30

To bardzo dziwny film i DC ma gigantyczny problem. Ptaki nocy – recenzja

"Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)" to bardzo dziwny film. Wydaje się, że jedną nogą pozostaje w dotychczas budowanym kinowym uniwersum DC, ale prawie na każdym kroku z nim zrywa. W efekcie otrzymujemy produkcję, której istnienie trudno mi zrozumieć. Ja naprawdę nie wiem, po co powstał ten film.

W portfolio DC znajdziemy mnóstwo postaci, na których zareagują nawet osoby nie będące fanami komiksów. Batman, Superman i wielu innych superbohaterów przedostało się do świadomości zwykłego widza, dlatego filmy z ich udziałem wzbudzają tyle mocji. Harley Quinn nie jest postacią, którą kojarzy każdy, ale to wcale nie oznacza, że film opowiadający o jej losach powinniśmy spisywać na straty jeszcze przed powstaniem czy seansem. Do kina poszedłem z otwartą głową – gotowy na dawkę rozrywki i oczekując choć odrobiny frajdy. To obiecywały mi zwiastuny i rzeczywiście nie myliłem się co do zawartości „Ptaków nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)” (pozwólcie, że od tej pory będę już korzystał ze skróconej wersji tytułu).

Polecamy: Takich seriali Netflix mógłby kręcić więcej. Locke & Key – recenzja

Harley Quinn? Ta z Legionu samobójców?

Nie sposób nie postrzegać tego filmu niczym sequela lub spin-offa „Legionu samobójców”, wobec którego oczekiwania były tak duże, a który zawiódł tak wielu widzów. W postać Harley Quinn ponownie wciela się Margot Robbie, która wyraźnie czerpie sporo przyjemności z grania partnerki Jokera. Księcia zbrodni jednak w tym filmie nie uświadczymy, bo jak sugeruje tytuł, Harley będzie chciała i musiała się uniezależnić po rozstaniu z Panem J. Film opowiada nam także historie kilku innych bohaterek, których drogi na pewnym etapie fabuły się połączą. Będąc zupełnie szczerym napiszę, że  losy żadnej z nich mnie nazbyt nie przejęły. Mimo, że każda z nich musi zmagać się z poważnymi wyzwaniami w swoim życiu (dwie z bohaterek tracą członków rodziny w makabrycznych okolicznościach), to przez ogólny wydźwięk filmu nie traktuję tego ani odrobinę na poważnie. Zbudowanie odpowiedniej atmosfery we właściwych momentach zawiodło i jedyne, co zatrzymało mnie w kinie to… wyczekiwane na kolejne sceny akcji.

(Tylko ) akrobacje i niektóre sceny akcji mogą się podobać

Szalejąca na ulicach Gotham albo posterunku policji Harley Quinn wykonuje akrobatyczne sztuczki jednocześnie radząc sobie z najgorszymi zbirami. W pamięć zapadła mi właśnie sekwencja pojedynku z kilkoma więźniami w strugach wody ze zraszaczy, która była nakręcona naprawdę świetnie. Pozostałe sceny walki nie były tak imponujące, ale miło się na nie patrzyło. Żarty i dowcipy w większości nie trafiły w mój gust, ale parę razy zdołałem się szerzej uśmiechnąć. To trochę mało jak na film, który powinien być drugim Deadpoolem.

Przyrównania do antybohatera Marvela nie są przypadkowe, bo przecież w „Ptakach nocy” również mamy (w większości) do czynienia z czarnymi charakterami, które intencjonalnie lub przypadkowo robią dobre rzeczy. O ile obydwie części Deadpoola napędzała ciekawa fabuła, tak tutaj próba znalezienia dla siebie miejsca przez Harley Quinn w nowej rzeczywistości po rozstaniu z Jokerem zupełnie do mnie nie przemawia. Myślę, że warto też wspomnieć o wycięciu Jokera ze scen, w których mógłby wziąć udział. W filmie zobaczycie ujęcia (nie)wykorzystane wcześniej w „Legionie samobójców”, lecz zostały one bardzo zgrabnie przycięte, by nie pokazywać twarzy największego przeciwnika Batmana. To dobitnie pokazuje, że Jared Leto do roli Jokera nie wróci, a DC ma poważny problem z budowaniem swojego kinowego uniwersum, bo pamiętamy że w ten sam sposób ukazano Supermana w „Shazam.

DC drepcze w miejscu. „Ptaki nocy” to ucieczka od kłopotów

Co ciekawe, głównym przeciwnikiem Harley Quinn, The Huntress, Black Canary, policjatnki Renee Montoya i młodej Cassandry Cain jest Black Mask, którego kojarzymy raczej z pojedynków z Batmanem na kartach komiksów. Ewan McGregor ewidentnie bawił się tą rolą i wypadł całkiem nieźle, ale nie wzbudził we mnie większych emocji. Podobnie jak żadna z pozostałych głównych postaci. A szkoda, bo Multikino ma fajny konkurs, w którym możecie wygrać profesjonalną, komiksową grafikę z Waszą ekipą. Oprawa wizualna filmu jest bowiem naprawdę przyjemna dla oka (soczysta kolorystyka), a ujęcia i kadry mogą się podobać. Co do muzyki – nogą można śmiało tupać podczas większości scen akcji, bo dobór utworów jest jak najbardziej właściwy.

Czytaj też: „Nieoszlifowane diamenty” to prawdziwa perełka! Sandler bryluje na Netflix

Zakręcony tytuł to nie jedyny problem nowego filmu DC. To przede wszystkim brak naprawdę ciekawej i wciągającej historii, a to niweczy szanse na rozwój ciekawych bohaterów. Może było ich w tym filmie zbyt dużo? A może winna jest zaburzona chronologia wydarzeń, pomimo narracji ze strony Quinn „Ptaki nocy” to film niezwykle krzykliwy, głośny i miejscami chaotyczny. Poza szansą dla Margot Robbie na wcielenie się w Harley Quinn nie wiem jaki przyświecał mu cel, bo nie jest on pełnoprawnym rozdziałem rozwijanego do tej pory uniwersum DC, ani świeżym otwarciem, które byłoby szansą na jakiekolwiek kontynuacje.

Ocena filmu Ptaki nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn) – 5/10