7

Facebook zrobi porządki w Twojej serwerowni

Jest to tekst Jacka Artymiaka, który tworzy serwisBackstand.com. Dużo się ostatnio pisze nt. Facebooka i to nie zawsze w przychylnym tonie. Ja również nie jestem fanem wszystkich poczynań tej firmy, ale też byłoby niesprawiedliwe oskarżanie ich o wszystko co złe poza „trzęsieniami Ziemi i kokluszem”. Nie trzeba bowiem daleko szukać, żeby przekonać się o tym […]

Jest to tekst Jacka Artymiaka, który tworzy serwisBackstand.com.

Dużo się ostatnio pisze nt. Facebooka i to nie zawsze w przychylnym tonie. Ja również nie jestem fanem wszystkich poczynań tej firmy, ale też byłoby niesprawiedliwe oskarżanie ich o wszystko co złe poza „trzęsieniami Ziemi i kokluszem”. Nie trzeba bowiem daleko szukać, żeby przekonać się o tym iż Facebook robi dużo dobrego dla startupowiczów oraz innych firm z branży IT.

Facebook, podobnie jak Google, powstał na bazie narzędzi i technologii Open Source, z których czerpie pełną garścią. Pisałem już kiedyś o tym, że dużo też daje z powrotem, chociaż oczywiście samego kodu źródłowego Facebooka dostać nie możemy. Zresztą, nie przydałby się nam na wiele, bo musielibyśmy też skopiować serwerownie, na które nie byłoby nas zwyczajnie stać. Ale i tak, to co dostajemy od Facebooka pomaga wielu startupom: serwer Tornado, łaty do Varnisha oraz wiele innych projektów, z których korzystamy. To wszystko są bardzo przydatne narzędzia, ale mało kto wie jak Facebook wymusza zmiany na rynku serwerów i serwerowni.

Zwiększanie wydajności zasilaczy czy zmniejszanie zużycia energii w systemach chłodzących serwerowni to nie są tematy, o których mówi się z wypiekami na twarzy, ale chodzi tam o konkretne pieniądze, więc jeśli można zaoszczędzić kikadziesiąt milionów dolarów rocznie to warto na to wydać nawet kilkanaście milionów.

Ponieważ Facebook korzysta z dziesiątków tysięcy serwerów,(w 2010 mieli ich prawdopodobnie ponad 60 000) jest klientem na tyle dużym, że może zażyczyć sobie budowę serwerów według własnej specyfikacji sprzętowej. Niewiele jest takich firm na świecie i zwykle takie zamówienia są chronione ścisłą tajemnicą. Tymczasem Facebook udostępnił specyfikację sprzętową na zasadach Open Source w ramach projektu OpenCompute słusznie zakładając, że najlepsze umysły z branży niekoniecznie pracują dla nich i że zaprzęgając do pracy za darmo konkurencję zyski, które z tego procesu osiągnie będą większe niż koszt trzymania tego projektu pod kluczem.

Nie jest to może zdarzenie tak rewolucyjne i działające na wyobraźnię jak premiera iPada, ale nie mniej ważne dla nas wszystkich ponieważ obniżenie kosztów korzystania z mocy obliczeniowej doprowadzi do zwiększenia jej ilości, co umożliwi powstanie jeszcze bardziej zaawansowanych usług. A to w sposób pośredni jeszcze bardziej zmieni nasze codzienne życie.

Kto nie wierzy, niech przypomni sobie, ostatni raz zrobił to IBM ze swoim PC i wiadomo jak się to skończyło. Po cichu liczę na to, że nadajdzie wkrótce mała rewolucja w serwerowniach, która pozwoli zaoszczędzić wszystkim niemałe pieniądze na hostingu. A oszczędności zostaną wykorzystana na zamianę pizzy na kod, co jest zawsze lepszą inwestycją niż zamiana pieniędzy na spaliny.

Korzystają na tym wszyscy, zarówno dostawcy sprzetu jak i mniejsi klienci, ponieważ osiągane w ten sposób oszczędności przechodzą na nich a ekonomia skali wymusza obniżkę cen także dla Facebooka, więc jest to dobre dla każdego.

Co na to producenci sprzętu? Czy oni na tym nie tracą? Nie, oni też na tym zyskują, bo sprzedają więcej oraz nie mają problemu niesprzedanego sprzętu w mało popularnych konfiguracjach.

A zatem Facebook to nie samo zło, ale też sporo dobrego. Warto o tym pamiętać, kiedy zaczynamy się zapędzać w krytyce firmy Marka Zuckerberga. Bo jego firma jest w tej chwili jednym z największych graczy na rynku Open Hardware/Open Source Hardware i pomaga zrealizować marzenie o otwartej platformie sprzętowej, której „właścicielami” są wszyscy i nikt co pomaga ją chronić przez zapędami prawników patentowych.

Po co o tym piszę? Od lat narzekamy na to, że polscy inżynierowie, konstruktorzy, programiści, naukowcy i biznesmeni nie uczestniczą w budowie nowych technologii, tego co nazywa się ogólnie „przyszłością”. Open Source daje nam taką szansę więc korzystajmy. Realizacja marzeń o mieszkaniu w chacie na Bugiem i uczestniczeniu w projektach, które zmieniają świat nie jest wytworem chorego umysłu, ale całkiem realnym pomysłem na życie