Recenzja

Przenoszenie gier z PC na konsole nie zawsze ma sens. Rust: Console Edition jest tego doskonałym przykładem

PW
Paweł Winiarski
2

Rust wciąż cieszy się na platformie Steam dużą popularnością. Pewnie dlatego zdecydowano się wreszcie na wypuszczenie konsolowej odsłony - obawiam się jednak, że zrobiono to za późno, bo niestety czuć tu upływ lat.

Uruchamiając Rust budzimy się w samej bieliźnie w losowym miejscu...i mamy przeżyć. Nie jest to zbyt optymistyczny początek, szczególnie mając świadomość, że po każdej śmierci czeka nas podobny start. Uważając na graczy, którzy znaleźli już sposób na przetrwanie, należy więc ruszyć przed siebie i ogarnąć to co trzeba w niezbyt przyjaznym środowisku. Oznacza to zbieranie zapasów, tworzenie przedmiotów i budowanie baz. Najlepiej takich, gdzie można wrzucić śpiwór, by po wyłączeniu i ponownym włączeniu gry obudzić się w nim i kontynuować zabawę. Trzeba jednak pamiętać, ze naokoło są inni gracze, którzy robią to samo - a przy okazji wiedzą, że zabicie pozostałych postaci oraz złupienie ich baz to szybki sposób na zgromadzenie zapasów. I gwarantuję Wam, że jeśli kogoś spotkacie - to albo Was zaatakuje, albo będzie uciekał. Wszystko zależy od tego co będziecie mieć w dłoniach i jakie zagrożenie stanowić. A czasem można też po prostu zginąć - ścinając drzewo lub zbierając kamienie. Bo akurat jakiś gracz ma dystansową broń i chce zepsuć komuś zabawę.

Dla jednych będzie to plus, dla drugich rozczarowujący minus - grając w Rust nie macie absolutnie żadnej pewności, że kilka godzin zabawy nie pójdzie na marne. Jasne, możecie zbudować domek/bazę, stworzyć zamki z kluczami i teoretycznie zabezpieczyć się w ten sposób przed innymi graczami, ale równie szybko możecie też dać się podejść, zapomnieć zamknąć drzwi i stracić absolutnie wszystko. To dla mnie jeden z elementów Rust, który nie zachęca, a wręcz zniechęca mnie do zabawy. Ale rozumiem też, że właśnie z tego powodu niektórzy tak dobrze czują się w tym nieprzyjaznym świecie.

Mam jednak wrażenie, że Rust niczym gracza nie nagradza, nie oferuje żadnych ciekawych aktywności a przeżycie samo w sobie może okazać się monotonne, nawet jeśli bardzo dobrze Wam idzie i nie dacie się podejść przeciwnikom. Bardzo natomiast nie pasował mi system wspólnego grania ze znajomymi. Mimo siedzenia na wspólnej imprezie (czyli konsola wiedziała, że gramy razem) zawsze byliśmy na początku zabawy rozrzucani w różnych rejonach mapy, a spotkanie się w konkretnym miejscu zabierało kilka lub kilkanaście minut. Szczególnie, że prawie zawsze któryś z nas ginął biegnąc w samych majtkach nocą przez mapę. Miałem wrażenie, że Rust ominął wszystkie nowości i usprawnienia, jakie na przestrzeni lat pojawiły się w grach sieciowych. Tytuł generalnie wydaje się mocno odstawać od dzisiejszych standardów, jest dość toporny i archaiczny. Na swój sposób uroczy, ale w tym samym czasie irytujący.

Cicho liczyłem na to, że wraz z ekipą będziemy spędzać w Rust długie godziny przez długie tygodnie, tymczasem patrząc na całą grupę, nikt nie złapał bakcyla tak mocno, by gra stała się standardowym elementem naszych codziennych spotkań na PlayStation. Dlatego mogę śmiało powiedzieć, że Rust nie jest dla każdego - ba, to produkcja dla dość wąskiej grupy odbiorców. Tak wierna oryginałowi, że trudno znaleźć zasadnicze różnice. Dodatkowo sterowanie dobrze dopasowano do pada (jeśli oczywiście w ogóle akceptujecie granie w FPS-y na konsolowym kontrolerze).

Największym minusem konsolowego Rust jest bez wątpienia czas, jaki upłynął od momentu kiedy PC-towcy zaczęli swoją survivalową przygodę. Dziś po prostu tytuł ten wydaje się nieco przestarzały, szczególnie jeśli zdecydujecie się na grę na konsolach nowej generacji, bo tytuł nie ma na nich swojej wersji i bawimy się we wstecznej kompatybilności. I mimo grania na mocniejszej konsoli naprawdę trudno mi pochwalić optymalizację tego tytułu, pozostawia ona bardzo wiele do życzenia. Grze zdarzało się nagminnie nie tylko lagować, ale również gubić klatki, choć działała na PlayStation 5, czyli znacznie mocniejsze maszynie niż ta, na którą ta wersja jest przeznaczona. A to dość dziwne, bo Rust potrafi wyglądać bardzo źle, jak gra z jeszcze z generacji PlayStation 3 i Xboksa 360, co doskonale widać po złapanych przeze mnie screenach.

Cieszę się, że mogłem sprawdzić ze znajomymi o co chodzi w tym całym Rust (wcześniej na PC grałem niewiele i w dodatku sam), ale jednak ten tytuł do mnie nie trafił. Ale ocenę i tak obniżają problemy z samą zabawą - jeśli już uda się połączyć z serwerem, lagi są na porządku dziennym, a przy takim typowo sieciowym tytule to duża wada, która wielokrotnie psuła mi frajdę z zabawy. Nie wiem, czy da się to szybko naprawić, ale w takim staniem (i przy takim sposobie szukanie rozgrywki, który polega na przeglądaniu listy i szybkim dołączaniu do serwerów z wolnymi slotami) raczej nie wróżę konsolowemu Rust świetlanej przyszłości. Czy warto zagrać? Niespecjalnie - no chyba, że jesteście maniakami gier typu survival i nie macie w domu komputera do grania.

Ocena 5/10

Plusy

  • wierne odwzorowanie oryginału
  • sterowanie dobrze dopasowane do pada
  • fajny, mocno survivalowy klimat

Minusy

  • słaba oprawa graficzna
  • brak wersji na konsole nowej generacji
  • problemy z serwerami i lagi

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu