0

Polski watermark idzie na podbój Portugalii i Czech. Czas DRMu dobiega końca?

Zabezpieczanie ebooków (ale przecież nie tylko ich, również innych multimediów, jak gry czy muzyka) to wciąż otwarta i dyskusyjna kwestia. Do niedawna dominującym sposobem ustrzegania się przed nielegalnym upowszechnianiem elektronicznych publikacji był DRM. Rozwiązanie to jednak było i jest, moim zdaniem, bardzo niekorzystne, a wręcz szkodliwe, zarówno dla klientów, jak i wydawców ebooków. W sytuacji, […]

Zabezpieczanie ebooków (ale przecież nie tylko ich, również innych multimediów, jak gry czy muzyka) to wciąż otwarta i dyskusyjna kwestia. Do niedawna dominującym sposobem ustrzegania się przed nielegalnym upowszechnianiem elektronicznych publikacji był DRM. Rozwiązanie to jednak było i jest, moim zdaniem, bardzo niekorzystne, a wręcz szkodliwe, zarówno dla klientów, jak i wydawców ebooków. W sytuacji, w której zdjęcie DRMu nie jest żadnym problemem, ci, którzy zamierzają upowszechniać e-książki będą to robić, zaś sam DRM jest bardzo niewygodny dla normalnych klientów, ograniczający ich prawa do użytkowania ebooków, ale również szkodliwy dla rozwoju samego e-publishingu. Szczęśliwie sytuacja ta powoli ulega zmianie.

Od dłuższego czasu w Polsce możemy zaobserwować odchodzenie wydawców i dystrybutorów od DRMu na rzecz watermarka, który jest mniej inwazyjny i nie wprowadza tylko ograniczeń. Znak wodny znajdziemy w ebookach zarówno od Virtualo, jak i Gandalfa, Empika, ale i innych cyfrowych dystrybutorów. Do tych pierwszych trzech technologię dostarcza poznańska firma Legimi, która wczoraj pochwaliła się sporym sukcesem.

Otóż opracowane przez Legimi zabezpieczenia wykorzystujące znak wodny zdobyły uznanie również poza granicami naszego kraju i mają trafić do portugalskiego koncernu medialnego i jednego z wiodących czeskich dystrybutorów e-treści. Niestety Legimi na razie nie chce ujawnić, o kogo chodzi. Wśród zalet swojego rozwiązania firma wskazuje, że implementacja ich technologii trwa zaledwie kilka tygodni, ale ja postanowiłem nieco pociągnąć Legimi za język, na ile oczywiście to było możliwe i dopytać się, w czym ich znak wodny jest lepszy od konkurencji.

Artur Wasilewski z Legimi wskazał, że oprócz łatwego wdrażania znaku wodnego jest od dość odporny na konwersję z EPUB do MOBI i ma opierać się takim programom, jak chociażby popularne Calibre. Oprócz tego opracowany przez Legimi algorytm i jego implementacja mają pozwalać na rozpoznanie nielegalnej dystrybucji danego ebooka, nawet jeżeli tylko jego niewielki fragment zostanie umieszczony w sieci. Zapytałem o dalszą ekspansję na zagraniczne rynki, na razie jednak nie dostałem żadnych konkretów, poza tym, że Legimi celuje przede wszystkim w rynki z dobrze rozwiniętym e-publishingiem, czemu trudno się dziwić. Niestety nie udało mi się uzyskać informacji, czy nowi kontrahenci Legimi przeszli na watermark firmy rezygnując z własnego czy też porzucając DRM, co byłoby bardzo ciekawe.

Poza pogratulowaniem Legimi, że udało im się wyeksportować tę technologię, warto również spojrzeć na zmieniający się trend w kwestii zabezpieczeń ebooków. Jak pisałem na początku, bardziej inwazyjny DRM spotyka się ze sporym sprzeciwem użytkowników, którym ogranicza się możliwość chociażby wyboru liczby urządzeń, na których będą odczytywać daną e-publikację. Sam watermark, choć nie jest zabezpieczeniem idealnym (o takie trudno), nie jest tak inwazyjny i jest tańszy. Znak wodny nie zniechęca do kupowania ebooków, co dla rozwijających się rynków, takich, jak chociażby polski, ma to ogromne znaczenie. Dlatego cieszy mnie, że ta technologia się rozwija i mam nadzieję, że kiedyś wyprze DRM, przynajmniej, jeżeli chodzi o ebooki.