parking z autami
27

Pracownicy likwidowanej fabryki wzięli sprawy w swoje ręce i… stworzyli auto elektryczne

Pracownicy likwidowanej fabryki nie pozwalają na jej zamknięcie, buntują się, biorą sprawy w swoje ręce i przez kilka lat walczą o to, by zakład znów funkcjonował. W końcu znajduje się inwestor, pomagają urzędnicy, a z taśmy produkcyjnej zjeżdża auto elektryczne. Dobry materiał na film. Sporo wątków pasuje idealnie do sztuki socrealizmu. Rzecz dzieje się teraz, we Włoszech. Media donoszą, że powstał tam pierwszy całkowicie włoski samochód elektryczny.

Tua – taką nazwę nosi ów pojazd. Powstał w rejonie Bari, czyli w południowej części kraju. Anonsowany jest jako pierwszy całkowicie włoski elektryk. Przyjmijmy, że to prawda. Intrygujące jest to, że taka maszyna nie zjechała z taśm produkcyjnych tamtejszego giganta motoryzacyjnego, czyli koncernu Fiat, lecz jest dziełem biznesu budowanego dość krótko i to nie przez specjalistów z tej dziedziny. Może to zapowiedź głębszych zmian? O tym jednak za chwilę.

Historia zaczyna się na początku bieżącej dekady, gdy w fabryce wózków przemysłowych podjęto decyzję o zakończeniu prac. Interes przynosił straty, był zadłużony. Z takim scenariuszem nie chciała się jednak pogodzić załoga, która rozpoczęła… okupację zakładu. Przepychanki trwały jakiś czas, aż pojawił się inwestor zza Oceanu. Porozumiał się z urzędnikami na szczeblu lokalnym i centralnym, wszystkie strony wyraziły chęć współpracy i podjęto decyzję o rozpoczęciu budowy auta elektrycznego.

Wspomniana Tua w dużej mierze wykonana jest z aluminium, ponoć waży zaledwie 600 kg, akumulator pozwala przejechać na jednym ładowaniu do 200 km. Ale jeśli o takim wyniku mówi się oficjalnie, zakładam, że w praktyce zasięg jest zauważalnie krótszy. Jeżeli wszytko pójdzie zgodnie z planem, za kilka kwartałów klienci będą mogli kupić niewielkiego elektryka, który w mieście powinien się sprawdzić całkiem nieźle. W efekcie kilkaset osób nadal będzie miało pracę. A gdyby samochód cieszył się popytem, biznes mógłby się rozwijać, pojawią się kolejne etaty.

Oto przykład ludzkiej determinacji. Nie ma siedzenia przed zakładem i bezproduktywnego narzekania – jest działanie. Jasne, musiał się pojawić inwestor, na rozwinięcie historii złożyło się wiele czynników, ale od czegoś musiało się zacząć. Nie twierdzę, przy tym, że historia skończy się szczęśliwie – na dobrą sprawę dopiero teraz przychodzi etap testu, okaże się, czy ta praca nie poszła na marne. Jednak w dobie rosnącego boomu na auta elektryczne, Tua może się okazać strzałem w dziesiątkę. Zaledwie wczoraj pisałem, że Tesla zaczyna stawiać ładowarki miejskie, a Chiny podejmują temat rezygnacji z samochodów z silnikami spalinowymi.

Ciekawe jest to, że te zmiany mogą namieszać na rynku motoryzacyjnym. Rozgłos zdobyła wspomniana już Tesla, ale to może być czubek góry lodowej. Przywołani Chińczycy chcą iść w tym kierunku m.in. po to, by zdobyć mocne miejsce na rynku moto, wywrócić stary porządek. Tutaj widzimy świeżaka z południa Włoch, który ciężko porównywać z koncernem z Turynu, lecz nie ma pewności, jak potoczą się losy obu tych firm. Można założyć, że nadchodzące zmiany wyrzucą z rynku część starej gwardii, jednocześnie o miejsce przy dzieleniu tortu upomną się inni. Czasem znani, lecz mniejsi, czasem zupełnie nowi. W tym kontekście nie dziwi, że Ursus wiąże spore nadzieje z rynkiem elektryków.

auto tua

Dzisiaj czeka nas premiera jubileuszowego iPhone’a – mija dziesięć lat od wprowadzenia na rynek pierwszego smartfona z tej linii. Ta dekada oznaczała totalną zmianę na rynku mobilnym. W biznesie moto (r)ewolucja nie zajdzie tak szybko, lecz może być równie spektakularna. I ten sektor ma swoją Nokię czy Motorolę, także tu znajdziemy Apple i Samsunga. Powoli klaruje się, kto będzie kim…