55

„Kto pierwszy podbije kosmos dostanie szóstkę”, dlaczego nie uczymy dzieci grania?

Początek roku szkolnego, to dobry okres na debatę nad stanem polskiej edukacji. Ostatnio na topie są zwłaszcza tematy związane z wuefami i tym jak bardzo dzieci stronią od aktywności ruchowej. Cała ta dyskusja spowodowała jednak, że do głowy wpadł mi pewien pomysł, który co prawda raczej nie ma szans na realizację, ale pewnie cieszyłby się […]

Początek roku szkolnego, to dobry okres na debatę nad stanem polskiej edukacji. Ostatnio na topie są zwłaszcza tematy związane z wuefami i tym jak bardzo dzieci stronią od aktywności ruchowej. Cała ta dyskusja spowodowała jednak, że do głowy wpadł mi pewien pomysł, który co prawda raczej nie ma szans na realizację, ale pewnie cieszyłby się dużym powodzeniem wśród najmłodszych – nauka grania w gry.

Ostatnio moje wyobrażenie o polskich podstawówkach zdecydowanie się poprawiło. Od września ma bowiem wystartować w nich program „Mistrzowie Kodowania”. Zakłada on, że w dzieci z klas 4-6 będą uczyły się programowania w Scratchu, najlepszym języku dla adeptów kodowania.

Jest to świetna idea, tylko szkoda, że tak późno. Taka np. Estonia ma to u siebie już od dawna, czego efekty widać w stopniu zinformatyzowania tego kraju. To prawda, że pod względem cyfryzacji jesteśmy lata świetlne za innymi krajami. Zupełnie inaczej wygląda u nas kultura jak wytworzyła się wokół nowych technologii.

Zajmę się tutaj szczegółowiej zwłaszcza grami. Jeszcze kilka lat temu panowało (mam nadzieję, że użycie czasu przeszłego jest właściwe) w Polsce przekonanie, że gry to rozrywka tylko dla gimbazy, która zza swoich grubych szkieł, nie widzi zupełnie świata zewnętrznego. Z gier miało się wyrastać, bo przecież pad nie pasuje zupełnie do ustatkowanego człowieka.

Walka z tym stanowiskiem, jest jak kopanie leżącego po uprzednim wyrzuceniu go do rynsztoka, wiec sobie ją daruję, bo teraz granie postrzega się wręcz jako wiodącą rozrywkę, ale w dalszym ciągu daleko nam do takich krezusów jak Korea Południowa. Tam, jeśli północny sąsiad jest spokojny, to całe wieczorne wiadomości mogą być relacją z finałów rozgrywek np. w Starcrafta.

Jak popchnąć polską rzeczywistość do przodu?

A gdyby tak zacząć nauczać dzieci gry w szkołach? Wiadomo przecież, że są gatunki, które korzystnie wpływają na pracę mózgu. Strategie czy przygodówi poprawiają logiczne myślenie, a także uczą rozwiązywania problemów.

Wyobraźmy sobie np. takie zadanie w grze The Settlers. Nauczyciel mówi:

Dziś kochane dzieciaczki, pogramy sobie w Osadników. Macie 45 minut na zbudowanie wioski, która będzie miała x mieszkańców, y budynków, a także albo zniszczy sąsiadów, albo podpisze z nimi pokój. Ten kto zdobędzie najwięcej punktów dostanie 6. Jeśli ktoś zostanie podbity przez konkurentów, to będę zmuszony porozmawiać z jego rodzicami. Czas start!

Abstrahując tu od bezstresowej edukacji, która jest mitem w dobie korporacyjnego wyścigu szczurów, uważam, że taka przyszłość wcale nie byłaby taka zła. Należałoby oczywiście odpowiednio edukować młode pokolenie i nauczyć je właściwego dawkowania sobie czasu przed monitorem.

Takie sprawdziany umiejętności nie różnią się przecież zbytnio, od egzaminów wykorzystujących zanikającą sztukę myślenia. A polskie szkoły niestety w dalszym ciągu nastawione są na zakuwanie nikomu niepotrzebnych wiadomości.

Rząd USA nie działa przecież po omacku wykorzystując America’s Army do rekrutacji nowych kadetów. Czasy się zmieniają i po prostu coraz więcej dzieje się z systemie zero-jedynkowym. Nie twierdzę oczywiście, ze należałoby dawać przedszkolakom do ręki myszki i pokazywać jak przeładowywać karabinek maszynowy, ale już taka Kurka Wodna byłaby na miejscu.

Kolejnej rewolucji informatycznej nie możemy po prostu przespać, a chciałbym, żeby kiedyś tak jak o Estonii mówi się, że jest Tygrysem Europy, tak Polska z Zielonej Wyspy przeistoczyła się chociażby w lwiątko.

Foto