Gry

Electronic Arts rezygnuje z Online Passów – koniec podcinania skrzydeł rynkowi wtórnemu

KO
Kamil Ostrowski
10

Online Pass swego czasu zirytował graczy na całym świecie. Do każdej nowej gry dodawano jednorazowy kod, który pozwalał na zabawę przez sieć. Każdy, kto nabył dany tytuł na rynku wtórnym, tak zwaną „używkę” i chciał korzystać z dobrodziejstw online’u musiał ów kod kupić, zazwyczaj w cenie 10$. Pomys...

Online Pass swego czasu zirytował graczy na całym świecie. Do każdej nowej gry dodawano jednorazowy kod, który pozwalał na zabawę przez sieć. Każdy, kto nabył dany tytuł na rynku wtórnym, tak zwaną „używkę” i chciał korzystać z dobrodziejstw online’u musiał ów kod kupić, zazwyczaj w cenie 10$. Pomysł, pomimo sprzeciwów, podchwycili wszyscy więksi wydawcy, a brać grająca jakoś się do tego przyzwyczaiła. Teraz EA, ta sama firma, która wykonała ten irytujący pionierski ruch, wycofuje się. Dlaczego?

John Reseburg, dyrektor do spraw komunikacji korporacyjnej w firmie Electronic Arts potwierdził te rewelacje podczas konferencji GamesBeat 2013. Żadna nowa gra wydana przez EA nie będzie wymagała Online Passów.

„Pierwotnie uruchomiliśmy (ten system – dop. Kamil Ostrowski) jako próbę zaoferowania pełnego przekroju zawartości i usług online, ale wielu graczy nie odpowiadał ten format. Wsłuchaliśmy się w głos społeczności, w feedback i zadecydowaliśmy, że pora to porzucić i iść dalej”.

Electronic Arts chciało podciąć skrzydła rynkowi wtórnemu. Wdrażając system uzasadniano to posunięcie kosztami utrzymania serwerów. Ten akurat argument dosyć dziwnie brzmi ze strony korporacji, która bardzo chętnie i stosunkowo szybko uśmierca online w swoich tytułach, kiedy ich popularność spada. Jakoś jednak przełknęliśmy tę gorzką pigułkę.

Wydawcy zresztą bardzo chętnie szukają winnych dla swoich słabych wyników finansowych. Kiedy akurat nie pastwią się nad piratami przeliczając ilość ściągniętych kopii, w stosunku 1:1 na ilość niesprzedanych gier, to lubią poskarżyć się na rynek wtórny. Niektórzy wydawcy zresztą odpływają tak daleko, że stawiają osoby, które kupują używane gry, obok piratów.

Jeżeli Electronic Arts wycofuje się z naciągactwa, to pozostaje tylko się z tego powodu cieszyć. Sony niedawno też ostatecznie zaprzeczyło, jakoby PlayStation 4 miało blokować używane gry. Nie wiemy jeszcze tylko jaka będzie polityka Microsoftu w tej kwestii, ale po okresie sporego zmartwienia, powoli chyba możemy zacząć się uspokajać. Rynek wtórny póki co ma się dobrze.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

GryElectronic Artsea