13

Facebook podpadł feministkom, ale… wszystko skończyło się dobrze

Po 40 latach od publikacji nt. traktowania kobiet w Australii, zechciano uczcić okrągłą rocznicę. Napisana przez Ann Summers książka, której tytuł brzmi mniej więcej: „Przeklęte dzi*ki i Boża policja” była dla australijskich feministek swego rodzaju Biblią, nic dziwnego, że tamtejsze tego typu środowiska chciały zrobić z tego wydarzenie – również na Facebooku. I wszystko było […]

Po 40 latach od publikacji nt. traktowania kobiet w Australii, zechciano uczcić okrągłą rocznicę. Napisana przez Ann Summers książka, której tytuł brzmi mniej więcej: „Przeklęte dzi*ki i Boża policja” była dla australijskich feministek swego rodzaju Biblią, nic dziwnego, że tamtejsze tego typu środowiska chciały zrobić z tego wydarzenie – również na Facebooku. I wszystko było dobrze, dopóki nie chciały go promować.

Kiedy aktywistki zechciały zapłacić za reklamę na Facebooku, serwis Zuckerberga odmówił przyjęcia „feministycznych zrebrników”. I jestem pewien, że w całej tej sytuacji nie chodzi o niechęć do feministek. Serwis społecznościowy swoją odmowę uargumentował tym, że wydarzenie promowane nie może nawoływać do nienawiści oraz spełniać kilka innych warunków umieszczania reklam na Facebooku. Bardzo niefortunny dobór wyrazów z tytułu zaowocował tym, że reklamę odrzucono. Oczywiście podniesiono wielkie larum.

annesummers

A teraz moje zdanie w tym temacie. Skoro już coś celebrujemy, pilnujmy języka – nawet, jeżeli „jesteśmy feministkami”. To, że Facebook owej reklamy nie przyjął – absolutnie mnie nie dziwi i Ann Summers oraz jej aktywistki nie zostały potraktowane w tej sprawie specjalnie. Już nie wspomnę o negatywnym wizerunku głośnych w mediach (również blogach) feministek. Oczywiście, są również rozsądne kobiety walczące o równe prawa obu płci, jednak sami przyznajcie, że „feministka” z niczym dobrym się nie kojarzy.

Ann Summers udało się jednak dzięki swojemu postowi na Facebooku
zrobić jeszcze większy szum wokół akcji. I choć Facebook nie przyjął reklamy, to jak widzicie – rozpisują się o tym media nie tylko w Australii, ale także i na świecie. Facebook zatem w niektórych przypadkach ma bardzo mało do powiedzenia w kwestii „zasięgów”, tylko trzeba mieć albo szczęście, albo dobrego nosa. Zaś Pani Summers gratuluję i życzę powodzenia.

Grafika: 1