28

Szanuj swoje lajki

Czy rozdajesz swoje polubienia na Facebooku świadomie? Skoro w dzisiejszym świecie popularność profilu przekłada się niejednokrotnie na realne pieniądze, może pora zastanowić się jakie profile promujesz? Operator telefoniczny, sieć dyskontów, porady, jak stylowo wyglądać w zieleni, czy aby na pewno lubisz to? Wiele osób podkreśla, że największym sukcesem Facebooka jest to, w jak łatwy sposób […]

Czy rozdajesz swoje polubienia na Facebooku świadomie? Skoro w dzisiejszym świecie popularność profilu przekłada się niejednokrotnie na realne pieniądze, może pora zastanowić się jakie profile promujesz? Operator telefoniczny, sieć dyskontów, porady, jak stylowo wyglądać w zieleni, czy aby na pewno lubisz to?

Wiele osób podkreśla, że największym sukcesem Facebooka jest to, w jak łatwy sposób podzieliliśmy się z nim swoim prywatnym życiem. Ludzie w pogoni za popularnością, krok po kroku, oddają resztki swojej prywatności. Niewątpliwie jest to zjawisko dotąd na taką skalę nieznane. Gdyby rozpatrywać Facebooka pod kątem informacji tam zgromadzonych, prawdopodobnie jest to jedna z najbardziej wartościowych baz danych na świecie. Dane zgromadzone na Facebooku mogłyby posłużyć do stworzenia profilu danej osoby, a następnie zainteresowania jej konkretnym produktem. Okazuje się jednak, że wcale nie trzeba uciekać się do takiego zagrania, albowiem ludzie w dużej mierze sami trafiają na strony prowadzone przez prywatne firmy. I tu właśnie pojawia się moje zdumienie. Dlaczego ludzie lubią profile typu „1000 sposobów na piękne włosy i paznokcie”, parówki popularnego producenta mięs, miejski zakład wodociągów, a do tego jeszcze dokładają zdjęcia roznegliżowanych dziewczyn ze stron typu „Elitarne dupeczki”, przez które czasem wstyd przeglądać tablicę w publicznym miejscu. Czy aby na pewno tak powinien wyglądać nasz News Feed? Dlaczego trafiamy na profile, które są jedną wielką reklamą? Przecież normalny człowiek, gdy leci reklama w telewizji, albo na Youtube’ie, to staramy się za wszelką cenę od niej uciec. Czemu zatem dajemy podejść się na Facebooku?

Twoja tablica

Oczywiście każdy lubi to, co lubi. Jednak, jeżeli chcemy, żeby nasza tablica była czymś więcej niż podglądem śmieci z Internetu, powinniśmy starannie rozdawać nasze polubienia. Dobrze zorganizowana tablica może być wartościowa, a Facebook może być użytecznym narzędziem. Pod warunkiem, że wiemy, jak go używać.
Być może czegoś odnośnie Face’a nie rozumiem, a dokładnie tego, jak korzystają z niego użytkownicy. Po kilku miesiącach od założenia swojego konta na Facebooku, a było to kilka dobrych lat temu, zorientowałem się mniej więcej na jakiej zasadzie działa najważniejszy element tego portalu, czyli tablica. Oczywiście News Feed w przeciągu ostatnich lat zmieniał się wiele razy, jednak jego ogólne zasady działania pozostają takie same – pokazuje informacje które są popularne, z wyróżnieniem osób, z którymi wchodzimy w interakcję, a także wyróżnia materiały takie jak własne zdjęcia czy filmy. Choć w momencie, gdy przystępowałem do grona Facebook’owiczów, jedynie domyślałem się tej zależności, postanowiłem to wykorzystać. Facebooka potraktowałem, jako dostarczyciela informacji serwowanych na żywo i na bieżąco za pomocą strumienia. Jako swego rodzaju interaktywną gazetę. Gazetę, która oprócz strumienia informacji, informuje mnie również co dzieje się u moich znajomych. Jednym słowem medium idealne.

Zarządzaj swoim fejsem świadomie

Jednak, aby serwis Zuckerbga (a teraz także akcjonariuszy) był wartościowy, potrzebna jest świadomość, jak z niego korzystać. Jest kilka pułapek, w które można wpaść, a sam niejednokrotnie byłem ich ofiarą. Dobrym przykładem może być subskrybowanie lolcontentowych stron, czego również się nie ustrzegłem. Po czasie zorientowałem się, że nie był to zbyt przemyślany ruch z mojej strony. Ilość postów z tych stron, które znajdowały się u mnie w News Feedzie była przytłaczająca. Wiele informacji ginęło w tym śmieciowisku postów. Ciężko było znaleźć na Facebooku rzeczy, które byłyby interesujące. Większość czasu spędzałem na przewijaniu feeda w poszukiwaniu czegoś interesującego. W końcu „content” generowany przez te strony stał się na tyle denerwujący, że postanowiłem „odlubić” te strony. Z jakiegoś powodu tej czynności towarzyszy pewien dyskomfort, ale na ten temat raczej powinni wypowiedzieć się psychologowie. Gdy jednak przełamie się tą barierę, później powinno pójść już jak z płatka. Właśnie wtedy doszedłem do wniosku, że najwyższy czas czyścić swojego fejsa ze stron, które nie oferowały mi niczego ciekawego. Do dziś jeszcze mam pozostałości profili, które polubiłem w pewnego rodzaju afekcie/manifeście, jak chociażby „Wyślij CV do Jacka Protasiewicza”, jednak i niedługo przyjdzie pora jego „odlubienia”, bo temat staje się nieaktualny.
Facebook niejednokrotnie może służyć do zamanifestowania swojego zdania. Wielokrotnie byliśmy świadkami, jak wielką siłę rażenia ma fejs. Zdarzało się, że ludzie w sprzeciwie jednoczyli się na konkretnym fanpage’u, który był wyrazem niezadowolenia, jak chociażby fanpage, które gromadziły ludzi w ruchu oporu wobec ACTA. O takich inicjatywach niejednokrotnie później mówiły telewizje, a i dziś zdarzają się sytuacje, gdy w mediach wypowiadają się moderatorzy konkretnych stron Facebookowych. Jeżeli dołączamy do strony, której charakter jest czysto reakcyjny, to gdy temat przestaje być aktualny, pojawia się pytanie: czy nadal chcemy otrzymywać wiadomości od moderatorów tej strony? Tym bardziej, że z biegiem czasu takie profile są coraz bardziej zaniedbane, a ich poziom coraz niższy. Jeżeli strona powstaje jako reakcja na pewne zdarzenie, to możemy sobie założyć, że po pewnym czasie opuścimy tę stronę. Wyraziliśmy swoje zdanie, przyłączyliśmy się do ruchu niezadowolonych, pośmialiśmy lub pogadaliśmy, a teraz pora się zawijać. Przecież na manifestacji też nie stoimy w nieskończoność.
Na moim przykładzie mogę powiedzieć, że było tak, gdy pewnego pięknego wieczora, który w pamięci kibiców futbolu zapadnie na długo, Stadionowi Narodowemu bliżej było do zawodów pływackich niż do rozegrania meczu. Kilka minut po kompromitacji organizacyjnej, jak wirus przez Facebooka przemknęły strony typu „Basen Narodowy”. Przez kilka dni było śmiechu co niemiara, jednak w pewnym momencie stwierdziłem, że moja dalsza obecność na tym profilu jest kompletnie bezcelowa i raz na zawsze przestałem go śledzić. No bo po co? Jeżeli widzimy, że fanpage traci rozpęd, a następnym krokiem będzie przekierowanie na prywatne strony, albo reklama, najprawdopodobniej oznacza to, że pora uciekać.

Niech powalczą o twoją uwagę

Prywatne firmy na dobre zagościły na fejsie i coraz bardziej rozpychają się na nim łokciami. Podobnie rzecz się ma ze stronami znanych marek i dużych firm, które upodobały sobie komunikację ze swoimi „fanami” za pośrednictwem fejsa. Dodatkowo Facebook zmierza w stronę coraz większej ilości treści promowanych za pieniądze. Oczywiście nasze relacje z firmami w serwisie społecznościowym, mogą mieć złożony charakter. Niejednokrotnie, poprzez przynależność do konkretnych stron, chcemy dać wyraz naszym zainteresowaniom, pokazać jakimi ludźmi jesteśmy. Symptom naszych czasów, w których konkretne marki, wyrażają pewien sposób bycia. To wielki triumf speców od reklamy i marketingu. Idąc tym tropem wielu mężczyzn będzie lubić stronę Ferrari, która da im namiastkę ekskluzywności, a wiele kobiet polubi stronę Louisa Vuittona, której profil będzie na bieżąco donosił o trendach w świecie mody. Nie dajmy się jednak całkowicie owinąć wokół palca średniakom z social media. Trzeba na bieżąco weryfikować, czy aby na pewno fanpage, które lubimy posiada jakąś wartość dodaną, podaje ciekawe zakulisowe informacje, można na nim przeczytać wartościowy komentarz. Szanujmy swój czas, a także siebie. Trzeba pamiętać, że polubienia mają dzisiaj marketingową wartość. Nie można dać się podejść tanimi sztuczkami specjalistów od social media średniej klasy, których szczytem kreatywności jest przyklejenie obrazka z Demotywatorów okraszonych dopiskiem „też tak macie ?” To jest ich praca – niech się wykażą. Niech was urzekną, zaproponują wam jakiś konkurs z nagrodami, podzielą się użyteczną wiedzą, opublikują wartościowe treści. Nie dajcie się byle komu. Bo w przeciwnym wypadku wasza tablica zaśmiecona zostanie marketingowym bełkotem wątpliwego poziomu. Potraktujcie swoje polubienia, jako swojego rodzaju walutę. Czy chcecie płacić za byle co?

Tablicę można porównać do mieszkania. Wszyscy lubimy, gdy jest ono posprzątane i dobrze zorganizowane. Łatwiej nam się funkcjonuje i nie tracimy ciągle czasu w poszukiwaniu pochowanych rzeczy. Źle skonfigurowany News Feed to mieszkanie zabałaganione, gdzie co i rusz potykamy się o porozwalane rzeczy. Zastanów się więc co wybierzesz?

PiXXart / Shutterstock.com