69

Teraz naprawdę zaczynam obawiać się Microsoftu

Na samym wstępie przyznam, że z dobroci chmury korzystam każdego dnia i starałem się do tej pory polecać to rozwiązanie każdej napotkanej osobie. Kontakty, dokumenty, zdjęcia i wiele więcej bez naszego udziału pojawiają się na wszystkich naszych urządzeniach. Przecież to tak ułatwia życie! Parafrazując znane przysłowie – nie ma tego dobrego, co by na złe… […]

Na samym wstępie przyznam, że z dobroci chmury korzystam każdego dnia i starałem się do tej pory polecać to rozwiązanie każdej napotkanej osobie. Kontakty, dokumenty, zdjęcia i wiele więcej bez naszego udziału pojawiają się na wszystkich naszych urządzeniach. Przecież to tak ułatwia życie! Parafrazując znane przysłowie – nie ma tego dobrego, co by na złe… i tak dalej. A w głównej roli występuje Microsoft.

Firma z Redmond ze swoim nowym systemem, pakietem biurowym, a zwłaszcza własnym tabletem zamierza zawojować rynek. Kluczem do sukcesu ma być ujednolicenie interfejsów i… wykorzystanie chmury w wykonaniu Microsoftu. W tej kwestii rzeczywiście firma Steve’a Ballmera ma spore zaplecze – rozbudowany dysk w chmurze – SkyDrive czy usługa Xbox Live to najbardziej znane rozwiązania oferowane dla zwykłych konsumentów przez Microsoft. Niestety w całym tym zgiełku bardzo często zapominamy jak bardzo stajemy się uzależnieni od „dobrego serca” właściciela i w jednej chwili możemy stracić dostęp do tego wszystkiego. Dobitnie odczuł to na własnej skórze jeden z właścicieli konta Windows Live.

Pewien holender po wysłaniu na własne konto około 9 gigabajtów danych zorientował się, że jego konto zostało zawieszone. Muszę zwrócić uwagę na fakt, że nie stracił on dostępu jedynie do swoich plików w usłudze SkyDrive, ale także konta pocztowego Hotmail czy Xbox Live. Korespondencja, osiągnięcia, zapisy stanów gry, znajomi – to wszystko i wiele więcej stało się dla niego niedostępne w jednej chwili. Po kontakcie z firmą dowiedział się, że jeden z folderów na jego koncie naruszał regulamin usługi, więc jego konto zostało zawieszone. Co ważne, był to folder prywatny, w żaden sposób nieudostępniany osobom trzecim. Po dwóch miesiącach rozmów, tłumaczeń i prób jego starania spełzły na niczym i jedyne co mu pozostało to założenie nowego konta. Naturalnie w żaden sposób nie było ono powiązane z utraconym kontem, a słuch po prywatnych danych zaginął.

Microsoft zastrzega sobie prawo do takich działań bez podania przyczyny i jak widać możemy chyba przyjąć za zasadę, że odzyskanie konta po takim fakcie jest już niemożliwe. Morał z tego taki, że tego typu usług nie wolno traktować, jako rozszerzenie naszego prywatnego dysku, gdyż nigdy nim nie były i nie będą, więc z uwagą należy umieszczać w nich pliki.

Dzięki nagłośnianiu tego typu sytuacji, z nieco większym dystansem zaczynam podchodzić do „darmowych” usług oferowanych przez gigantów typu Google, Microsoft czy Apple. Nadchodzi chyba czas poważnego przemyślenia konsekwencji, którym będziemy musieli stawić czoło w przypadku różnych zawirowań wokół naszych kont. Ponieważ utrata dostępu może okazać się najłagodniejszym, w skutkach, zagrożeń.

Źródło, grafiki: 1, 2.