e-sport

Czy Virtus Pro ma szansę wygrać IEM 2016?

AJ
Artur Janczak
26

Najpopularniejsza i jak na razie najlepsza polska drużyna w Counter-Strike: Global Offensive została doceniona po wygranej Intel Extreme Masters w 2014 roku. To właśnie wtedy rozpoczął się wielki szał na Virtus Pro. Ostatnia odsłona serii CS zaczęła się sprzedawać jak ciepłe bułeczki, różne serwisy pisały o esporcie, a i tradycyjne media nie mogły sobie odpuścić, żeby taki temat przeszedł im koło nosa.

Internet po dziś dzień jest zalewany masą informacji związanych z polskimi zawodnikami i grą, którą tak wszyscy uwielbiają. Teraz mamy rok 2016 i kolejna edycja IEM zbliża się wielkimi krokami. Na poprzedniej edycji nasi rodacy nie podołali, czy zatem teraz mają szansę, aby zgarnąć puchar? Serce mówi tak, ale rozum podpowiada, że nie będzie to takie proste.

Ludzie wieszają psy na Virtus Pro, gdyż od pierwszego stycznia nie wygrali żadnego spotkania. Dobitnie widać, że coś jest nie tak i nie chodzi tutaj jedynie o pojedyncze osoby. Zespół, który jeszcze niedawno na takich mapach jak: de_mirage, de_train i de_cache był praktycznie nie do zatrzymania, teraz nie jest w stanie przeprowadzić porządnej akcji, ma problemy z celnością, a taktyk to chyba w ogóle nie stosuje. Jedni czepiają się o wiek Wiktora „Taza” Wojtasa, drudzy sądzą, że Janusz „Snax” Pogorzelski po operacji oka już nie umie grać, a bardziej wnikliwi buszują w jego życiu prywatnym, doszukując się jakiegoś dramatu.

Takich powodów można by wymyślić wiele, ale czy zatem cała drużyna odnotowuje spadek, gdy jednemu z zawodników w życiu się nie układa? Przez ostatnie lata, każdy z nich miał swoje wzloty i upadki, mimo to potrafili się spiąć i pokonać wielu przeciwników. Obecny rok nie jest łaskawy dla Virtus Pro i bez większych zmian, może im być trudno wrócić do czołówki. Piszę to z wielkim bólem serca, ale na ten moment, chłopaki nie reprezentują najwyższego poziomu. Ich ostatnie mecze dobitnie pokazują, że ilość błędów jest po prostu zbyt duża. W jednej rundzie grają, jak na dawnych mistrzów przystało, tylko po to, żeby w następnej zachować się gorzej, niż dzieciaki z rangą Silver. Podczas ostatnich starć z Fnatic, Team Dignitas czy Natus Vincere, Virtus Pro miało swoje „momenty”, ale to stanowczo za mało, jeżeli planuje się wygrać Intel Extreme Masters. Zawodnicy poprzez media społecznościowe już zapowiedzieli, że udają się na bootcamp. Wspólnie wyjadą do jednego miejsca, gdzie w zamknięciu będąc całe dnie trenować, planować taktyki i szukać słabych stron u przeciwników. Problem w tym, że takich przedsięwzięć powinno być o wiele więcej.

Chłopaki z VP przez większość czasu trenują na odległość, co na dłuższą metę okazało się złym pomysłem. Zagraniczne zespoły o wiele częściej udają się na bootcampy i to przynosi konkretne efekty. Możliwe, że nasi ulubieńcy powinni dostać wsparcie wykwalifikowanego psychologa. To nie jest nic nowego, a może naprawdę pomóc, bo nie wszyscy gracze z Virtus Pro potrafią radzić sobie ze stresem. Jeżeli emocje zaczynają mieć negatywny wpływ, to trzeba temu przeciwdziałać.

Nie można natomiast piętnować ich za to, że im nie idzie. Jeżeli ktoś uważa się za prawdziwego fana, to wspiera swoich idoli w każdej sytuacji. Rozumiem, że ludzie są niezadowoleni i mają prawo, krytykować zespół, ale bez wyzwisk, czepiania się wieku i życia prywatnego. Najzabawniejsi są ci, którzy płaczą co mecz, bo postanowili zabawić się w internetowy hazard i stracili skórki konkretnych broni. Takich fanów nikomu nie życzę, nawet najmniej lubianej drużynie. Tutaj trzeba pamiętać, że Taz, Pasha, Snax, byali i NEO potrzebują naszego wsparcia, bo ono im daje dużą dawkę pozytywnej energii.

Chłopaki zdają sobie doskonale sprawę z powagi sytuacji i oczekiwań, które chcą spełnić za każdym razem. W danym momencie dają z sobie 100%, ale w obecnej sytuacji to za mało. Tutaj trzeba o wiele więcej, jeżeli mamy w ogóle mówić o pół finałach. Nawet jeżeli nie zdobędą pierwszego miejsca, ale staną na podium, nawet na najniższym szczeblu to i tak w moich oczach będą zwycięzcami. Obecnie każda drużyna, z którą grali, pokonuje ich bez większych problemów, więc w sytuacji, gdzie taki obity przez wszystkich zespół pokona część najlepszych składów, to będzie wielki wyczyn.

Planowałem napisać, że nie wierzę w wygraną Virtus Pro. Ostatecznie, postanowiłem zmienić zdanie. Liczę, że bootcamp zrobi swoje, bo mimo iż chłopaki przegrali wszystkie mecze, to porównując pierwszy z ostatnim, zauważyłem, że jest trochę lepiej. Może mieli za mało czasu albo nie poświecili go wystarczająco dużo na treningi? Istnieje też szansa, że podobnie jak tradycyjni sportowcy, mają po prostu gorszy okres. Wiem, że wielu z Was uważa, że to trwa od IEM 2014, ale od tamtego czasu udało im się wygrać kilka ważnych imprez i nie można tego pomijać.

Miesiąc temu Snax był ostatni w tabeli, Pasha i nie potrafił strzelić w plecy z AWP, a wczoraj wykonywali dobrze swoją robotę. Indywidualnie jest o wiele lepiej, teraz dopracować wszystko, zmienić taktyki, aby mocno zaskoczyć przeciwników i można walczyć w Katowicach. Nie jest to niemożliwe. Esport jest na tyle zaskakujący, że tutaj nikt nie może mieć 100% pewności, że dany zespół na pewno wszystkich pokona. Nawet potężny Fnatic nie raz się ugiął i ludzie z wielkim zdziwieniem pisali, że to chyba jakieś czary. Dlatego też, trzymajcie kciuki i wspierajcie Virtus Pro.

Do Intel Extreme Masters nie zostało już wiele czasu, ale nasza drużyna się nie poddaje, więc i fani nie powinni tego robić. Nawet gdyby ostatnie spotkania wygrali, a sam IEM przegrali, to i tak ludzie by wieszali na nich psy. Wspomniana impreza jest najważniejsza i to właśnie tam VP ma stanąć na wysokości zadania. Jeżeli im się uda, to wszystko inne straci znaczenie. Nadzieja umiera ostatnia i tego się trzymajmy.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

IEM 2016Virtus.pro