86

Obserwuję, jak młodzi ludzie korzystają z sieci. I… jestem mocno przerażony

Urlop to dobry czas na obserwacje. Podczas gry reszta redakcji w pocie czoła relacjonowała dla Was wydarzenia z CES, ja mogłem w spokoju odwiedzić rodzinę, znajomych i zwyczajnie z nimi pogadać. Zaczęło mi się tak nudzić, że obserwowałem sobie ludzi - na ulicy, na przystankach, w sieci - dosłownie wszędzie. Padło na najmłodszych - tych, którzy niedługo staną się pełnoprawnymi użytkownikami internetu.

Młodzi ludzie w sieci wyznaczają trendy – to od nich zależy, co będzie popularne, a co po krótkiej chwili odejdzie w zapomnienie. Nic zatem dziwnego, że powszechnie mówi się o ich ogromnym wpływie na internet. Podczas, gdy wszyscy widzą ich potencjał – czy to trendogenny, czy też biznesowy… mało kto zastanawia się, jak w ogóle ci ludzie korzystają z dobrodziejstw nowych technologii. A z tym jest pewien problem.

Po pierwsze – bezrefleksyjność

Dla młodych ludzi być obecnym w social media to coś na wzór posiadania „karteczek” w przeszłości. Każdy chciał je mieć. I tak samo – każdy chce być obecnym w mediach społecznościowych. Nabrało to takiego rozpędu, że mimo ograniczeń wiekowych Facebooka, w tym medium zakładają konta dzieciaki – sporo poniżej ustalonej granicy. Wystarczy tylko skłamać, że ma się tyle lat, ile trzeba, by bez przeszkód założyć tam konto. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.

Wierzchołek, bowiem dzieciaki w trakcie korzystania z mediów społecznościowych nie dbają o to, co udostępniają. Nie chodzi tutaj o jakość informacji przekazywanych przez najmłodszych. Dane, którymi w uproszczeniu „handlują” z Facebookiem to często ogromna baza wiedzy o tych użytkownikach. Dzieciaki chętnie chwalą się tym, co posiadają. Udostępniają numery telefonu, co obecnie robią, gdzie przebywają i tak dalej. Nie zastanawiają się nad tym, jakie mogą być konsekwencje nadmiernej i nieprzemyślanej aktywności.

dzieci

Bezrefkelsyjność dzieci w sieci ujawnia się również poprzez łapanie się na akcje z „zafoliowanymi iPhone’ami”, czy „samochodem Lewandowskiego”. Z ciekawości sprawdziłem, jak dużo młodych ludzi złapało się na tą akcję. Co zobaczyłem? Multum kont, gdzie na samych zdjęciach profilowych można określić wiek jako ten grubo poniżej granicy ustalonej przez Facebooka. Wielu z tych młodych ludzi uwierzyło, że jeżeli polubią fanpage, udostępnią post, dadzą komentarz, mogą wylosować Audi od sławnego piłkarza. Nikt nie pomyślał o tym, że po pierwsze – dzieciaki i tak nie mogą brać udziału w konkursach, a po drugie – nie trzeba być geniuszem, by w akcji ujrzeć kompletną ściemę.

Po drugie – brutalizacja języka dzieci

Przechodząc obok szkoły podstawowej miałem przyjemność posłuchać zręcznych wiązanek w wykonaniu chłopców (i dziewczynek), którzy rozmawiali… właściwie nie wiem o czym. Ale temat tak zaabsorbował młodych ludzi, że aż musieli uciec się do mocniejszych sposobów werbalizowania swoich emocji. Przekleństw było tyle, że mimo, iż sam klnę, dzieciaki wyczerpały mój tygodniowy limit. W ciągu kilku minut.

Język rynsztoku niestety przenosi się do sieci. Sam nie byłem święty, kiedy latałem po podwórku, ale młodzi przesadzają. I to mocno. W rozmowach grupowych młodych ludzi lecą ostre inwektywy, w trakcie komentowania treści na Facebooku jest to samo. Dzieciaki obierają sobie słabe autorytety i chętnie naśladują ich zachowanie. Weźmy na celownik czołowych youtuberów kierujących swoje treści do młodych ludzi. Nie mówię tutaj o wszystkich twórcach wideo. Zauważyłem jednak, że im więcej jest hejtu i wyzwisk w filmikach, tym lepszy jest odbiór materiału przez dzieciaki. Bo jest „fajnie”.

Po trzecie – ślepe podążanie za trendami

Lubię rozmawiać z dziećmi – nie chcę być nie „na bieżąco” z tym, czym interesują się młodzi ludzie. 10 – letni chłopak widząc, jak bawię się swoim telefonem oznajmił, że też chce taki. Zapytałem się go, dlaczego.

– Bo iPhone. Chcę takiego i już.

Przytoczyłem młodzikowi kilka argumentów, dlaczego nie powinien rozglądać się za takim telefonem. Dałem mu przykład kilku według mnie lepszych dla niego i znacznie tańszych urządzeń, które spełniłyby jego oczekiwania. Już po chwili okazało się, że chłopak nie ma żadnego argumentu za tym, by wybrać akurat iPhone’a. O ile pominiemy to, że go po prostu chce. A dlaczego chce? Bo reszta też chce. Ale to nie jest nowość wśród młodych ludzi.

Kiedyś szczytem lansu było posiadanie ciuchów renomowanej marki sportowej – od butów, aż po czapki, a nawet bieliznę (sic!). Dzisiaj szczytem lansu wśród dzieciaków jest posiadanie iPhone’a, najlepiej tego najnowszego, największego. Żeby się pokazać. Żadnego innego powodu za tym, by mieć taki sprzęt nie ma.

dzieci

Dzieci nie potrafią filtrować treści. Łapią wszystko jak popadnie

Wkrótce, dla wydawców parających się reklamą natywną problemem może być fakt, iż młodzi ludzie nie potrafią odróżnić treści sponsorowanej od zwykłej, stanowiącej element linii redakcyjnej. To kolejny przykład na bezrefleksyjność młodych ludzi w trakcie korzystania z sieci, ale nie tylko. Tego typu zjawisko było obecne już wcześniej, ale z pewnością w nie takiej skali, jak ma to miejsce w omawianej przez nas grupie wiekowej. Przytoczę treść artykułu, w którym opisywałem dla Was ten problem:

Dzieciakom przedstawiono zrzuty ekranowe wyszukiwania w Google – poproszono ich o wskazanie materiałów reklamowych, najbardziej popularnych wyników oraz tych najbardziej trafnych. Jak wskazałem powyżej – okazuje się, że im niższy jest wiek badanych, tym gorsze są wyniki tego testu. Badacze poszukiwali związku między takim postrzeganiem danych przekazanych przez wyszukiwarkę, a wiarą w prawdziwość podanych informacji. Niemal co piąty badany wskazał na to, że skoro takie, a nie inne dane pojawiają się w Google, to zapewne są one wiarygodne. 46 procent badanych orzekło, że z pewnością Google utrzymuje się głównie z reklam.

Co najgorsze, z tymi zjawiskami trudno jest walczyć. Dzieci korzystają i będą korzystać z sieci – zabronić im tego nie można. Rodzice też często zaniedbują ten temat w kontekście swoich pociech – czasami z braku czasu, a nierzadko z braku świadomości. Szkoda. W ciągu najbliższych lat, internet stanie przed kolejnymi wyzwaniami związanymi ze zmianą profilu użytkownika. Dla mediów to będzie oznaczać jeszcze większą tabloidyzację i jeszcze większy bałagan pod względem treści.