30

Majdan, cycki, PAP i misja na Marsa

Jaką prasę czytacie na co dzień? Jakie są Wasze zainteresowania? Czy wykraczają poza cycki Dody, Siwiec i Herbuś? Na pewno tak. Niestety, według polskich mediów stanowczo nie. Wczoraj można było oglądać na żywo w HD jedno z ważniejszych wydarzeń mijającego roku – start rakiety zmierzającej w kierunku Marsa. Niestety, ciężko było znaleźć jakąkolwiek zapowiedź w […]

Jaką prasę czytacie na co dzień? Jakie są Wasze zainteresowania? Czy wykraczają poza cycki Dody, Siwiec i Herbuś? Na pewno tak. Niestety, według polskich mediów stanowczo nie. Wczoraj można było oglądać na żywo w HD jedno z ważniejszych wydarzeń mijającego roku – start rakiety zmierzającej w kierunku Marsa. Niestety, ciężko było znaleźć jakąkolwiek zapowiedź w popularnych polskich mediach. Poza tęczą, Smoleńskiem i zegarkiem Nowaka bodaj najważniejszą informacją wczoraj było to, że Radek Majdan zrobił ranking najlepszych cycków polskiego show-biznesu. Witamy w Polsce.

Jeśli media kształtują poziom, to od dawna mamy rękę w nocniku i zwykłe mydło już nie pomoże. Jeśli zasiądziecie do google’a i wpiszecie słowo „MAVEN”, przekonacie się, że już post factum Polska Agencja Prasowa opublikowała krótką, suchą depeszę, którą w mediach po prostu przedrukowano. Dowiecie się z niej, że rakieta wystartowała, kiedy doleci i która to misja z kolei. Mniej tego, niż wczoraj o Majdanie. Ot, tyle akurat treści, by starczyło na dwa machy fajką na przystanku, gdy czekając na autobus, czytamy poranną darmówkę.

I wierzcie mi, machnąłbym na to wszystko ręką, gdyby nie fakt, że wczoraj w domu 10-letnie dziecko wlepiało wielkie jak spodki oczy w ekran komputera, obserwując start misji na Marsa. Bo to naprawdę było interesujące i piękne, a każdy mógł wydarzenie obserwować całkowicie za darmo.

Ja tymczasem drugim okiem rzucałem w przyciszony telewizor, obserwując Wiadomości. Powiedzą, nie powiedzą? Nie powiedzieli. W Polsce są sprawy ważniejsze – a najważniejszą dla mediów jest człowieka przybić, dobić, wyżąć i Bóg wie, co jeszcze. Bo ponure, złe w wymowie informacje budzą emocje, a emocje to większa oglądalność. Tego, że te emocje przekładają się potem na rzucanie kostką brukową lub samospalenia, nikt już jakoś w redakcjach nie dostrzega. A może przeciwnie? W końcu to też dobre tematy. Spirala się więc kręci, szmalec za reklamy spływa, kasa się zgadza, szafa gra. A że naród ciemny? Tym lepiej.

Pułkownik Hadfield

Czy nauka może być interesująca? Czy można ją popularyzować? Czy jest w tym jakikolwiek sens? Wyważę otwarte drzwi i odpowiem: tak, tak i tak. Moje pokolenie (i te wcześniejsze) wie o tym doskonale – mieliśmy Sondę, Deltę, Małą Deltę, Szkiełko i Oko. Dziś też znajdziecie w kiosku pisma popularnonaukowe, ale przysłaniają je silikonowe cycki polskich celebrytek. Zróbcie test – wejdźcie do saloniku prasowego, zamknijcie oczy i wyciągnijcie na ślepo rękę w stronę czasopism – gwarantuję Wam wysokie prawdopodobieństwo trafienia w czyjś dekolt.

Tymczasem w krajach cywilizowanych nauka, a szczególnie tematyka eksploracji kosmosu to dziedzina szalenie popularna. Jeśli rzucę Wam hasło „kosmonauta z Kanady”, z czym się Wam skojarzy? Z niczym, nie czarujmy się. Kosmonauta to taki ziomek, co lata w kosmos, a Kanada jest powyżej Stanów Zjednoczonych i wszystkie informacje na jej temat znamy jedynie z South Parku.

Tymczasem wspomnianym kosmonauta z Kanady jest pułkownik Chris Hadfield, który poleciał wahadłowcem Atlantis na stację Mir (1995 r.) oraz wahadłowcem Endeavour (2001 r.) i Sojuzem (2012 r.) na Międzynarodową Stację Kosmiczną, gdzie spędził sześć miesięcy. W czasie, gdy u nas rządziła polska Angelina i podobne wynalazki, w cywilizowanych krajach Zachodu celebrytą został właśnie pan pułkownik. I nie dlatego, że zrobił komuś dobrze w toalecie czy pokazał pod prysznicem goły tyłek.

Hadfield zasłynął jako szalenie sympatyczny i niepozbawiony poczucia humoru astronauta, popularyzujący w sieci badania kosmiczne i publikujący co dzień na Facebooku wspaniałe zdjęcia Ziemi z orbity. Kto śledzi działalność pułkownika, ten wie, że nie zapomniał on również o Polsce i Warszawie. Hadfield dokonał też czegoś zjawiskowego – zaśpiewał w stanie nieważkości, na pokładzie ISS kultową piosenkę Davida Bowie „Space Oddity” z 1969 roku (przy okazji w mistrzowski sposób piętnującą tabloidyzację mediów). Ile osób obejrzało to na Youtube? 19 milionów!

Na Facebooku pułkownik ma 546 tysięcy fanów, przeszło dwa razy więcej niż Doda, choć takich zdjęć u niego nie znajdziecie… Nie, żebym miał coś przciw gołym cyckom. Ja nie Terlikowski. Sęk w tym, że gdy mam ochotę je obejrzeć, sięgam po źródła dla dorosłych. W ogólnodostępnych mediach chciałbym jednak widzieć inne treści, rozwijające we mnie coś więcej, niż tylko libido.

MAVEN

To właśnie Hadfield poinformował wczoraj o starcie rakiety. Dzięki niemu i kilku zachodnim źródłom wczoraj po południu zasiadłem do komputera i włączyłem telewizję NASA, dowiadując się więcej o misji, słuchając ciekawych wywiadów, oglądając prace w centrum kontroli lotów i samą rakietę. Start nastąpił o godzinie 19.28 naszego czasu. Potem można było obejrzeć powtórki z każdej możliwej kamery.

hadfield

Jak wspomniałem, w tym samym czasie jednym okiem rzucałem w Wiadomości TVP z nadzieją, że Polacy zobaczyć będą mogli to, co ja oglądałem właśnie na ekranie komputera. Niestety, misja na Marsa okazała się nieistotna w obliczu wizyty Tuska w Pułtusku i „rewolucyjnyego” pomysłu na sprzedaż lekarstwa na serce, którym to specyfikiem okazał się być… różaniec ze świętym obrazkiem. To, że TVP dokonała tu kryptoreklamy komercyjnego produktu, to temat na osobny artykuł i skargę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Póki co spuśćmy na to zasłonę milczenia, a wróćmy do misji na Marsa.

MAVEN (Mars Atmosphere and Volatile EvolutioN) jest częścią programu Mars Scout. Wczoraj rakieta Atlas V wyniosła w kosmos sondę, która 22 września przyszłego roku znajdzie się na orbicie Marsa.

Przeznaczona jest do badania górnej atmosfery i jonosfery Marsa oraz ich oddziaływania z wiatrem słonecznym. W szczególności badania będą skupione na określeniu tempa utraty lotnych związków oraz wpływu tego procesu na atmosferę i klimat Marsa. Przed sondą cztery główne cele naukowe: (1) zbadanie procesu ucieczki lotnych związków z atmosfery Marsa oraz jego zmienności w czasie; (2) określenie obecnego stanu górnej atmosfery i jonosfery tej planety oraz ich oddziaływania z wiatrem słonecznym; (3) zbadanie obecnego tempa ucieczki gazów i jonów z atmosfery w przestrzeń kosmiczną; (4) określenie stosunku stabilnych izotopów, który jest wskaźnikiem tempa procesu utraty w przeszłości. (źródło)

Według naukowców Mars miał kiedyś atmosferę podobną ziemskiej, jednak w tajemniczy sposób zanikło tam ochronne pole magnetyczne. Jak do tego doszło? Czy Ziemia narażona jest na podobną ewentualność? Na te pytania ma odpowiedzieć analiza danych zebranych przez sondę MAVEN.

Minuta dla nauki

Nigdy nie twierdziłem, że w kinach powinny emitowane być tylko filmy ambitne, a w TV – teatry i informacje naukowe. Nie o to chodzi. Problem leży w całkowitej tabloidyzacji mediów. Cycki, krew, tęcza, Smoleńsk – to współczesna mantra polskich środków masowego przekazu. Wiadomości TVP nie znalazły wczoraj minuty na informację o starcie rakiety.

Pamiętam czasy, gdy za próbę sfotografowania radzieckiego lotniska można było zarobić kulkę w łeb, a zdjęcia lotnicze i satelitarne (ba, nawet dokładne mapy topograficzne!) były tajemnicą wojskową. Dziś możemy z domu oglądać na żywo start rakiety z amerykańskiego kosmodromu w jakości HD. Mało tego, w każdej chwili możemy włączyć google maps, by miejsce startu obejrzeć ze szczegółami. To moment triumfu nie tylko nauki i technologii, ale też demokracji i wolności. Szkoda, że media tradycyjnie przegapiły tak ważne wydarzenie…

 

Fot. w nagłówku: NASA