4

Polskie Scottie Go! to świetna edukacyjna gra dla młodych programistów

Wchodząc do sklepu z zabawkami w oczy rzuca się tona niepotrzebnego plastiku, dziesiątki zestawów klocków LEGO i półki uginające się od gier planszowych. Fajnych? Pewnie tak, z uwagi na ich ilość pewnie nigdy nie sprawdzę nawet 1/10. Sprawdziłem, czy raczej sprawdziliśmy natomiast z synem Scottie Go!, czyli polską grę wykorzystującą fizyczne elementy i aplikację. Wiecie co? Jeśli macie w sobie choć malutką nutkę programisty, będziecie się świetnie bawić.

Będąc dzieckiem marzyłem o byciu programistą, dlatego przy Małym Atari próbowałem również Logo. Pod koniec podstawówki i na początku szkoły średniej musnąłem Turbo Pascala i Assemblera, niestety zrezygnowałem. Dziś oczywiście żałuję, ale jednocześnie zazdroszczę młodzieży narzędzi, które pomagają w nauce programowania. Jednym z nich jest Scottie Go!, choć tu nauka bardzo mocno miesza się z zabawą i to jest w niej najfajniejsze.

W zależności od wybranego zestawu, w pudełku znajdziecie określoną ilość klocków, czy raczej kartonowych puzzli. Przyda się również smartfon lub tablet z zainstalowaną darmową aplikacją producenta – będzie on służył do robienia zdjęć linijek ułożonego z kartonowych bloczków kodu, pokaże czy bohater kierowany naszymi zakodowanymi wskazówkami dotrze do celu, a ostatecznie aplikacja oceni czy udało nam się ułożyć kod poprawnie i przejść etap.

Dobra gra (bo Scottie Go! jest przecież grą edukacyjną) potrzebuje opowieści. A ta jest urocza – tytułowy Scottie to kosmita, który uderzył swoim statkiem w satelitę krążącego wokół Ziemi. Wypadek jak to wpadek, często jest tragiczny w skutkach – pojazd ufoludka rozpadł się na małe kawałki, które musimy znaleźć. Naszym zadaniem jest przeprowadzenie Scottiego przez kolejne plansze, trochę jak w klasycznych grach mobile. Musi omijać coraz większą liczbę przeszkód. Bohaterem nie ruszamy jednak za pomocą ekranu dotykowego, ale przy użyciu wspomnianych wcześniej kartonowych puzzli. Jak? Otóż układamy je w sekwencjach przypominających linijki kodu. Mamy kroki, obroty, określamy ich liczbę i tak dalej. Na samym początku jest to tylko kilka bloczków, jednak później może się okazać, że nasza puzzlowa sekwencja jest naprawdę długa, a jedna pomyłka sprawia, że Scottie wpada na przykład na kamień. Wtedy nie pozostaje nic innego jak znaleźć błąd i go wyeliminować. O ile oczywiście zrobiliśmy tylko jeden – ale o tym przekonamy się “kompilując kod”, czyli wysyłając naszego bohatera w trasę.

Kiedy już ułożymy bloczki i uważamy, że sekwencja jest prawidłowa, łapiemy urządzenie mobilne i robimy naszej układance zdjęcie. To nawet na smartfonach z kiepskimi aparatami działa naprawdę dobrze, kod jest przenoszony do appki błyskawicznie, a Scottie zaczyna się poruszać. W podobny sposób programowałem kiedyś z synem w edukacyjnej wersji Minecrafta, tam również miało mieć to odniesienie do jednego ze sposobów nauki kodowania.

Trudno jednak tak naprawdę określić dla jakiego wieku ta gra będzie idealna. Sześciolatek poradzi sobie z pierwszymi poziomami, ale późniejsze wskazówki mogą być zbyt skromne by wyjaśnić o co chodzi, a poziom trudności rośnie wraz z kolejnymi mapkami. Z drugiej strony 12-13 latek może już nie chcieć patrzeć na trochę infantylną opowieść, w dodatku opatrzoną typowo dziecięcą grafiką. Ala nie traktujcie oprawy jako minus, appka jest ładna i ewidentnie widać tu spójność na linii program – fizyczne elementy.

Scottie Go! zostało stworzone przez ekipę z Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego, we współpracy z nauczycielami. I to widać, gra stawia na edukację, serwuje ją jednak w przystępny i zabawny sposób. Drugi duży plus to połączenie fizycznych elementów z cyfrową rzeczywistością Scottiego. Można to było zrobić całkowicie w aplikacji, ale biorąc pod uwagę jak mocno dzisiejsza młodzież siedzi z nosami w smartfonach podoba mi się, że twórcy wypychają ją przede wszystkim do kartonowych bloczków, a smartfon jest tylko dodatkiem, końcowym etapem sprawdzania kodu. Zanim kupiłem dziecku jego własny zestaw Scottie Go! słyszałem o tym produkcie wiele dobrego. Spędziliśmy przy nim trochę czasu, a teraz wróciliśmy za sprawą mniejszego testowego zestawu, który wylądował na naszym stole. Strasznie fajnie jest widzieć jak podczas wspólnej zabawy w małej głowie zapalają się lampki, czego efektem jest prawidłowe korygowanie własnych błędów w “kodzie” i nie powtarzanie ich przy okazji następnych plansz.

Zestawy Scottie Go! potrafią kosztować sporo, bo ponad 160 złotych – choć to w sumie tyle ile duże, najczęściej posiadające licencje jakiejś kreskówki, zwykłe gry planszowe. Jeśli jednak jest to dla Was cena zaporowa, nie ma co załamywać rąk – małe zestawy startowe, dzięki którym poznacie tę świetną polską produkcję kosztują około 40 złotych. Moim zdaniem zdecydowanie warto się Scottie Go! Zainteresować, sam w ubiegłym roku zrobiłem swojemu synowi taki prezent i choć wtedy jeszcze najlepiej bawił się tylko przy pierwszych zadaniach, to teraz chętnie wraca do gry i przechodzi kolejne plansze. Ja natomiast mam wrażenie, że dzięki wspólnej zabawie uczy się też czegoś pożytecznego.