25

Super tablet Archos 9 – pierwsza recenzja!

Archos 9 to produkt bardzo świeży, wypuszczony na rynek 22 października wraz z premierą Windows 7, systemu w który wyposażony jest ten tablet. Archos jeszcze przed premierą miał bardzo dobry PR i właściwie wypłynął trochę na rosnącej popularności tabletów. Moje zamówienie na Archosa (zamawiałem go pod potrzeby projektu firmowego) czekało na realizację ponad miesiąc (w […]

Archos 9 to produkt bardzo świeży, wypuszczony na rynek 22 października wraz z premierą Windows 7, systemu w który wyposażony jest ten tablet. Archos jeszcze przed premierą miał bardzo dobry PR i właściwie wypłynął trochę na rosnącej popularności tabletów.

Moje zamówienie na Archosa (zamawiałem go pod potrzeby projektu firmowego) czekało na realizację ponad miesiąc (w międzyczasie pojawiły się informacje o kłopotach z dostawami i opóźnieniami), aż wreszcie dostałem potwierdzenie o tym, że sprzęt został wysłany. Dwa dni później był w Polsce, cena łącznie z kosztami dostawy z Francji wynosiła 488 EUR (w krajach rozliczających się w dolarach Archos 9 kosztuje $500). Od wczoraj więc mam „przyjemność” testowania tego jeszcze ciepłego gadżetu nazywanego potocznie tabletem. Poniżej znajdziecie, moją recenzję Archos 9 – zaznaczę jedynie na początek, że sprzęt był testowany w takiej postaci w jakiej został dostarczony. Nie zmieniałem jego konfiguracji, nie starałem się poprawić wydajności czy też kalibrować ekranu dotykowego. Wyjąłem go z pudełka i zacząłem „zabawę”.

Dane techniczne:

Archos 9 wyposażony jest w 8.9-calowy ekran dotykowy WSVGA, sercem sprzętu jest procesor Intel Atom Z510 o taktowaniu 1.1 GHz i 1 GB pamięci DDR2 RAM. Waga to zaledwie 800g. W zestawie dostajemy dysk twardy o pojemności 60 GB, WiFi, Bluetooth 2.0, USB, oraz kamerkę 1.3 MPx. System to oczywiście Windows 7 w wersji starter. Według producenta bateria Archos 9 wytrzyma ok 4-5 godzin pracy.

Pierwszy start

Po wyjęciu z pudełka sprzęt robi dobre wrażenie. Obudowa jest solidna, nic nie trzeszczy, przyciski działają poprawnie i jest nawet sprytnie ukryty rysik. Uruchamiam i zaczynam proces instalacyjny, polegający na podaniu regionu, daty i godziny oraz nazwy użytkownika – i tutaj pierwsza niespodzianka. Wpisanie czegokolwiek jest nieodłącznie związane z wywołaniem wirtualne klawiatury. Na obudowie znalazłem przycisk, ale zanim go użyłem klikałem kilka razy na pole tekstowe w nadziei, że system domyśli się, iż chcę wprowadzić tekst (tak jak jest to w iPhone czy HTC G1) – niestety nic to nie dało. Wciskam przycisk na klawiaturze i nic. WTF? W instrukcji jest pokazane, że właśnie tak mam wywołać klawisze. Po chwili dostrzegam przy oknie testowym małą ikonkę, klikam i w jednej z opcji widzę wyłączenie fizycznej klawiatury – WTF? przecież tu nie ma klawiatury. Nauczony jednak latami praktyki z systemem Windows wiem, iż czasami trzeba zrobić coś nielogicznego – zaznaczam więc tę opcję i klikam ponownie na guzik wywołujący klawiaturę. Jest! pojawiła się, na pół ekranu. Wprowadzam dane i czekam aż system przemieli co ma do przemielenia. Trochę to trwa i następuje restart. Trochę długo się ładuje – no ale nic, przecież to pierwszy raz. W końcu widzę ekran Windowsów – znowu się zamyślił, no ale nic to przecież pierwsze uruchomienie. Myśli, myśli – skończył.

Ekran dotykowy

W kolejnym kroku (wykonanym wieczorem w domu) uruchamiam IE – domyślnie otwiera się wyszukiwarka BING. Nadszedł więc czas na przetestowanie wirtualnej klawiatury. Wciskam przycisk do wywołania klawiatury i WTF? Ona naprawdę zajmuje pół ekranu – nie dość tego, to zamiast być nałożona (warstwa) na przeglądarkę po prostu zmniejszyła jej okno. Widzę więc niewiele, klikam na okno z adresem i bez użycia rysika wprowadzam adres strony. Przynajmniej staram się go wprowadzić, bo pierwsza próba kończy się na pominięciu 3 liter w adresie antyweb.pl. Okazuje się, że „stuknąć” w wirtualny klawisz trzeba dość dokładnie i całkiem mocno. Próbuję jeszcze raz i jest lepiej, aczkolwiek minimalne niecelne stuknięcie w środek klawisza kończy się brakiem reakcji. WTF? To ma być podstawowy sposób wprowadzania tekstu – przecież do tego nie da się przyzwyczaić. Biorę piórko – teraz idzie dużo dokładniej ponieważ ostry koniec piórka pomaga dość celnie trafić w literki.


Przykład jak bardzo ograniczona jest wielkość ekranu po włączeniu wirtualnej klawiatury

Stabilność działania i wydajność

Nadszedł czas na pierwsze testy wydajności. Uruchamiam Youtube (po kilku próbach udało się płynnie wpisać adres) i odpalam przypadkowy film i patrzę w mierniki pokazujące zużycie procesora i pamięci. Procesor chodzi na 100%, pamięć skonsumowana to już 600MB. No nieźle – jednak mój netbook, wyprodukowany rok temu, lepiej radzi sobie z flashowymi playerami. No, ale może to pierwsze uruchomienie i coś z procesu instalacji zostało jeszcze w pamięci i zajmuje procesor. Sprawdzam – niestety, to IE wyciska te 100%. Wyłączam YT, i przechodzę na inną stronę. Patrzę ponownie na zużycie procesora i widzę, że skacze ono między 10 – 30%. Restart- stary sposób windowsa w przypadku kiedy coś nie gra. No i kolejne WTF? System na pusto, bez żadnych dodatków i aplikacji uruchamia się długo.

Czas na inny test wydajności, gra flashowa chodząca na pełnym ekranie (nie jest to gra w przeglądarce). Włączam i widzę na oko 10 klatek na sekundę. Można się załamać. Procesor chodzi na maksa. Testuję dalej, puszczam grę, chodzi ona kilka minut i nagle słyszę zgrzyt z małych głośników po czym następuje restart. WTF? Nowy komputer, świeżutki system i już takie jaja? Kto jest winny sprzęt czy system? Czy jednak powinno mnie to obchodzić – w końcu to producent jest odpowiedzialny za to, żeby jego sprzęt był kompatybilny i zapewniał odpowiednią wydajność pracując z systemem, który wybrał jako OS.

Po restarcie sprawdzam ponownie YT, nadal procesor obciążony na maksa, za to przeglądanie zwykłych stron jest teraz w normie. Pracując na bateriach włączam na YT materiał NBA w HD, czekam przezornie aż cały film się zbuforuje i uruchamiam. Klatkuje i się zacina. WTF? WTF? Przecież to nowy sprzęt, nowy procesor.

Testuję dalej. Wchodzę na Antyweb i staram się palcami przesunąć stronę w dół (tak jak na iPhonie). Nie działa. Właściwie mazanie palcem po ekranie nie przynosi żadnych rezultatów. Próbuję z bocznym paskiem do przewijania – drgnął tylko na chwilę. WTF? Staram się mocno przycisnąć palce i przewinąć – kawałek się udało. Okazuje się, że ekran działa najlepiej z rysikiem lub długim kobiecym paznokciem. Miękka powierzchnia opuszka palca jest ignorowana dopóki nie puknie się dość stanowczo w ekran. O przewijaniu czy też rysowaniu palcem możemy więc zapomnieć. Załamujące? Może być jeszcze gorzej.

Przy kolejnym uruchomieniu systemu okazuje się, że ekran dotykowy nie działa. Można stukać, pukać, rysikiem, palcem i nic. To są naprawdę niezłe jaja i najgorsze jest to, że nic nie dało się zrobić. Jedynym rozwiązaniem był kolejny restart.

Postanowiłem przetestować kamerę – uruchamiam Gmail, instaluję dodatek video i łączę się z żonką. Coś wolno działa, bardzo wolno, a gmail nie rozpoznaje mojej kamerki. Cały czas pracuję na bateriach. IE się zawiesił…

Sprzęt jako całość:
Niezbyt dokładny ekran dotykowy wymagający „mocnego pukania”, wirtualna klawiatura, po włączeniu której nie wiele widać na ekranie, problemy ze stabilnością działania, niespodziewany restart, bardzo moim zdaniem słaba wydajność ogólna maszynki. Zastanawiam się, czy jest coś w tym sprzęcie o czym mógłbym napisać pozytywnie? Jest – bateria. Podczas moich testów, tablet wytrzymał na bateriach ok 5,5h – to naprawdę niezły wynik jak na dość spory kolorowy wyświetlacz.

Prywatnie nie polecam

Tablet to świetna koncepcja. Mały lekki przenośny komputer do internetu i oglądania filmu. Archos 9 był niemal idealnym kandydatem spełniającym te wymagania. Niestety w praktyce okazuje się, że pracujemy rysikiem i co chwila klikamy w przycisk na obudowie wywołując klawiaturę. Elastyczność i łatwość wprowadzania tekstu oraz dobry ekran dotykowy to moim zdaniem podstawa porządnego tableta – w tym przypadku Archos nie oferuje nam ani jednego ani drugiego. Wprowadzanie tekstu jest męczące tym bardziej, że bez rysika kończy się na naprawdę wielu poprawkach. Jest to bardzo irytujące szczególnie, że jak się okazuje klawiatura jest potrzebna o wiele częściej niż się nam na początku wydaje. Dodatkowo zamulanie systemu i wolny rozruch. Wszystko to świadczy o tym, że sprzęt ten jest bardzo, bardzo daleki od ideału (i nie nadaje się do polecania nikomu)

Nie wiem, czy jest to wina podzespołów, słabej karty graficznej, procesora czy Windowsów. Szczerze mówiąc nie wiele mnie to interesuje. Dla mnie po prostu nie działa. Oczywiście podejmę próbę skontaktowania się z producentem, aby upewnić się, że testowany egzemplarz nie jest felerny (choć szczerze w to wątpię, bo wszelkie narzędzia diagnostyczne nie pokazują nawet śladu błędów).

Za 2300 PLN (bo tylko kosztowało to urządzenie w przeliczeniu na PLN) wybrałbym zamiast Archosa bardzo dobrego netbooka lub poczekał do przyszłego roku i zobaczył co będzie na rynku w tej kategorii.