56

Elektryfikacja to fikcja stworzona na potrzeby norm emisji CO2

Teza postawiona w temacie tego felietonu jest być może nieco przesadzona, ale patrząc na to jak producenci samochodów zaczynają masowo elektryfikować swoje modele, może mieć bardzo dużo wspólnego z rzeczywistością. Normy emisji CO2 jakie od 2021 roku zaczną obowiązywać w Europie sprawią, że większość producentów samochodów będzie musiała płacić milionowe kary albo... zmniejszyć sprzedaż.

95 g CO2/km od 2021 roku

Normy emisji spalin w Europie to skomplikowany temat, zarówno pod względem metodologii obliczeń jak i planu wprowadzania kolejnych ograniczeń. Już w tym roku wielu producentów miało problemy z ich spełnieniem i musiało wycofać ze swojej oferty niektóre silniki, a do innych zamontować dodatkowe filtry jak np. GPF w silnikach benzynowych. Nowe modele często posiadają też  nieco zdławione silniki względem wersji z poprzedniego roku. Wszystko po to aby spełnić wymagania i nie płacić ogromnych kar.

Limity emisji CO2 nie są liczone dla poszczególnych modeli, ale dla pewnych segmentów aut i każdy producent musi tak ułożyć swoją siatkę sprzedaży, aby ta średnia nie przekraczała założonych wartości. Obecnie limit to 130 g CO2/km, ale już za niespełna 2 lata będzie to tylko 95 g. W ciągu ostatnich 10 lat dokonano na tym polu już sporych postępów, w porównaniu do 2007 roku średnia emisja CO2/km spadła z 160 g do 120 g. W ostatnich latach spadek mocno wyhamował, głównie za sprawą popularności SUVów, które z racji rozmiarów i większych oporów powietrza zużywają więcej paliwa. Nie bez znaczenia jest też spadek popularności silników diesla, które również emitują mniej CO2, dzięki swojej większej sprawności. Szacuje się, że emisja CO2 na poziomie 95 g odpowiada spalaniu 4,1l benzyny lub 3,6l oleju napędowego.

Najlepszym rozwiązaniem tego problemu jest wprowadzenie do oferty auta, które nie emituje CO2, czyli wykorzystującego napęd elektryczny lub wodorowy. Hybrydy, szczególnie typu plug-in, które potrafią przejechać np. 50 km na prądzie, też mocno poprawiają wyniki. Zastosowanie tzw. miękkiej hybrydy zazwyczaj oznacza niewielkie korzyści, choć przy potencjalnych karach i tak warto to zrobić. Teraz już wiecie skąd nagła ofensywa największych producentów samochodów w Europie, którzy elektryfikują wszystkie modele.

Kary idą w miliony euro

UE postanowiła mocno karać za przekroczenie norm emisji spalin. Do niedawna skala była progresywna, emisja większa o 1 g CO2/km oznaczała 5 euro opłaty za każdy sprzedany egzemplarz samochodu, za 2 g było to 15, za 3 g – 25 euro, a za każdy kolejny już 95 euro. Teraz już pierwszy gram pod normę to koszt 95 euro. Według wyliczeń PA Consulting wielu europejskich producentów samochodów zapłaci spore kary, nawet biorąc pod uwagę ich plany wprowadzania nowych modeli z napędem niskoemisyjnym. Volkswagen może zapłacić rekordowe 1.4 miliarda euro, Fiat nawet 700 milionów euro, Hyundai-Kia kolejne 300 milionów, a Ford około 430 milionów. W tej chwili bezpieczna jest w zasadzie tylko Toyota, konsorcjum Renault-Nissan-Mitsubishi, Volvo oraz Honda. Szczególnie ta pierwsza marka powinna być mocno z przodu dzięki swoim wieloletnim inwestycjom w napędy hybrydowe.

Inni producenci będą musieli kombinować. Dzisiaj pojawiła się informacja, że koncern FCA (Fiat-Chrysler) zamierza wejść w kooperacje z Teslą i wliczać jej auta sprzedane w Europie do swojego portfolio, oczywiście w zamian za odpowiednią opłatę, która i tak będzie niższa niż potencjalne kary. Tesla zarabia zresztą już w ten sposób w USA. FCA w swojej ofercie ma zaledwie 1 silnik, który w tej chwili spełnia normy przewidziane na 2021 rok, więc musi szukać innych rozwiązań. Inni producenci rozważają nawet zmniejszenie sprzedaży lub przerzucenie kar na klientów, czyli podniesienie cen swoich aut. To oznacza jednak spadek konkurencyjności i w rezultacie prawdopodobny spadek sprzedaży. Organizacje zrzeszające producentów samochodów alarmują, że może to doprowadzić do kryzysu w branży, która zatrudnia miliony pracowników.

Szacuje się, że samochody osobowe odpowiadają za około 10% emisji CO2 do atmosfery w Europie. Nie jest to mało, ale wydaje się, że cele jakie narzuca UE są nieadekwatne do szkodliwości, a mogą zagrozić bardzo dużemu sektorowi gospodarki. Najbliższe 2 lata będą tutaj kluczowe dla przyszłości wielu koncernów, a Tesla, której niektórzy wieszczą upadek, znajduje się na uprzywilejowanej pozycji. I co jeśli samochody spalinowe zwyczajnie przestanie się opłacać produkować?