15

Kolejna uczelnia banuje smartwatche. Co potem – zakaz noszenia okularów?

Zakaz wnoszenia na sale egzaminacyjne smartfonów czy tabletów nie jest dzisiaj czymś rzadko spotykanym. Standardem staje się raczej to, że wyciągnięcie takiego urządzenia podczas pisania może przysporzyć kłopotów. Lista zbanowaych narzędzi będzie pewnie rosnąć, kolejne uczelnie zabraniają korzystania np. z zegarków (nie tylko smartwatchy). Wiadomo jednak, że technologia cały czas się rozwija – za jakiś […]

Zakaz wnoszenia na sale egzaminacyjne smartfonów czy tabletów nie jest dzisiaj czymś rzadko spotykanym. Standardem staje się raczej to, że wyciągnięcie takiego urządzenia podczas pisania może przysporzyć kłopotów. Lista zbanowaych narzędzi będzie pewnie rosnąć, kolejne uczelnie zabraniają korzystania np. z zegarków (nie tylko smartwatchy). Wiadomo jednak, że technologia cały czas się rozwija – za jakiś czas w użyciu mogą być soczewki z wyświetlaczem. I co wtedy?

Zegarki zostawcie w domu

Media donoszą dzisiaj o decyzji Uniwersytetu Kioto, jednej z najbardziej renomowanych uczelni w Kraju Kwitnącej Wiśni. Władze szkoły zdecydowały, że studenci nie mogą wnosić na sale egzaminacyjne zegarków. Dotyczy to wszystkich czasomierzy – nie tylko smartwatchy. Powód? Z pomocą tego sprzętu można przecież ściągać, w nieuczciwy sposób pomagać sobie zdobywając przewagę nad innymi. Z inteligentnymi zegarkami sprawa jest jasna. Ale dlaczego zbanowano także tradycyjne czasomierze? Odpowiedź jest prosta: by nie było wątpliwości. Po co pracownicy uczelni mają się zastanawiać, jak sklasyfikować dany model? Zaproponowane rozwiązanie definitywnie kończy problem. Pozornie, ale o tym za chwilę.

TAG_Heuer_Connected_4

Decyzja japońskiej uczelni przyciąga uwagę dziennikarzy czy blogerów, ale trzeba mieć na uwadze, że Japończycy nie są na tym polu pionierami: już od kilku kwartałów pojawiają się doniesienia o szkołach, które wprowadzają zakaz korzystania ze smartwatchy – szczególnie podczas egzaminów. Należy się spodziewać, że za jakiś czas będzie to norma. Pewnie spora część wykładowców nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak można wykorzystać ten sprzęt, ale to będzie się zmieniać. Niebawem uczeń czy student przystępujący do egzaminu będzie pokazywać nadgarstki.

Smartfony, smartwatche i co dalej?

Od dawna piszemy o tym, że zmierzamy do celu, w którym wszystko lub prawie wszystko jest smart. Każdy przedmiot z naszego otoczenia będzie mógł stanowić część Internetu rzeczy. Już teraz powstaje np. inteligentna odzież. Może się przydać m.in. osobom uprawiającym sport. Ale przecież można założyć, że powstanie i taki produkt, który ułatwi zadanie osobom ściągającym na egzaminie. Albo zostanie tak zmodyfikowany, by osiągnąć ten cel. Wszyć wyświetlacz w rękaw nie będzie pewnie trudno.

Idąc krok dalej, można zadać pytanie o okulary. Mieliśmy już Google Glass – część wykładowców pewnie nie pomyślałaby, że ten sprzęt zawiera ekran. A teraz załóżmy, że takie urządzenie nie różni się zbytnio pod względem wyglądu od zwykłych okularów. Rozwiązując ten problem tak, jak ma to miejsce w przypadku zegarków na Uniwersytecie Kioto, należałoby zakazać ludziom noszenia okularów podczas egzaminów. Poprzeczka zostanie zawieszona jeszcze wyżej, gdy na rynek trafią inteligentne soczewki – przecież prace nad tym produktem trwają. Nie twierdzę, że pojawi się on w sprzedaży za rok, ale kiedyś może do tego dojść. I co wtedy? Studenci będą się przebierać w specjalne uniformy przed egzaminem, a ich ciała będą skanowane na obecność elektroniki?

Stary system, nowe rozwiązania

Wspomniane skanowanie może i brzmi niedorzecznie albo śmiesznie, ale przywołam swój tekst sprzed kilku miesiecy – pisałem wówczas o dronie, który ma monitorować abiturientów podczas egzaminu w Chinach. To pomysł władz uczelni na walkę z nowymi technologiami wykorzystywanymi przez osoby ściągające. mocne, lecz studenci wymyślą pewnie coś, by obejść tę przeszkodę. Wymyśliliby coś, gdyby pojawiły się systemy zagłuszające sygnały radiowe, zlazłyby się też sposoby na wspomniane skanowanie. Potrzeba matką wynalazku – po prostu.

Problem polega na tym, że trudno będzie znaleźć rozwiązanie, które zakończyłoby ten swoisty wyścig wykładowców i studentów. Nie brakuje osób, które przekonują, że problemem nie jest tu niekompetencja pracowników uczelni czy pomysłowość nieuczciwych studentów – winny jest system. Przestarzały system, w którym nie bierze się pod uwagę rozwoju technologicznego, zmian, jakim uległa nasza cywilizacja. Naucza się i sprawdza wiedzę według metod wypracowanych dziesiątki, a nawet setki lat temu. Może zatem czas zmienić system, dostosować go do rzeczywistości, zamiast walczyć z postępem? Na razie trwają dyskusje na ten temat. Jednocześnie jest pewne, że problem będzie wracał. Coraz częściej.