24

Zestaw audio godnych czasów i zmora dla sąsiadów – już wiem co ludzie widzą w Sonosie

Na początku tego tekstu zaznaczę, że każda poniższa linijka powstawała przy akompaniamencie muzyki. Odtwarzane były przeróżne gatunki, a poziom głośności wahał się od ledwo słyszalnego do... naprawdę donośnego. To nie było moje pierwsze spotkanie z zestawem audio Sonosa, ale dopiero teraz pojąłem, co sprawia, że ten sprzęt tyle kosztuje i dlaczego ma tak wielu zwolenników.

Z czym kojarzy się marka Sonos? Warto napisać to już na wstępie, bo jeśli do tej pory nie słyszeliście o tej firmie, to zapewne nie wiecie, że chyba najczęściej używanym obok nazwy przymiotnikiem jest drogi. Rzeczywiście, produkty z logo tej firmy nie należą do najtańszych, od wielu lat postrzegane są jako sprzęt z wyższej półki cenowej, którego nie kupuje się przypadkowo i pod wpływem chwili. Również dlatego, że oprócz niemałej kwoty, ważne jest rozsądne zaplanowanie całego systemu, który umieścilibyśmy w naszym domu. Sonos nie stawia na lokalny odsłuch w ramach jednego pomieszczenia, choć oczywiście macie wolną rękę i możecie tak zadecydować, ale przede wszystkim chodzi o swobodę w rozmieszczaniu głośników i zdalnym ich kontrolowaniu.

Sonos One – pojedynczo lub w stereo, w jednym lub kilku pomieszczeniach

Tak zaczęła się moja przygoda z dwoma głośnikami Sonos One. Najnowsza wersja dostępna jest kolorze czarnym i białym – ten drugi wariant trafił właśnie do mnie. Schludne, nieprzyciągające raczej wzroku wykończenie sprawia, że głośnik można postawić w dowolnym miejscu i będzie zawsze dobrze komponował się z otoczeniem. Dobrze mu w towarzystwie innych elektronicznych gadżetów, ale prezentuje się równie dobrze stojąc samotnie wśród innych elementów wystrojenia wnętrza. Wyraźnie widać, że producent zadbał tu o każdy szczegół, bo obudowa jest idealnie dopasowana, nie ma tu miejsca na jakiekolwiek odstępstwa od najwyższego standardu. Wtyczkę od zasilania wpinamy od dołu, by przewód był jak najmniej widoczny.

Dwie sztuki, które do mnie przyjechały, umieściłem w dwóch różnych pomieszczeniach. Konfiguracja każdego z nich przebiega tak samo i równie szybko – kilka kliknięć w aplikacji wystarczy, by wszystko  było gotowe, ale warto podjąć dodatkowy trud i skorzystać z funkcji oferowanej posiadaczom iPhone’ów, gdzie aplikacja na iOS wyposażona została w możliwość rozpoznawania otoczenia. W trakcie takiego procesu głośnik wydaje regularne dźwięki, a my poruszamy się po nabrzeżach pomieszczenia skanując je telefonem. Dzięki temu głośnik ma lepszą świadomość na temat tego, jak rozchodzi się dźwięk i może dostosować poziom tonów niskich, średnich oraz wysokich, a także osłabić lub wzmocnić działanie niektórych głośników, by muzyka brzmiała jak najlepiej. Po porównaniu brzmienia przed i po konfiguracji nie napiszę, że różnica jest ogromna, ale odniosłem wrażenie, że nastąpiła delikatna poprawa, szczególnie w wyrazistości dźwięku.

Aplikacja Sonos – iPhone faworyzowany, mnogość funkcji może zachwycić

Nie byłem jednak w pełni zadowolony z takiego ustawienia. Pojedynczy głośnik Sonos One jest wystarczająco mocny, bym nie narzekał na poziom mocy, ale brak efektu stereo był dla mnie nad wyraz odczuwalny. Wtedy zdecydowałem, że obydwa głośniki znajdą się w jednym pomieszczeniu i stworzą parę. Na to pozwala aplikacja Sonos (iOS i Android), wewnątrz której możemy tworzyć rodziny głośników, bo współpracować ze sobą może więcej niż dwa, ale o tym nieco niżej. Teraz skupmy się na aplikacji, którą można określić mianem prawdziwego centrum dowodzenia.

A to za sprawą naprawdę rozbudowanych możliwości, które rozwijane był przez lata. Do dziś pamiętam moje pierwsze podejście do zestawu Sonosa – w tamtym okresie (jakieś 4-5 lat temu) uznałbym aplikację za najsłabsze ogniwo ekosystemu. Głównie przez mało atrakcyjny i dość skomplikowany interfejs. Dziś nie ma po tym śladu, to zupełnie nowa jakość, choć nie bez wad. Ale zacznijmy od podstaw. Aplikacja Sonosa pozwala nam zarządzać wszystkimi rodzajami głośników z oferty, a także sterować odtwarzaniem muzyki. Tę możemy strumieniować z niemal dowolnej usługi muzycznej, ja podłączyłem tu swoje konta Spotify i Tidal. Co prawda Sonos obsługuje funkcję Cast, Spotify Connect (działa bez problemu na Windows 1o) i AirPlay2, więc odtwarzanie bez przeszkód może odbywać się z każdej wymienionych aplikacji, ale rozwiązanie Sonosa jest na tyle wygodne, że gdy tylko korzystam z głośników, to na telefonie używam właśnie tego programu. Co doceniam najbardziej? Uniwersalną wyszukiwarkę, która przeszukuje zasoby wszystkich podłączonych usług i wyświetla wyniki z podziałem na serwisy. Bez przeszkód można więc kolejkować utwory, na przykład, ze Spotify i Tidala, jak również dodawać do kolejki własne playlisty i całe albumy z każdej z usług. Zestaw Sonos szybciej reaguje też na nasze polecenia właśnie wysyłane z dedykowanej aplikacji.

Rozbudowane ustawienia, co ujrzycie niżej na zrzutach ekranu, są jednocześnie solidną wadą i zaletą zestawu. Z jednej strony warto mieć pod kontrolą jak najwięcej funkcji, prawda? To przydaje się, gdy można odrębnie sterować poziomem niskich i wysokich tonów w głośnikach oraz subwooferze, ale odnoszę wrażenie, że niektóre opcje były dodawane po pewnym czasie i aplikacja nie była projektowana z myślą o nich. By dotrzeć do ustawień subwoofera, którego historię przeczytacie poniżej, należy wejśc w Ustawienia>Ustawienia pomieszczenia>wybrać pomieszczenie>Dźwięki zaawansowane>Ustawienia Sub i dopiero teraz zmienić poziom mocy lub go całkowicie wyłączyć. To, niestety, nie jest w ogóle intuicyjne i podejrzewam, że mniej zaawansowane technicznie osoby, które nie przejrzą każdego zakamarka aplikacji, mogłyby tu nawet nie dotrzeć pozostawiając działanie subwoofera takim, jakie wyjechało z fabryki. Mam tylko jedno pytanie: czy tylko Apple zdaje sobie sprawę że czyszczenie kolejki odtwarzania nie jest równoznaczne z przerwaniem właśnie odtwarzanego utworu? iTunes usuwa kolejne utwory z listy i można dosłuchać aktualnie odtwarzany kawałek do końca, podczas gdy Tidal czy właśnie aplikacja Sonos wyłączy także trwającą piosenkę. Bezsens.

Sonos Sub – subwoofer, który zawsze daje o sobie znać

A zdecydowanie warto wziąć sprawy w swoje ręce, bo dobitnie się o tym przekonałem w sytuacji, gdy subwofera jeszcze w ogóle w moim zestawie nie było. Nawet podwójna moc (tryb stereo dwóch Sonos One) i maksymalny poziom basu nie były w stanie sprostać moim oczekiwaniom. Nie jestem zwolennikiem przesadzonego poziomiu niskich tonów, ale tutaj zdecydowanie go brakowało. Po dołączeniu do zestawu subwoofera (co odbywa się równie łatwo i przyjemnie, jak konfiguracja każdego głośnika), w ustawieniach aplikacji można nadać mniejszym głośnikom większe znaczenie przy wysokich tonach, dzięki czemu dźwięk potrafi stać się bardziej wyraźny i czystszy.

Warto nadmienić, że Sonos One może posłużyć nam jako głośnik z Asystentem Google lub Amazon Alexa. To znaczy mógłby, gdyby którykolwiek z asytentów był u nas dostępny – Alexa nie zna polskiego języka, zaś polski Asystent Google omija łukiem głośniki, także Google Home – w związku z tym nie miałem możliwości sprawdzić działania tej funkcji. Blokuje to też aktywację sterowania muzyką z innych urządzeń z użyciem Asystenta, na czym się trochę zawiodłem, ponieważ w przypadku soundbarów Sony takiego problemu nie było.

Na tle tak zaawansowanej funkcjonalności (rozpoznawanie otoczenia, by głośnik działał w sposób aktywny) oraz prostoty obsługi (szybka konfiguracja, bezproblemowe sterowanie muzyką z każdego źródła) jestem zaskoczony pewnym rozwiązaniem dotyczącym konkretnego problemu, który mógłby dotknąć każdego, a mnie zdarzył się tylko raz. Nie wiem, jakim cudem ktokolwiek w Sonos wpadł na ten pomysł, ale mam nadzieję, że jak najszybciej zostanie to naprawione. Okazuje się bowiem, że po utracie łączności z siecią Wi-Fi niezbędne było… podłączenie Internetu za pomocą przewodu Ethernet. Takiego kabla niektórzy w domach w ogóle nie mają, a jeśli już, to może znajdować się z dala od głośnika, a przypomnę – Sonos słynie z bezprzewodowego działania. Zdarzyło mi się to jednak tylko raz i awaryjna sytuacja została szybko zażegnana.

Sonos – nie patrząc na cenę kupiłbym bez wahania

Uwielbiam muzykę w niemal każdej postaci. Doceniam możliwość zakupu cyfrowej wersji i posiadanie do niej dostępu na każdym urządzeniu, kiedy tylko chcę. Kolekcjonowanie winyli czy kompaktów też ma jakiś urok, podobnie jak odsłuchiwanie ich w ten klasyczny, tradycyjny, staromodny sposób. Streaming oferuje dostęp do milionów piosenek, w tym nowości, praktycznie na zawołanie – byle byśmy mieli działające łącze internetowe. I do takiego sposobu odsłuchu w domu zestaw Sonos nadaje się perfekcyjnie zapewniając odpowiednią jakość i moc dźwięku, wygodne  zarządzanie źródłami i sterowanie odtwarzaniem. To można też robić z poziomu samego głośnika, bo na wierzchu znalazły się przyciski dotykowe pozwalające na zatrzymanie i wznowienie oraz zmniejszanie i zwiększanie głośności czy przełączenie utworów – brak potrzeby sięgania za każdym razem po telefon bywa bardzo przydatne.

Dwa głośniki Sonos One to wydatek rzędu 1998 zł, zaś Sonos Sub kosztuje 3399 zł. Za takie pieniądze można kupić świetny sprzęt grający marki, którą wspominają jeszcze nasi dziadkowie lub coś nowszego, ale nic nie zapewni takiej kompatybilności z obecnymi czasami i wygody obsługi.