71

Sojusznikami Ubera stali się Komisja Europejska i… polski rząd

Polska sprzymierzeńcem ekonomii współdzielenia? Wychodzi na to, że tak. Kiedy inne kraje rzucają kłody pod nogi firmom typu Uber czy Airbnb (w tym ostatnim przypadku dobrym przykładem Niemcy), kiedy grożą ich przedstawicielom grzywnami czy nawet pozbawieniem wolności, w Polsce warunki do robienia biznesu tego typu okazują się nadzwyczaj dobre. Nasz kraj idzie z duchem czasu i nie próbuje zawracać rzeki kijem, ale to chyba nie spodoba się wszystkim obywatelom - część przedsiebiorców zapyta - słusznie - dlaczego są gorzej traktowani.

Uber w Polsce nie jest już nowinką – rozwija się od kilku lat, działa nie tylko w największych miastach, organizuje akcje, które przyciągają uwagę i prawdopodobnie nowych klientów. Usługa przeważnie chwalona przez użytkowników, jednocześnie znienawidzona (tak, właśnie tego słowa trzeba tu użyć) przez korporacje taksówkarskie, a także przez samych taksówkarzy. Przynajmniej część z nich. Firma działa (pośredniczy) u nas w sposób nierzadko wywołujący kontrowersje, ale nie dochodzi do takich sytuacji, jakie można obserwować na Zachodzie. I to się raczej nie zmieni.

Francja poluje, Komisja Europejska uspokaja

Zmagania Ubera z francuskimi taksówkarzami, urzędnikami i politykami to temat rzeka. Pisałem już o zamieszkach, do jakich dochodziło w tym kraju, a spowodowanych funkcjonowaniem amerykańskiej firmy, niedawno mogliśmy obserwować kolejny rozdział tej historii:

Francuski sąd skazał firmę Uber na 800 tys. euro grzywny za prowadzenie nielegalnych operacji taksówkowych. Dwaj wysokiej rangi menedżerowie Ubera, Thibaud Simphal i Pierre-Dimitri Gore-Coty, mają zapłacić kolejne 20 i 30 tys. euro – podała w czwartek agencja AFP. [źródło]

W tym samym czasie Uber ma problemy w kilku innych krajach Wspólnoty i walczy o to, by mógł tam legalnie funkcjonować. Co ciekawe, po jego stronie staje Komisja Europejska, która wzywa państwa, by nie blokowały usług wpisujących się w ekonomię współdzielenia. Obywatele UE coraz chętniej korzystają z usług tego typu, w opinii unijnych urzędników nakręcają one wzrost gospodarczy:

– Całkowity zakaz może być stosowany w ostateczności. Ekonomia dzielenia się rozwija się bardzo szybko, nie możemy zamykać oczu i nie dostrzegać tego zjawiska – powiedziała komisarz do spraw rynku wewnętrznego Elżbieta Bieńkowska.[źródło]

Jednocześnie komisarz Bieńkowska dodała, że ten model biznesowy nie zwalnia z płacenia podatków i ma gwarantować odpowiednią ochronę konsumentów. Pojawiła się też propozycja deregulacji rynku taksówkarskiego, rezygnacji z niektórych zezwoleń i licencji. Na tym mogliby skorzystać wszyscy: Uber i współpracujący z nim kierowcy, taksówkarze, klienci. Jednak apel KE to jedno, a działania poszczególnych państw drugie. Jak w tym wszystkim odnajduje się Polska? O dziwo podchodzi do sprawy dość liberalnie.

Uber w Polsce nie jest zagrożony

W Rzeczpospolitej pojawił się tekst Uber ma zielone światło, który prawdopodobnie zirytuje taksówkarzy i uraduje „uberowców”. Wynika z niego, że polski rząd nie zamierza walczyć z amerykańską korporacją. Kazimierz Smoliński, wiceminister infrastruktury, mówi wprost, że sektor taksówkarski musi sobie sam radzić z konkurencją – może i deregulacja tego biznesu poszła w naszym kraju za daleko, ale teraz nie da się tego zmienić. Przynajmniej władze nie zamierzają tego zmieniać, nie chcą zwalczać korporacji zakazami i nakazami. Co ciekawe, niebawem dojdzie w Krakowie do spotkania wicepremiera Jarosława Gowina z jednym z top menedżerów Ubera – to raczej zapowiedź współpracy niż walki.

Taksówkarze są oczywiście oburzeni, domagają się zmiany przepisów, szykują pozwy zbiorowe przeciwko Uberowi. Wątpię, by to coś dało, ale jednocześnie rozumiem ich rozgoryczenie i podzielam część argumentów. Jeżeli władze chcą traktować Ubera czy inne firmy wpisujące się w ekonomię współdzielenia (inną sprawą jest to, czy mamy do czynienia z ekonomią współdzielenia), to liberalnie powinny tez potraktować licencjonowanych taksówkarzy. Przecież funkcjonuje jakieś prawo i nie może ono być stosowane wybiórczo. A jeśli prawo jest przestarzałe, wypada je zmienić. Pisał już o tym Grzegorz, rozwój wypadków jedynie potwierdza, że status quo jest niewskazane. Uber w Polsce może w spokoju funkcjonować, lecz nie może się to odbywać „na dziko”, przy założeniu, że „jakoś to będzie”. Ma być liberalnie? Niech będzie dla wszystkich.