensowna. Badania tego fenomenu powinny też pomóc w ocenie zachowania takiego obiektu przy jego ewentualnym wejściu w naszą atmosferę.

Dane z obecnego eksperymentu z pewnością pomogą też samej NASA w takim projektowaniu statków badawczych, aby te mogły w bezpieczny sposób badać asteroidy typu C. Wśród tych obiektów wiele jest takich o bardzo niskiej gęstości. Kto wie, być może odkrycie konsystencji Bennu pozwoli opracować misję, która wcześniej byłaby nie do pomyślenia, a w której zatopienie statku kosmicznego pod jej powierzchnią będzie celowe.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu