praca
25

Przepracowanie to nie tylko Japonia… Polacy też mają z tym problemy

Natknąłem się dzisiaj na ciekawy artykuł poświęcony śmierci z przepracowania, więc poświęciłem na ten temat jeszcze kilka dodatkowych chwil.

Karoshi

Jak możemy przeczytać w Wikipedii:

Osoby, które dotyka karōshi, często czują się świetnie, mają plany, podejmują wyzwania, nie wykazują objawów drastycznego przepracowania (gdyż skrywają je przed samymi sobą). Zjawisko to jest trudno wykrywalne, wiadomo jednak, że dotyka pracoholików – tj. osoby zwykle pilne, perfekcyjne, ale i niepewne swego, nieśmiałe, niedowartościowane, bojące się otoczenia, podchodzące z obawą do swojego talentu, spontaniczności, czy fantazji. Wikipedia.

Na polskim Business Insider możemy przeczytać fajny artykuł, z którego dowiadujemy się, iż karoshi to dla Japonii coraz poważniejszy problem. Brzmi to wręcz jak skrócony opis filmu o epidemii zombi, ponieważ omawiana „choroba” ma być groźna, szybko się rozprzestrzenia i jakby tego było mało, nikt jeszcze nie wynalazł leku. Ratuj się kto może!

Tymczasem chodzi o skrajne przepracowanie, zwykle pracowników umysłowych, którzy doświadczają np. zawału, albo – co w żadnym razie nie brzmi lepiej – popełniają samobójstwo.

Minęło niemal 50 lat od opisania pierwszego przypadku karoshi i zjawisko wydaje się coraz bardziej powszechne. Nie udaje się go ograniczyć, choć wiemy o nim coraz więcej. Badaczom udało się wyróżnić dwa typy śmierci z przepracowania: samoczynną, wskutek zawału czy wylewu spowodowanego długotrwałym stresem i skrajnym przemęczeniem lub samobójczą. Nie pomogło to jednak ograniczyć liczby ofiar. Źródło.

Przepracowanie w Polsce

W Japonii zjawisko przepracowania może być nasilane przez mentalność mieszkańców tego kraju, model wychowawczy i edukacyjny, ale przecież nie tylko tam występują tego typu rzeczy. „Rozejrzałem się po internecie”, bo chciałem rzucić okiem na jakiekolwiek informacje na temat przepracowania w Polsce i znalazłem np. artykuł o karoshi na medonet.pl, a tam następujący fragment:

Niestety, na polskim rynku pracy tzw. kultura sita wciąż obowiązuje. Chodzi tu o to, że każdego roku przyjmuje się do pracy wielu chętnych. W planach firmy jest jednak przewidziany stały odsetek osób, które awansują i stały odsetek tych, którzy zostaną zwolnieni. Do korporacji wciąż dopływa świeża krew. Jest z czego wybierać. Ci, którzy chcą przetrwać, utrzymać zatrudnienie, walczą o jak najlepszą ocenę w oczach zwierzchników. Z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, pracują coraz więcej, aby zadowolić pracodawcę. Ale czasem, po 10 latach morderczej pracy, nawet gdy zostaną docenieni, nie mają sił i zdrowia, aby wejść na upragniony szczyt. Źródło.

W naszym kraju ludzie również mogą być coraz bardziej przepracowani, mimo iż powody mogą być trochę inne. Być może to skrajny przykład, ale informacje na temat śmiertelnych ofiar przepracowania w Polsce też są możliwe do wyszukania. Jeśli o mnie chodzi, to głównie natknąłem się na przypadki dotyczące lekarzy, którzy pełnili zdecydowanie zbyt długie dyżury i nie mieli żadnej sensownej przerwy (więcej informacji).

W artykule na Medonet, który już przytaczałem, znalazłem informację o tym, że „statystyczny Polak pracuje rocznie prawie 2000 godzin” podczas gdy „ w państwach takich jak Niemcy czy Holandia średni czas pracy to tylko ok. 1400 godzin rocznie”. Z kolei na tvn24bis.pl natknąłem się na nagłówek „Polacy krótko śpią. Sześć zmartwień pracowników”. Możemy się tam dowiedzieć, że z międzynarodowych badań wynika, iż polscy pracownicy są zmartwieni zbyt dużą liczbą obowiązków, odczuwają dodatkowy stres ze względu na brak pieniędzy oraz nadgodziny. Do tego dochodzi jeszcze informacja o tym, że wypalenia zawodowego doświadczają w naszym kraju: programiści, lekarze, specjaliści medyczni, nauczyciele czy policjanci. Polacy często śpią za mało oraz pracują długo bez urlopu. Więcej informacji.

Karoshi to nie tylko ciekawostka z odległego kraju

Jak widać przepracowanie to zjawisko występujące na całym świecie, a negatywne skutki czegoś takiego nie występują wyłącznie w Japonii.

Źródło: 1, 2, 3, 4, 5