Moje przemyślenia

Moje wrażenia z uczestnictwa w Startup Weekend w Szczecinie

SB
Szymon Barczak
22

Do tej pory na łamach Antyweba pojawiły się wrażenia z dwóch polskich imprez z cyklu Startup Weekend, jednak ta będzie pierwsza, która powie o tym, jak wygląda to od strony uczestnika. Wziąłem udział w Szczecin Startup Weekendzie jako osoba nietechniczna i choć mój projekt się nie sprawdził, projekt...

Do tej pory na łamach Antyweba pojawiły się wrażenia z dwóch polskich imprez z cyklu Startup Weekend, jednak ta będzie pierwsza, która powie o tym, jak wygląda to od strony uczestnika. Wziąłem udział w Szczecin Startup Weekendzie jako osoba nietechniczna i choć mój projekt się nie sprawdził, projekt, do którego dołączyłem również, to mimo tego uważam, że takie imprezy są naprawdę rewelacyjne. Kilkadziesiąt osób siedzących w branży plus mentorzy i jury sprawiają, że jakikolwiek projekt zostanie nieźle przemaglowany i dopracowany do perfekcji już w etapie zalążkowym. Myślę, że na tego typu imprezie warto pojawić się nawet jako gość, gdyż liczba pozytywnie nastawionych i otwartych osób, które są gotowi służyć pomocą jest naprawdę duża, skupisko takich ludzi jest naprawdę unikalne.

Do Szczecina trudno się dostać

Rejestracja na Szczecin Startup Weekend przebiegała bez problemów. W szybkim czasie dostałem podstawowe informacje na temat imprezy, po czym po pewnym czasie w mojej skrzynce pojawiło się jeszcze kilka maili precyzujących reguły startup weekendu czy też zawierające wskazówki odnośnie dojazdu. Dojazd nie był specjalnie trudny, chociaż poradnik organizatorów w moim przypadku w ogóle się nie sprawdził.

O ile warszawski czy poznański startup weekend zebrał naprawdę spore grono mentorów i uczestników, w przypadku Szczecina było znacznie gorzej. Samych uczestników było około 50, wśród których programistów można było policzyć na palcach ręki, natomiast grafików było zaledwie trzech! Spora dysproporcja sprawiła, że niektóre projekty w ogóle nie miały szans być realizowane. Organizatorzy naprawdę się przyłożyli, jednak niestety nie przeskoczą faktu, że Szczecin znajduje się w niekorzystnej lokalizacji, dlatego dotarło znacznie mniej uczestników i mentorów, niż na edycje w Poznaniu czy Warszawie.

Wszyscy oczekiwali na koniec przemówień, żeby móc już formować zespoły

Nie do końca podobało mi się to, że przemówienia wybranych mentorów i jury były nie do uniknięcia. Ustawiono je w agendzie tak, że byli na nich wszyscy uczestnicy, gdyż praktycznie oczekiwali końca, aż w końcu będą mogli pitchować. Z powodu tego, że pitchowanie zostało przerzucone na przerwę po przemówieniach mentorów, spora część zebranych nie dotarła do salki kinowej, która na czas imprezy pełniła funkcję sali konferencyjnej. Pitchowałem mój projekt jako pierwszy i widziałem, że połowa sali była pusta, z tego powodu wiele osób później zwracało się do mnie z pytaniami, czym jest mój projekt, bo nie mieli okazji być na mojej prezentacji. Samo pitchowanie to ogromny stres i z perspektywy czasu zachęcam wszystkich wybierających się na tego typu imprezę, by nauczyli się swojej prezentacji na pamięć. Wypisanie sobie treści prezentacji i przeczytanie jej kilkukrotnie nie wystarcza - wiem z autopsji :)



Podobała mi się idea przekazywania przypinek osobom, których projekty chcieliśmy wesprzeć. Polegało to na tym, iż każdy uczestnik otrzymywał przypinkę o kolorze świadczącym o tym, czy zalicza się do programistów, grafików czy business specialist. Oczywiście tych ostatnich było najwięcej, ba, sam dumnie paradowałem z niebieską przypinką :) Wybieranie projektu polegało na przekazaniu swojej przypinki osobie, która prezentowała projekt. Niepodważalną, żelazną zasadą było to, że rozwijany projekt musiał zdobyć minimum trzech uczestników, najlepiej o różnej profesji, aby w ogóle został zaakceptowany w startup weekendzie.

Realizowane projekty

Odnośnie samych projektów, szczególnie blisko byłem z Bileterem, któremu niestety nie udało się ze względu na konsultację z mentorem, która spowodowała zmianę modelu biznesowego o 180 stopni. Doświadczenie było jednak naprawdę niezapomniane. Razem z Michałem i Jakubem z Kibic Polski projektowaliśmy logiczną część aplikacji wraz z interfejsem. Rewelacja.

Następnie przyglądałem się głównie dwóm projektom - StreetAd oraz Vinesty. StreetAd to bardzo fajny pomysł, który rzeczywiście ma potencjał biznesowy. Jest to narzędzie, które ma łączyć ze sobą dwa typy klientów - właścicieli ekranów LCD, które wyświetlają reklamy oraz strony zainteresowane szeroką kampanią reklamową w tego typu formie. Startup wychodzi na przeciw obu stronom, gdyż obecnie duże agencje chcące uruchomić dużą kampanię, zmuszone są do kontaktowania się z każdą firmą, czy wręcz pojedynczym właścicielem danego ekranu. Z pomocą StreetAd mogliby uprościć ten proces do kilku kliknięć. Właściciele ekranów natomiast mieliby większy zysk z powodu większej liczby klientów na zasadzie łatwiej się reklamować, pojawia się więcej reklamodawców. Nie do końca rozumiałem jednak, o co chodziło jednemu z twórców pod względem integracji społeczności. Dla mnie to startup B2B i nie mieszałbym w to postronnych osób trzecich, a profil na Facebooku byłby zbędny, podczas gdy widżet Facebooka pojawił się na stronie głównej projektu.

Vinesty to przykład na to, jak w prosty sposób zbudować rewelacyjny produkt, opierając się głównie o gotowe w sieci narzędzia. Startup ten to przede wszystkim aplikacja mobilna na iPhone, której zadaniem jest ułatwić użytkownikowi wybór najlepszego wina. Vinesty daje możliwość zeskanowania etykiety (tak, nie kodu kreskowego, a etykiety!) wina, po czym wyświetla opinie na jego temat oraz mapkę z miejscami, gdzie i za ile możemy je nabyć. Do tego dochodzi strumień z najnowszymi ocenami i opiniami, który daje nam możliwość wypróbowania wina, o którym nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Twórcy Vinesty wcale nie tworzyli systemu wykrywania etykiet win, wykorzystali gotowe narzędzie TU NAZWA.

Nie do końca rozumiem natomiast ideę TaskBeat. Podczas Szczecin Startup Weekendu realizowana była aplikacja na Androida dla tego startupu. Myślę, że firma, która ten projekt realizuje z pewnością miała zasoby nie tyle ludzkie, co nawet finansowe, a udział w imprezie został zaplanowany jako działanie promocyjne. Tak czy inaczej, zapisałem się do betatestów, gdyż nie przyjrzałem się dokładnie projektowi. Prawda jest jednak taka, że na tym rynku konkurencja jest spora. Sam do projektów wykorzystuję BaseCampa, a do zadań osobistych Doit.im, jak podawałem w wywiadzie dla Produktywnie.pl. Naprawdę trudno byłoby mnie przekonać do przejścia na inne narzędzie. Mówiąc kolokwialnie nowe rozwiązanie musiałoby po prostu urywać dupę, bo w przeciwnym razie nie miałbym ochoty migrować. Potrzebny jest czas na migrację, na opanowanie nowego narzędzia itp., a w dzisiejszych czasach nikt tego czasu nie ma :) Wiem też, że w przypadku wielu firm z mniejszym lub większym powodzeniem sprawdza się Zoho z pakietem do zarządzania projektami.

Zwyciężył ScatchApp, ale gdzie znaleźć o nim informacje?

Na Szczecin Startup Weekend zwyciężył ScatchApp. Szkoda, że nie mogłem dowiedzieć się o tym z sieci, a musiałem od osób poznanych podczas imprezy. Oficjalnym kanałem informacyjnym był Twitter z tagiem #swsz, jednak nie wszyscy korzystają z tego narzędzia. Na stronie głównej szczecińskiego startup weekendu nadal nie ma żadnych szczegółowych infomacji na temat projektów, zwłaszcza zwycięskich, co jest moim zdaniem naprawdę sporym zaniedbaniem. Jak już mówiłem, podczas samej imprezy spędziłem czas z twórcami Biletera, StreetAda i Vinesty, nie miałem okazji dokładnie przyjrzeć się ScatchAppowi Gdy usłyszałem, że wygrał, koniecznie chciałem zaczerpnąć informacje na jego temat, jednak nie było skąd.



Udało mi się jednak nadrobić zaległości między innymi dzięki filmikom, które nagrywał Borys Musielak. Na jednym z nich twórca zwycięzkiego startupa opisuje główną ideę, demonstrując ją na prototypie. W skrócie chodzi o to, aby za pomocą urządzenia mobilnego przenosić rysunki, szkice do formy cyfrowej. Prototyp działa, a ja już czekam na integrację z Balsamiq Mockups :) W tym miejscu zachęcam także do obejrzenia nagrania z twórcą Vinesty.

Ogólna organizacja imprezy

Organizatorom należą się brawa za zdobycie sponsoringu, dzięki któremu każdy team od samego początku miał z głowy kwestie typu serwer pod hosting projektu - każdy zespół otrzymywał pięćdziesięciodolarowy kupon na usługi cloud-computingu Amazonu. Oprócz tego w puli pojawiło się wiele przydatnych startupom nagród typu usługi konsultacji prawniczej czy certyfikat SSL.

Samą organizację oceniam natomiast na czwórkę. Kawa zdecydowanie powinna być przy startupowcach, a nie piętro wyżej - i to nie tylko moje zdanie. Problemem było również to, że jedzenie było naprawdę dobre, jednak firma cateringowa przywoziła je już zimne. Fajnie, że budynek, w którym odbywała się impreza był otwarty całą noc, bo kilka osób nocowało tam, w tym również ja :)

Robertowi Królowi chciałem natomiast podziękować za włożenie serca w integrację osób podczas afterparty :) Naprawdę się wybawiłem. Robert, wiceprezes Netcampa, to bardzo entuzjastyczna i rozrywkowa osoba, dzięki której Szczecin Startup Weekend będzie kojarzył mi się nie tylko z ciężką pracą umysłową, ale również i dobrą zabawą przy piwie.

Podsumowanie

Udział w tego typu imprezie jest naprawdę rewelacyjnym doświadczeniem. Warto się wybrać na startup weekend, bo nie tylko otrzymujemy solidny feedback odnośnie naszego projektu, nawet jeśli nie będzie realizowany podczas imprezy, ale również poznajemy mnóstwo ciekawych ludzi, czy spędzamy czas w kreatywny sposób. Jeśli do tej pory wahałeś się, zdecydowanie polecam Ci udział w dowolnym startup weekendzie.

Więcej informacji

Więcej informacji na temat imprezy można znaleźć na Dzienniku Internautów, skąd pochodzą zdjęcia wykorzystane w tym wpisie oraz na oficjalnej stronie, gdzie zawarte są między innymi sylwetki jury czy mentorów.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Startupstartup weekendSzczecin